Archiwum dla tagu ◊ terapia ◊

Wracają czasy Kotańskiego… niestety
Monday, December 14th, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

Wbrew tytułowi tego postu nie chcę wcale krytykować nieżyjącego już Marka Kotańskiego. Choć był postacią kontrowersyjną, zrobił za życia wiele dobrego. Jego działalność i związane z nią problemy przypomniały mi się przy okazji informacji, iż lokalne władze nie zgadzają się na tworzenie na ich terenie specjalistycznych ośrodków leczenia pedofilów.

Wiadomo oczywiście, że takie placówki muszą powstać. Pomijając to, że ich powstanie wymusza uchwalona niedawno nowelizacja prawa, to najzwyczajniej w świecie ośrodki są potrzebne. Myślę, że większość ludzi doskonale to rozumie. Ale każdy chciałby, żeby taki ośrodek powstał, bo to dobre dla dzieci, byle nie na jego terenie. Podobnie było z działaniami Kotańskiego. Każdy rozumny człowiek wiedział, że ośrodki dla nosicieli wirusa HIV są niezbędne, ale wszyscy chcieli, by powstały one jak najdalej od ich miejsca zamieszkania.

Można by oczywiście potępić protestujących, nazwać ich ciemnogrodem bądź też w inny sposób, wszak inwencja twórcza mediów w obrażaniu nie ma granic. Ale to by było za proste. Ludzie boją się ośrodków dla pedofilów i trzeba ich strach zrozumieć i uszanować. Mają prawo się bać, bo chodzi tu o bezpieczeństwo ich dzieci. Mają prawo się bać przede wszystkim dlatego, że nikt z nimi o tym nie porozmawiał, nie wytłumaczył, jak ma wyglądać taki ośrodek, jak władze zatroszczą się o ich bezpieczeństwo. A o to bezpieczeństwo władze zatroszczyć się muszą, bo to ich psi obowiązek.

Oczywiście, gdy czytam o wypowiedziach Danuty Zygańskiej, radnej Platformy Obywatelskiej z Wilanowa (skądinąd to przecież właśnie rząd PO zgłosił projekt prawa, który wymusił utworzenie takich placówek), to zgrzytam ze złości zębami, bo bezdenna głupota tej pani mnie poraża. Tę złość koi, o dziwo, radna Prawa i Sprawiedliwości Anna Drewniak. (Wymieniam jej nazwisko, bo rzadko mówię i piszę dobrze o politykach tej partii, więc tym bardziej wypada docenić.)

Najbardziej jednak złości mnie postawa Ministerstwa Zdrowia, którego rzecznik prasowy, niejaki Piotr Olechno, oświadcza publicznie, że resort ma wszystko w d… (ok, on ujął to w formie bardziej poprawnej politycznie). Rząd zaproponował, skądinąd dobre prawo, wprowadzające przymusową terapię pedofilów. Głosami rządzącej partii prawo to zostało uchwalone, a jej politycy z premierem na czele pieli sami na swą cześć hymny w mediach z tej okazji. A na koniec ministerstwo w tym samym rządzie oświadcza, że realizacja tego prawa to nie jego problem.

Jeśli ministerstwo zdrowia nie podejmie działań, by takie ośrodki mogły powstawać, by tłumaczyć ich sens mieszkańcom okolic, w których mają te placówki zostać utworzone, przekonywać tych ludzi, że będą bezpieczni, a jednocześnie faktycznie władze nie zaczną dbać o to bezpieczeństwo, to będzie to skandal. Już to, co do tej pory resort zrobił (oraz nie zrobił), jest de facto sabotowaniem obietnic składanych publicznie przez premiera. Premier powinien bardzo poważnie zastanowić się, czy ministrem w jego rządzie może być ktoś, kto sabotuje realizację polityki tego rządu bądź też jest tak nieudolny, że nie umie dopilnować, by realizowano z sensem przygotowane przez ten rząd ustawy. (Niech premier sobie sam wybierze wersję, która mu się bardziej podoba).

Fundacja ma swoje miejsce
Tuesday, May 12th, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

Po wielu latach nadszedł ten moment. Fundacja dorobiła się swojego miejsca, swojego biura. Przez całe lata – przyznaję – broniłem się przed tym, miałem wiele związanych z tym obaw. Przychodzi jednak taki etap, w którym bez swojego miejsca trudno już pracować i rozwijać się, a pracy jest dużo i rozwój następuje szybko. Oby nie za szybko.

Zdecydowałem się na stworzenie stałego biura dla fundacji przede wszystkim po to, byśmy mieli miejsce przeznaczone na stworzenie realnej grupy pomocowej dla dorosłych ofiar molestowania seksualnego w dzieciństwie oraz realnej pomocy psychologicznej. Czekamy jeszcze na krzesła (urocza instytucja w postaci Makro nam nawaliła) i przede wszystkim na spotkanie grona zaprzyjaźnionych psychologów, by wypracować zasady i program pracy pomocowej. Potem ruszymy z indywidualnymi konsultacjami psychologicznymi i grupą. Poza tym miejsce to będzie nam służyło do prowadzenia mniejszych warsztatów i szkoleń.

Na razie zapraszam do wirtualnego zwiedzania. Zacznijmy od kuchni.

kuchnia

Dzięki uprzejmości właściciela mieszkania dostaliśmy kuchnię w pełni urządzoną, a nawet z ekspresem do kawy. Spędziliśmy sporo czasu na kompletowaniu różnych drobiazgów, by móc poczęstować gości kawą czy herbatą. W razie potrzeby – jak widać – możemy nawet ugotować obiad.

Teraz stajemy w korytarzu:

korytarz

Gdy wprowadzaliśmy się, główne pomieszczenie było w amfiladzie. Konieczne było więc postawienie ścianki działowej, którą widać po lewej stronie. Lustra po prawej to genialne szafy, które skrywają wszystkie nasze materiały szkoleniowe, sprzęty, papierzyska i mnóstwo innych rzeczy, które na ogół zaśmiecają biuro, a są niezbędne.

Gdy staniemy w korytarzu, widzimy pomieszczenie, które będzie służyło jako sala szkoleniowa i terapeutyczna, a gdy nie jest używane, można w nim też pracować:

sala szkoleniowa i terapeutyczna  sala szkoleniowa i terapeutyczna

Kiedy zaś przejdziemy korytarzykiem, wyjdziemy prosto na łazienkę:

nasza łazienka

Na samym końcu zaś znajduje się gabinecik prezesa, czyli mój. Długo zastanawialiśmy się, czy tworzyć takie miejsce, jako że gabinet i słowo “prezes” pasują do mnie jak pięść do nosa. Po tym namyśle uznaliśmy jednak, że trzeba. Musi być takie miejsce dla mnie do pracy, ale też do spotkań z gośćmi.

gabinet prezesa :)   gabinet prezesa :)

Na regale widać moją kolekcję policyjnych maskotek. Niektóre są naprawdę fajne. Każda z nich zaś jest pamiątką po spotkaniu szkoleniowym z policjantami z jakiegoś miasta. Tych spotkań było oczywiście więcej, ale część mojej kolekcji rozdałem, no i nie każda jednostka policji ma swoją maskotkę.

Kastrować czy nie kastrować – oto jest pytanie
Thursday, September 11th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

Na fali informacji na temat “polskiego Fritzla” politycy powrócili do tematu tzw. kastracji farmakologicznej. Premier Donald Tusk zapowiedział, że chce jej wprowadzenia, zaraz potem wypowiedział się minister sprawiedliwości, a po nim głos zabrała również Ewa Kopacz, minister zdrowia.

Zanim przejdę do problemu owej “kastracji farmakologicznej”, to chciałbym odnieść się do pewnej części wypowiedzi Donalda Tuska, bo trudno pozostawić ją bez komentarza. Pan premier, pytany o problem praw człowieka w kontekście przymusowej kastracji, był łaskaw powiedzieć:

“Wobec takich indywiduów, takich kreatur, nie można zastosować terminu człowiek.”

Rozumiem emocje, jakie wywołuje sprawa z Siemiatycz. Rozumiem emocje, jakie większość z nas odczuwa wobec sprawców krzywdzenia dzieci. Ale od premiera, gdy wypowiada się publicznie, oczekiwałbym rozumu i odpowiedzialności. Premier nie może o grupie obywateli, nawet takich, wypowiadać się w sposób podważający prawa człowieka. Właśnie poszanowanie praw człowieka odróżnia nas od “kreatur”. Nie wierzę zresztą, iż była to kwestia emocji, jestem głęboko przekonany, że premier wypowiedział się w pełni świadomie, po prostu “pod publikę”.

Pomysł “kastracji farmakologicznej” powraca co jakiś czas jak bumerang, bo jest nośny medialnie. Samo określenie jest jednak już bardzo mylące. Kastracja to proces z definicji nieodwracalny. To, co politycy proponują, to terapia farmakologiczna, a nie żadna kastracja. Polega na podawaniu pacjentowi leków obniżających popęd seksualny. Jest to proces całkowicie odwracalny. Leki działają bowiem tak długo, jak długo pacjent je przyjmuje. Po ich odstawieniu popęd szybko wraca do normy. Politycy, opowiadając ochoczo przed kamerami o przymusowej terapii, nie informują, jak zamierzają zmusić kogoś, kto już zakończył odbywanie kary, do przyjmowania leków, nie narażając przy tym siebie i państwa na przegrane procesy przed Trybunałem Praw Człowieka.

Opowiadanie o przymusowej kastracji jest atrakcyjne medialnie. Mówienie o tym, co naprawdę trzeba zrobić, tak atrakcyjne już nie jest. To żmudna praca, a tej politycy nie lubią. A co trzeba zrobić?

  1. Trzeba zreformować cały system resocjalizacji w zakładach karnych, a właściwie po prostu go stworzyć. Nie wystarczy zamknąć pedofila na 3 lata w więzieniu, bo wyjdzie i wróci do swojego procederu. Trzeba zapewnić mu terapię jego zaburzenia w czasie odbywania kary. Terapia obejmuje: psychoterapię, terapię behawioralną i terapię farmakologiczną. Niezwykle ważne jest, by ten czas, gdy sprawca jest w dyspozycji państwa, siedząc w więzieniu, wykorzystać na to, by wypracować w nim chęć leczenia się. Od tej chęci zależy w dużej mierze skuteczność terapii, zwłaszcza, gdy wyjdzie on na wolność.
  2. Trzeba stworzyć system leczenia po odbyciu kary, czyli ośrodków terapeutycznych. Warto przy tym pamiętać, że terapia w nich nie może być odpłatna, gdyż osoby, która właśnie wyszła z więzienia, nie stać na płacenie, bo nikt nie chce zatrudniać byłego więźnia, zwłaszcza pedofila.
  3. Trzeba pamiętać, że na razie mówimy tylko o osobach, które już skrzywdziły dziecko i zostały na tym złapane. A co z całą resztą? Dzięki działaniom Narodowego Funduszu Zdrowia nie ma już w Polsce sieci poradni seksuologicznych. Trzeba tę sieć poradni odtworzyć, kształcić specjalistów, bo – z całym szacunkiem dla istniejących w mediach prof. Zbigniewa Lew Starowicza, prof. Zbigniewa Izdebskiego, dr Stanisława Dulko, prof. Wiesława Czernikiewicza, czy kilku innych, brakuje nam seksuologów, a ci, którzy są, nie będą przecież pracować wiecznie.

Problem w tym, że takie działania, w dodatku długofalowe, nie są tak atrakcyjne medialne, jak opowieści o kreaturach, kastrowaniu, itp. Od premiera i ministrów oczekiwałbym jednak, że, poza naturalnym zabieganiem o poparcie i wygraną wyborczą, będą również zajmowali się rządzeniem, czyli rozwiązywaniem problemów