Posts Tagged ‘rzecznik praw obywatelskich’

Manipulacja pod płaszczykiem

Dość długo zastanawiałem się, czy wypowiadać się na temat rządowych planów utworzenia Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Skoro jednak sprawa dotyczy internetu, a jestem internautą, skoro dotyczy problemu pornografii dziecięcej, a tym problemem w końcu zajmuję się jako szef fundacji, to doszedłem do wniosku, że wypowiedzieć się powinienem i chcę. Impulsem do tego była debata na antenie Polsat News, w której wziąłem udział. Udział w tej debacie zmusił mnie bowiem do tego, by przemyśleć sobie dokładnie, jaki właściwie mam do tej sprawy stosunek.

No, to po kolei. Po wybuchu tzw. afery hazardowej rząd wymyślił sobie całkowity zakaz hazardu online i zapisał w ustawie utworzenie rejestru stron, do których dostęp operatorzy musieliby blokować w ciągu 6 godzin od momentu wpisania. Do rejestru miałyby trafiać strony z pornografią dziecięcą, hazardem i phishingiem. Rejestr miałby być prowadzony przez Urząd Komunikacji Elektronicznej, a o wpisanie strony do niego miałyby wnioskować np. Policja i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Projekt ten nie był konsultowany społecznie. Po pierwszej fali protestów rząd zmienił projekt, wprowadzając zasadę, iż o wpisaniu decydować miałby sąd, a dokładniej wyznaczony wydział sądu okręgowego w Warszawie. Nie jest to krok wielki, ale przynajmniej tyle zostało zmienione, iż to nie urzędnik, nie policjant, czy oficer ABW, ale jednak niezawisły sąd miałby decydować o tym, czy coś trafi na indeks.

Rządowy projekt wywołał ogromną burzę, również w internecie. I słusznie zresztą. Premier Donald Tusk odpowiedział na ostrą krytykę internautów listem z obietnicą debaty. Wokół bloga MediaFun.pl prowadzonego przez Macieja Budzicha powstała inicjatywa ZapytajPremiera.pl, czyli rozpoczęły się przygotowania internautów do debaty z szefem rządu. I to jest pierwszy ważny i pozytywny element tej całej historii. Oto bowiem internauci zaczęli się organizować, wyrażać głośno swoje opinie, zmuszając rządzących do wysłuchania ich głosu. W mojej ocenie to niezwykle istotne zdarzenie – jest to bowiem klasyczny przykład funkcjonowania tzw. społeczeństwa obywatelskiego. Do debaty ma dojść 5 lutego o godzinie 14.00 i ma być ona na żywo transmitowana online.

Reszta historii Rejestru pozytywna już jednak nie jest. Mamy tu bowiem kilka ważnych i niepokojących spraw:

  1. Politycy znów próbują decydować za nas o tym, co jest dla nas dobre, a co złe. Prawdę mówiąc problem hazardu ani mnie ziębi, ani grzeje, ale nie rozumiem, dlaczego Pan Premier, z całym szacunkiem dla niego, ma mówić dorosłym ludziom, czy mogą przegrać swoje własne pieniądze w wirtualnym kasynie. A już nie rozumiem, dlaczego w wirtualnym nie mogą, ale mogą pójść i ten sam majątek przegrać w kasynie realnym. Coś mi się zdaje, że Panu Premierowi nie chodzi o moje dobro, ale o to, że te wirtualne kasyna na ogół nie płacą w Polsce podatków…
  2. Znów rządzący wymyślają kontrowersyjne przepisy, ograniczające w dodatku swobody obywatelskie, nie konsultując ich z obywatelami. Ja rozumiem, że sami tych rządzących wybraliśmy, ale to nie znaczy, że daliśmy im prawo decydowania za nas w pełni. Jeśli polityk dochodzi do wniosku, że on wie lepiej, co jest dla mnie dobre niż ja sam, to jest to dla mnie sygnał jasny, że w kolejnych wyborach lepiej na niego jednak nie głosować. I, sądząc po komentarzach w sieci, do podobnego wniosku doszło wielu wyborców miłościwie nam rządzącej partii.
  3. Znów proces stanowienia prawa jest niejasny i nietransparentny. Dość powiedzieć, że na stronie Ministerstwa sprawiedliwości podmieniano uzasadnienie do projektu ustawy. Pisał o tym Piotr Waglowski w swoim serwisie. Nikt nie umie też wyjaśnić, dlaczego przepisy dotyczące ochrony przed phishingiem albo walki z pornografią dziecięcą znajdują się w ustawie związanej z hazardem.
  4. Po raz kolejny rządzący nie słuchają ekspertów – blokady wynikające z utworzenia rejestru da się obejść. Ci, którzy będą chcieli, szybko się tego nauczą.
  5. Znów rządzący wymyślają pomysł, którego skuteczność jest, delikatnie to ujmując, wątpliwa, ale kosztami jego realizacji chcą obciążyć przedsiębiorców, czyli operatorów internetu, a ci z kolei tymi kosztami poprzez ceny usług obciążą klientów. Mówiąc krótko – za niewydarzone eksperymenty wszyscy będziemy musieli zapłacić.

Mnie uderzyło w tym wszystkim jeszcze jedno. Otóż, po raz kolejny instrumentalnie potraktowano dzieci i problem pornografii dziecięcej. Umieszczenie tego problemu w ustawie hazardowej to pewna forma szantażu moralnego. Ma bowiem stawiać przeciwników ustawy w sytuacji, w której sprzeciwiają się wdrażaniu rozwiązań, które miałyby chronić dzieci, czyli przyprawia się im gębę zwolenników dostępu do pornografii dziecięcej. Czyli co? Każdy, kto jest przeciw tej ustawie to pedofil? Takie zagrywki są po prostu nieprzyzwoite. Problem krzywdzenia seksualnego dzieci jest zbyt poważny, by posługiwać się nim do gier politycznych i do takich manipulacji.

Jedna jeszcze rzecz mnie zadziwia. Oto bowiem pojawia się projekt ustawy, która de facto tylnymi drzwiami wprowadza cenzurę, a ja nie słyszałem w tej sprawie jasnego głosu Rzecznika Praw Obywatelskich. No, tak, zapomniałem. Dr Janusz Kochanowski zajęty jest świńską grypą i pozywaniem państwa do sądu.

Fizyczne kastrowanie rzecznika

Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz KochanowskiDawno nie pisałem o moim ulubieńcu, czyli Rzeczniku Praw Obywatelskich, zwanym Januszem Kochanowskim. Czasem, gdy o nim myślę, nachodzi mnie taka reflekcja, że ten bardziej znany Kochanowski, czyli Jan, musi się w grobie przewracać, gdy widzi z góry, kto nosi jego nazwisko. No, ale nasz dzielny niedorzecznik, zwany przez prosty lud rosenthalem (od marki filiżanek, które lubi wręczać lekarzom), nie daje o sobie zapomnieć.

Jak donosi publiczna TVP.Info, rzecznik postanowił wypowiedzieć się na temat walki z pedofilią:

“Można nawet rozważać, czy na życzenie zainteresowanego pedofila nie można by stosować kastracji fizycznej. Jeśli chodzi o kastrację farmakologiczną, nie wiedzę żadnego problemu. W istocie nie chodzi przecież o fizyczne okaleczenie, lecz zastosowanie środków farmakologicznych, które mają ograniczyć chorobliwy popęd dewiantów seksualnych. To jest nie tyle kara, ile leczenie i zapobieganie powrotowi do przestępstwa.”

Oczywiście nie ma czegoś takiego jak kastracja farmakologiczna. Jest terapia farmakologiczna, która polega na podawaniu środków obniżających popęd seksualny przede wszystkim poprzez obniżenie poziomu testosteronu w organizmie. Nie jest to kastracja, gdyż proces ten jest całkowicie odwracalny. Środki farmakologiczne, działają, dopóki pacjent je przyjmuje, jeśli je odstawi, poziom hormonu, a – co za tym idzie – poziom popędu seksualnego, wracają do poprzedniego poziomu. Terapia farmakologiczna jest środkiem pobocznym, który ma wspierać terapię właściwą, czyli seksuologiczną i psychologiczną. Niedorzecznik o tym nie wie. No, bo i po cóż miałby wiedzieć? 

Ważniejsza jest jednak pierwsza część wypowiedzi Kochanowskiego, bo takich bredni już dawno nie słyszałem. Ja mogę nawet zrozumieć, że życie seksualne pan rzecznik zakończył już dawno, ale chyba nie ma takiej demencji, by nic nie pamiętać? Otóż aktywność seksualna człowieka nie ogranicza się wcale do posługiwania się penisem, a zgwałcić można na różne sposoby. Wycięcie jąder da efekt antykoncepcyjny, ale wcale nie obniży popędu seksualnego. Pomysł fizycznego kastrowania, jak rozumiem, najlepiej tępą żyletką, jest oczywiście nośny publicznie, tyle że całkowicie bezsensowny.

Pan Kochanowski po pierwsze jest nieukiem, a po drugie głupcem. Nieukiem – bo nie wie, o czym mówi, a głupcem – bo wypowiada się na tematy, o których nie ma bladego pojęcia. Jest też głupcem, bo nie zapewnił sobie jako rzecznik zaplecza w postaci ekspertów, którzy mogliby mu podpowiedzieć, co i jak mówić, żeby nie robić z siebie błazna.

Pisałem już tutaj, że mieliśmy do tej pory szczęście do Rzeczników Praw Obywatelskich. Statystycznie rzecz ujmując, w końcu musieliśmy mieć pecha i trafiliśmy na indywiduum, które kompromituje swój urząd. Po całkowitej kompromitacji urzędu Rzecznika Praw Dziecka przez Ewę Sowińską mieliśmy szczęście, że na to stanowisko powołano Marka Michalaka, który odbudowuje autorytet RPD. Zastanawiam się, skąd my weźmiemy takiego geniusza, który naprawi to, co do końca swej kadencji zdąży popsuć Kochanowski?

Wobec dziecka nie wolno stosować żadnej przemocy. Koniec kropka.

Wyczytałem dziś w Dzienniku informację, która mnie ucieszyła. Posłowie chcą zaostrzyć przepisy zakazujące przemocy wybec dzieci. Przyznam, że byłem zaskoczony, ale to miłe zaskoczenie. Pamiętam, ile trudu kosztowało przekonanie rządzących, by zapisać w Ustawie o Przeciwdziałaniu Przemocy w Rodzinie całkowity zakaz bicia dzieci, choć przecież miłościwie nam urzędujący premier sam publicznie to wcześniej zapowiadał. Aby nie drażnić polityków, szczególnie tych prawicowych, organizacje pozarządowe zaproponowały, by całkowity zakaz bicia dzieci nie był obwarowany żadnymi sankcjami. Postulowaliśmy tylko tyle, by prawo jasno mówiło, że tego czynić nie wolno.

Dzięki sugestiom i żądaniom Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka posłowie chcą dopisać do ustawy zakaz stosowania przemocy psychicznej naruszającej godność dziecka. Nie śmiałem, prawdę mówiąc, marzyć o takim zapisie. Tu pozwolę sobie na dygresję. Bardzo się cieszę, że dzieci w Polsce wreszcie doczekały się rzecznika z prawdziwego zdarzenia. Pierwszy rzecznik zrezygnował niemal zaraz po powołaniu, drugi, czyli Paweł Jaros okazał się wielką pomyłką, urzędasem, który nie robił nic, a trzeciego rzecznika, czyli Ewę Sowińską, trudno w ogóle analizować w kategoriach innych niż kabaretowe czy psychiatryczne. Wywodzący się z sektora pozarządowego społecznik, jakim jest Marek Michalak, okazał się strzałem w dziesiątkę.

Wróćmy jednak do naszych baranów. (Nie, tym razem akurat nie obrażam posłów.) Oto posłanka Magdalena Kochan z Platformy Obywatelskiej mówi:

“Wobec dziecka nie wolno stosować żadnej przemocy. Koniec kropka.”

Wtóruje jej inna posłanka PO, znana bokserka, Iwona Guzowska:

Czym jest przemoc fizyczna, nie trzeba tłumaczyć. Ale psychiczna? Jeśli ojciec czy matka robią awantury o źle ułożoną szczoteczkę do zębów czy buty, to już jest przemoc psychiczna?

Oczywiście, że tak. Bo dziecko staje się niewolnikiem. Odbiera się mu wolność. Tak pięknie się to nazywa kindersztubą, tyle że skutki mogą być dramatyczne. Przemoc psychiczna jest wtedy, kiedy dziecko widzi, jak ojciec bije matkę. Kiedy się je poniża: wyzywa od idiotów czy wyszydza. Grozi przemocą fizyczną. Stosuje szantaż. Szantaż jest zresztą najpotężniejszą bronią w arsenale toksycznych rodziców. Najlepszym przykładem jest rozwiedziony rodzic, który usiłuje zawłaszczyć dziecko. A sprawcy takiej przemocy często wydają się absolutnie porządnymi rodzicami. Przemoc psychiczną się bagatelizuje. Nazywa fanaberią pokolenia rozpieszczonych dzieci.

 

Jak wykrywać przemoc psychiczną?

Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy się nie uda, jeśli w parze z nią nie pójdzie profilaktyka. Na godzinie wychowawczej w szkole dzieciom systematycznie muszą być robione testy. Napisane na zasadzie zabawy, zróżnicowane zależnie od wieku. Ułożone i sprawdzane przez specjalistów, którzy na tej podstawie będą w stanie wykryć, czy dziecku nie dzieje się krzywda.

Ale egzekwować zakaz przemocy psychicznej będzie bardzo trudno. Czy wpisywanie do ustawy sankcji karnych ma sens?

Oczywiście. Bez takich sankcji ustawa będzie martwym prawem. W opinii Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego w sprawie przemocy domowej jest ona jednym z najpoważniejszych pogwałceń praw człowieka, prawa do nietykalności i poszanowania godności. Również polska konstytucja gwarantuje prawo do nietykalności i poszanowania godności. Trzeba je zacząć egzekwować.

Ale jak?

Właśnie wprowadzić sankcje karne za stosowanie przemocy psychicznej. Ponadto zagwarantować, że osoba stosująca przemoc – czy to fizyczną, czy psychiczną – będzie odizolowana od ofiar i poddana terapii. Nie poprę ustawy, która nie będzie zawierała takich rozwiązań.

Najbardziej jednak, choć nie ukrywam, że bardzo pozytywnie, zaskoczył mnie poseł PiS z Torunia, członek komisji sejmowej do spraw rodziny, ojciec 5 dzieci, wcześniej wielokrotnie wypowiadający się pozytywnie o klapsach, czyli Tadeusz Cymański, który zapowiedział, że poprze proponowane zapisy w ustawie. Zaznaczył jedynie:

“Mam nadzieję, że wprowadzając sankcje, zastanowimy się, jak uniknąć absurdu i sprowadzenia poważnej ustawy do groteski. Żeby nie było tak, że dziecko, któremu zakazuje się pójść na imprezę, grozi rodzicom policją”

Oczywiście, że nikt nie chce doprowadzić sytuacji do absurdu. Na tym tle zasmuciła mnie wypowiedź Andrzeja Zolla, byłego Rzecznika Praw Obywatelskich. Akurat z jego ust nie spodziewałbym się sprzeciwu wobec ustawy, bo rzecznikowi praw obywatelskich (a przecież dzieci też są obywatelami) to po prostu nie wypada. Zoll mówi między innymi:

“Kultury słowa na pewno nie nauczy się ustawą. Potrzebna jest edukacja społeczna i w tę stronę powinny iść wysiłki instytucji państwa. Fundamentalne jest też pytanie, kto ma wychowywać młodzież: rodzina czy państwo. Mnie wydaje się, że rodzice. I dlatego tym, którzy mają problem i nie wiedzą, jak wychowywać, państwo powinno zaoferować pomoc i dać odpowiednie wzorce. To, co chcą zapisać politycy, poprawy nie przyniesie, a raczej zaogni rodzinne konflikty.”

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego wykształcony, jakby nie było, człowiek opowiada dyrdymały. W sytuacji, gdy w domu występuje przemoc wobec dzieci, to co tu jest do zaogniania? Jak dziecko ma samo obronić się w sytuacji przemocy? I przede wszystkim zupełnie nie pojmuję, jak w głowie światłego ponoć profesora mogła zrodzić się z istoty swej fałszywa alternatywa “sankcje karne” albo “profilaktyka”. Jedno drugiego nie wyklucza. Sankcje karne za przestępstwo nie wykluczają wszak podejmowania działań profilaktycznych.  Sankcje karne stosujemy, gdy zawiedzie profilaktyka (a z natury nie jest ona w 100% skuteczna). Jest jednak oczywistą oczywistością (copyright by J. Kaczyński), że lepiej zapobiegać niż karać. Ale zapobieganie – na litość boską – nie wyklucza karania, ani karanie nie wyklucza zapobiegania. Wydawałoby się, że takich oczywistości tłumaczyć nie trzeba.

Częstym argumentem, jaki słyszę, jest to, że wychowanie to sprawa rodziny i państwo nie powinno się w to wtrącać, a wtrącanie się to element totalitarnego myślenia i prowadzi do historii takich jak Pawlika Morozowa. Mam wrażenie, że to właśnie używający takich argumentów myślą totalitarnie. Zapominają, że historia Morozowa wydarzyła się w państwie totalitarnym, w czasach stalinowskich. Dziś mamy w naszym kraju demokrację, mamy niezawisłe sądownictwo. Oczywiście, to rodzice powinni wychowywać dzieci, ale nie wszyscy to robią i nie wszyscy robią to w sposób właściwy (czyli z poszanowaniem praw dziecka, które ma ono zagwarantowane na mocy ratyfikowanej przez nasz kraj Konwencji Praw Dziecka). Na takie sytuacje państwo musi być przygotowane, by móc stanąć w obronie dziecka.

Najbardziej jednak zasmuciły mnie komentarze pod informacjami na temat planowanych zapisów. Internauci pisali na przykład:

“A POTEM DZIECKO BEDZIE MIALO PRAWO ZBIC I ZWYZYWAC RODZICA,I DZIEKI BEZSTRESOWEMU TZW.WYCHOWANIU,WIDZIMY CORAZ WIEKSZA ZGNILIZNE MORALNA WSROD MLODZIEZY.ZADUCH TEGO KRAJU JEST CORAZ WIEKSZY.”

albo:

“Coraz więcej praw dla dzieci coraz więcej bestresowego chowania i coraz więcej agresji u młodzieży kilkanaście lat temu mimo iż dzieci dostawały klapsa nie było tylu przypadków agresji i zezwierzęcenia młodych ludzi.Młodzież im ma pozwolone więcej tym gorzerj się zachowuje i bardziej brutralnie.”

lub też:

“Jaką karę przewiduje dla mnie ta śmieszna ustawa jak powiem synowi “Ucz się głąbie bo nie zdasz do następnej klasy”? Nie zdziwię się jak będzie to dożywocie.”

Jeśli polski rodzic zachęca swoje dziecko do nauki mówiąc “Ucz się, głąbie, bo nie zdasz do następnej klasy”, to nie ma co się dziwić, że to dziecko uczyć się nie chce i faktyczny poziom wykształcenia naszych dzieci stale się obniża. Jeśli rodzic o swoim dziecku myśli w kategorii “zgnilizny moralnej“, którą miałby leczyć przemocą fizyczną i psychiczną, to ja się nie dziwię młodym ludziom, że gniją moralnie. (O ile faktycznie gniją.) Cały czas pobrzmiewa też “za naszych czasów tak nie było”. Owszem, było. I – “za naszych czasów tak nie było, bo dostawaliśmy klapsy”. Otóz trzeba powtórzyć jasno:  Jeśli ktoś wyrósł na ludzi, to nie dlatego, że dostawał klapsy, ale pomimo tego, że dostawał.

W dyskusji o zakazie przemocy wobec dzieci pojawia się często również argument, że zakaz bicia czy poniżania dzieci oznacza nakaz tzw. bezstresowego wychowania. Nie wiem, czym niby ma być to bezstresowe wychowanie, ale jeśli ma ono oznaczać wychowanie bez przemocy, to jestem za. “Bez przemocy” nie oznacza wszak “bez granic”. Dziecko potrzebuje granic i te granice wyznaczać powinien mądry, kochający rodzic. Granice są dziecku niezbędne do prawidłowego rozwoju – bez nich nie czuje się ono bezpiecznie.

Ciekawi mnie, jak będą rozwijać się prace nad ustawą. Czy tym razem posłom uda się uchwalić mądre prawo? Czy będzie  - jak w przypływie szczerości rzekł swego czasu Borys Jelcyn – “chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zawsze”.

Buy T-MobilePhones and Save. | Thanks to Highest CD Rates, Credit Card Offers and UK Loan