Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, choć ze sporymi przebojami, przeszła przez Senat. Teraz wróci do Sejmu, a potem trafi do Prezydenta. Do końca procesu legislacyjnego zostało już niewiele i możemy już raczej być spokojni, że nowe prawo wejdzie w życie. Uchwalenie i wejście w życie ustawy nie kończy jednak naszej pracy. Warto spojrzeć na to, co działo się w Senacie, przeanalizować to, bo to pokazuje, z czym przyjdzie nam się jeszcze mierzyć edukacyjnie.
Zacznijmy od tego, jak wyglądało pierwsze posiedzenie połączonych komisji Senackich. Określenie, iż było ono “burzliwe” wydaje się sporym eufemizmem. Zawsze myślałem, że mamy izbę niższą i izbę wyższą parlamentu. To, co zobaczyłem, wskazuje raczej, że mamy izbę niższą i wychodek. Było mi wstyd, że w Senacie RP jestem świadkiem scen wręcz gorszących. Długo by o tym opowiadać. Przejdźmy jednak do debaty plenarnej.
Senator Stanisław Piotrowicz, przewodniczący Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji mówił tak:
Drodzy Państwo, zamieszczanie tego w tytule wskazywałoby, że siedliskiem wszelkiego zła i przemocy jest rodzina. Jest to jakby stygmatyzowanie rodziny, przypisywanie przemocy rodzinie. Rodzina to przede wszystkim miejsce, gdzie rodzą się dzieci, miejsce, w którym jest miłość. A że zdarzają się i sceny brutalne, to też prawda, bo takie jest życie. Ale wielokrotnie w tej izbie powiadaliśmy, że patologia – ja wiem, że pan minister Michalak nie używa tego określenia, ale ja go świadomie użyję – nie powinna nigdy rzutować na kształt prawa, jakie stanowimy. To nie ona ma być tym, co decyduje o kształcie prawa.
Dwie myśli mnie tu zafrapowały. “Bo takie jest życie”. Z łatwością jakąś pan senator godzi się z tym. Ciekawsza jest myśl druga. Patologia nie powinna rzutować na stanowienie prawa? Ciekawa myśl. Prawo stanowi się chyba po to również, by ograniczać patologie? Skoro tak, to muszą one rzutować na kształt prawa.
Lepszy był senator Ryszard Bender:
Panie Marsza3ku! Panie Senatorze Sprawozdawco! Chciałbym pana zapytać, czy komisja, w której obradach pan uczestniczył i której jest pan sprawozdawcą, była świadoma wagi prawa zwyczajowego i obyczajów? I czy była świadoma, że prawo zwyczajowe czy obyczaje najczęściej, a przynajmniej bardzo często, biorą górę nad prawem stanowionym, i nie ma sensu uchwalać prawa stanowionego, jeśli ono będzie rozbieżne z panującymi obyczajami i nie będzie zrozumiałe dla tych, którzy dotąd uznawali za najważniejsze prawo zwyczajowe. Ustawa, którą będziemy uchwalać – lękam sie, ze względu na większość w naszej Izbie, obym się mylił – zła ustawa, a przynajmniej, no, trudno powiedzieć, i nawet z pana ust nie padło stwierdzenie, że zmierzająca ku doskonałości, ta ustawa burzy właśnie te obyczaje w dziedzinie wychowania dzieci i dotychczasowe prawo zwyczajowe. A ono jest ważne, choć nie jest skodyfikowane. Przecież znamy porzekadła. Możemy wprawdzie powiedzieć: cóż to porzekadło znaczy? To jest mądrość ludowa, że zły to ojciec, który oszczędza pasa i klapsa dla syna. Mówię: dla syna, dlatego że nawet w ciemnych, jak to kiedyś mówiono, choć wcale ciemne to one nie były… czasach, w średniowieczu, dziewcząt nie karano, nawet klapsem. I wychowywały się pięknie, bez takich kłopotów, że trzeba było pisać o nich w ustawach. W związku z tym chcę zapytać, czy jest sens robić tutaj takie postanowienia, które są sprzeczne z obyczajem. No, klaps jest i będzie, pas ojca jest i pozostanie. Czy prawo stanowione ma tworzyć sankcje po to, żeby dzieciak za przykładem Pawki Morozowa denuncjował rodziców, bo rodzice nie pozwolili mu na przykład wyjść wieczorem? Przecież czasami nawet szkoły czegoś zakazują i w ten sposób naruszają wolność osobistą. A więc pytam: czy warto? Czy to nie będzie, jak to się mówi, skórka za wyprawkę? Naprawdę, czy warto to robić, czy warto ściągać te zachodnie wzory? Zresztą bliskie im były te wschodnie, z czasów, jakże mrocznych, Pawki Morozowa. Skończyłem.
Nawet ciężko komentować. Nazywając rzecz po imieniu, w tym wypadku idiota pozostanie idiotą. Idźmy dalej. Senator Bohdan Paszkowski:
Chodzi o moją idée fixe. Ta sprawa pojawiła się w tej ustawie, uważam, że powinniśmy ją zniwelować Mianowicie chodzi o tę poprawkę w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Otóż, czy jest pan pewien… Może zapytam tak: czy według pana każda kara cielesna jest równoznaczna z przemocą w rodzinie, czy też nie? I pytanie pomocnicze. Czy pan się nie obawia, biorąc pod uwagę obecnie obowiązującą w tejże ustawie definicję przemocy w rodzinie, że wpisanie do kodeksu rodzinnego generalnego zakazu stosowania kar cielesnych, bez zdefiniowania tego pojęcia, będzie samo przez się oznaczało, że jest to przemoc w rodzinie w myśl definicji bardzo obszernej, zawartej w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie? Zadaję to pytanie, bo mam ogromne w1tpliwości pod względem prawnym. Pan mówi, że to jest tylko pewna dyrektywa, nazwijmy to, wychowawcza, o charakterze moralnym, adresowana do rodziców, a przecież to jest zapis prawny, który ma swoje konsekwencje.
No, to jedziemy dalej. Senator Andrzej Misiołek w szczególnie kuriozalnym występie:
Jedno pytanie wiąże się z art. 2 procedowanej ustawy, która zmienia kodeks rodzinny i opiekuńczy. W tym artykule – może przeczytam – mówi się, że „osobom wykonującym władzę rodzicielską oraz sprawującym opiekę lub pieczę nad małoletnim zakazuje się stosowania kar cielesnych, zadawania cierpień psychicznych i innych form poniżania dziecka”. A jak ten zapis odnosi się do sytuacji, kiedy to dziecko znęca się nad rodzicem? To nie są wcale rzadkie przypadki. W myśl tego artykułu, jeżeli rodzic znęca się nad dzieckiem, to zostaje pociągnięty do odpowiedzialności. A jeśli dziecko znęca się nad rodzicem, to jest bezkarne, tak?
No, to teraz Pani Senator – Maria Pańczyk-Pozdziej. Litościwie nie przytaczam całego wywodu, a jedynie jego fragment końcowy:
Nie mogę udawać, że nie mam wątpliwości, nie mogę też nie przekazać Wysokiej Izbie tego, z czym przychodzili do mnie moi wyborcy. Dzwonili, przychodzili, rozmawialiśmy. Oni się boją o swój rodzicielski status, oni się boją tego, że zostaną pozbawieni prawa do decydowania o wychowywaniu swoich dzieci. Boją się tego, co powiedziała ta moja sąsiadka: że to też do nas przyjdzie. Ja bym chciała wierzyć w to, że to do nas nigdy nie przyjdzie. Z całym uznaniem dla niektórych zapisów tej ustawy, ale nadal mam bardzo poważne wątpliwości i niepokój budzi we mnie właśnie ów zapis o tych karach cielesnych. Co nie znaczy, że ja jestem ich zwolenniczką. Wprost przeciwnie, ja nie jestem ich zwolenniczką, ale musiałam się z państwem tymi swoimi obawami podzielić.
Pani Senator uznaje, jak rozumiem, że bez prawa do bicia, nie da się wychować drugiego człowieka? To ciekawe. Jednocześnie Pani Senator nie jest zwolenniczką bicia dzieci? Ot, to się nazywa być konsekwentnym, nie?
Nie mogę darować sobie wywodu senatora Antoniego Piechniczka, byłego trenera kadry narodowej. Kiedy go słuchałem, pomyślałem sobie: “Antoś, kop ty tę piłkę. Ale od prawa to ty się trzymaj z daleka. Za wysokie progi.”. Przytoczmy:
Ta ustawa wywołuje takie kontrowersje, bo ona wpisuje się we wszystko to, co przychodzi z Zachodu. Dzisiaj my wprowadzamy kuchennymi schodami daleko idącą ingerencję państwa, nie potrafimy sobie dać rady z aborcją, która przyjmuje charakter masowy. Ponieważ na sali są sami dorośli, młodzieży prawie nie ma, użyję tutaj słów Ireneusza Iredyńskiego: kobieta – spluwaczka na spermę. To jest mentalność młodych ludzi, którzy doprowadzają do takiej sytuacji, jaka jest. I w to wszystko wkomponowują się małżeństwa jednopłciowe, za tym pójdzie adopcja dzieci, eutanazja i wszystko to, co z Zachodu przyszło.
Panie Trenerze! Niechże Pan wróci do piłki! Nawet niech Pan znów zostanie selekcjonerem. Kadrze to nie zaszkodzi, bo gorsza chyba być nie może. A przynajmniej nie będzie Pan bzdur gadał.
I znów senator Misiołek ma głos:
Otóż w latach dziewięćdziesiątych, w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy rozpoczęła się reforma polskiej szkoły, wprowadzono absolutny zakaz stosowania kar cielesnych. W ciągu kilkunastu lat rola wychowawcza polskiej szkoły zaczęła gwałtownie pikować w dół. Kończyło się to tym, że uczniowie nauczycielom wkładali kosze na głowy. Czyli u nas, w naszej ojczyźnie mieliśmy już przykład tego, że pewne rozluźnienie w stosunku wychowawcy do wychowanka doprowadziło do złych skutków.
Ot, moi nauczyciele kar cielesnych nie stosowali. Nie zakładałem im kosza na głowy. Kurczę, jakiś nienormalny jestem chyba.
Senator Witold Ilczak uderzył w wysokie tony:
Przypomnijmy sobie, i pochylmy głowę w pokorze, że jesteśmy drapieżnikami. W związku z tym musimy od najmłodszych lat okiełznywać swoją naturę. Jednym wychodzi to lepiej, drugim gorzej, ale jeśli chodzi, Panie Ministrze, o wartość edukacyjną, to wielu rodziców rzeczywiście patrzy na to ze zgorszeniem i zadaje sobie pytanie: quo vadis – dokąd zmierzasz, Polski Parlamencie, w swoim szaleństwie i obłudzie, ty, który wynosisz człowieka na piedestał jako istotę skończoną i doskonałą? Chcę wam powiedzieć, że my wierzymy w ogień piekielny i w to, że źli ludzie będą się w nim smażyli. Ja wiem, że wielu liberałom, nowym myślicielom, to jest nie po drodze i chcieliby powiedzieć: hulaj dusza, piekła nie ma.
No, tu już nie wiem – śmiać się, czy płakać? I taka uwaga. Jeśli rozumu nie staje, lepiej Freuda nie czytać. Pozostaje spytać: A co na to lekarz?
Senator Stanisław Kogust długi wywód o PRON, Froncie Jedności Narodu i stanie wojennym (jaki to ma związek z ustawą? nie pytajcie) zakończył tak:
Rodzina to jest świętość i precz od świętej rodziny polskiej! Przepraszam, ja nie byłem w PRON, ja zawsze broniłem Polski katolickiej, broniłem człowieka, nigdy nie sprzedałem się za miskę soczewicy! Nigdy! Dla mnie rodzina to rzecz święta! Wprowadźmy luz blues, a później zobaczymy, będzie to, o czym mówi pani senator, bo z Zachodu najlepiej przyjmuje się to, co złe.
Senator Ryszard Bender znów, tym razem o zabezpieczaniu dziecka przez pracownika socjalnego. Przytaczam, bo może jacyś psychiatrzy zaglądają na mój blog:
Panie Ministrze, chcę zapytać: czy nie jest to analogia do Berezy Kartuskiej? Leon Kozłowski bowiem doprowadził do przyjęcia ustawy, która pozwalała administracyjnie zsyłać do Berezy przeciwników politycznych. Zauważa się tutaj podobieństwo.
O co chodziło senatorowi Benderowi? Nie mam bladego pojęcia. I to mnie cieszy. Źle by to o mnie bowiem świadczyło, gdyby moje myśli były w stanie podążać tymi samymi torami co myśli pana senatora.
To teraz górne C senatora Pupy (jego wywód o cukrownictwie i polskich motorowerach pomijam, bo nawet mnie to przerasta):
Myślę, że można już mówić o tym, że rozpoczęła się bitwa o Polskę w wymiarze moralnym, o to, żeby rozłajdaczyć naród, uderzyć w rodzinę, doprowadzić do takiej sytuacji, że ojciec praktycznie nie będzie wiedział, jak się zachowywać w stosunku do dziecka, a dziecko nie będzie się… że wychowawca w szkole nie będzie potrafił się w odpowiedni sposób zachować, bo będzie się bał dziecka. Po prostu hulaj dusza, piekła nie ma, swawola totalna. O tym mówił pan senator Piechniczek – mam dla niego wielki szacunek – który bardzo pięknie na podstawie swojego doświadczenia życiowego nam to pokazał. Uderza się we wszystkie autorytety, które są, tak, że dzisiaj nie ma już w zasadzie autorytetów. Nie miał autorytetu prezydent Kaczyński, nie mieli autorytetu inni ludzie. Nie ma autorytetu Kościół, bo się uderza w ten autorytet, bo z księży chce się zrobić pedofilów, ludzi, którzy są zboczeni, i taki ich wizerunek próbuje się lansować w mediach. Dochodzi do sytuacji rzeczywiście kuriozalnych i człowiek uczciwy zaczyna się bać, bo nie wie, czy postępuje zgodnie z prawem, czy postępuje niezgodnie z prawem. Na przykład mój przedmówca, senator Chróścikowski, też nie ma pewności, czy po wejściu w życie tej ustawy minister nie będzie zobowiązany donieść na niego do prokuratora, że dziecko doprowadził do płaczu, do łez, mimo że chciał dla tego dziecka jak najlepiej.
Przytaczam tylko część wypowiedzi. Wszystkie za jednym zamachem to byłoby za dużo dla normalnego człowieka. Jeśli ktoś jednak, w ramach swego rodzaju masochizmu, ma ochotę przeczytać całość, to polecam stenogram z posiedzenia Senatu. Warto pamiętać. Warto wrócić do tego bełkotu. Zwłaszcza przy kolejnych wyborach. Jeśli Senat ma faktycznie być wychodkiem parlamentu, to może faktycznie lepiej zaoszczędzić pieniądze i go zlikwidować?
RSS Feed
Twitter

Posted in
Tags: 