Archiwum dla tagu ◊ pornografia dziecięca ◊

Manipulacja pod płaszczykiem
Thursday, February 04th, 2010 | Autor: Jakub Śpiewak

Dość długo zastanawiałem się, czy wypowiadać się na temat rządowych planów utworzenia Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Skoro jednak sprawa dotyczy internetu, a jestem internautą, skoro dotyczy problemu pornografii dziecięcej, a tym problemem w końcu zajmuję się jako szef fundacji, to doszedłem do wniosku, że wypowiedzieć się powinienem i chcę. Impulsem do tego była debata na antenie Polsat News, w której wziąłem udział. Udział w tej debacie zmusił mnie bowiem do tego, by przemyśleć sobie dokładnie, jaki właściwie mam do tej sprawy stosunek.

No, to po kolei. Po wybuchu tzw. afery hazardowej rząd wymyślił sobie całkowity zakaz hazardu online i zapisał w ustawie utworzenie rejestru stron, do których dostęp operatorzy musieliby blokować w ciągu 6 godzin od momentu wpisania. Do rejestru miałyby trafiać strony z pornografią dziecięcą, hazardem i phishingiem. Rejestr miałby być prowadzony przez Urząd Komunikacji Elektronicznej, a o wpisanie strony do niego miałyby wnioskować np. Policja i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Projekt ten nie był konsultowany społecznie. Po pierwszej fali protestów rząd zmienił projekt, wprowadzając zasadę, iż o wpisaniu decydować miałby sąd, a dokładniej wyznaczony wydział sądu okręgowego w Warszawie. Nie jest to krok wielki, ale przynajmniej tyle zostało zmienione, iż to nie urzędnik, nie policjant, czy oficer ABW, ale jednak niezawisły sąd miałby decydować o tym, czy coś trafi na indeks.

Rządowy projekt wywołał ogromną burzę, również w internecie. I słusznie zresztą. Premier Donald Tusk odpowiedział na ostrą krytykę internautów listem z obietnicą debaty. Wokół bloga MediaFun.pl prowadzonego przez Macieja Budzicha powstała inicjatywa ZapytajPremiera.pl, czyli rozpoczęły się przygotowania internautów do debaty z szefem rządu. I to jest pierwszy ważny i pozytywny element tej całej historii. Oto bowiem internauci zaczęli się organizować, wyrażać głośno swoje opinie, zmuszając rządzących do wysłuchania ich głosu. W mojej ocenie to niezwykle istotne zdarzenie – jest to bowiem klasyczny przykład funkcjonowania tzw. społeczeństwa obywatelskiego. Do debaty ma dojść 5 lutego o godzinie 14.00 i ma być ona na żywo transmitowana online.

Reszta historii Rejestru pozytywna już jednak nie jest. Mamy tu bowiem kilka ważnych i niepokojących spraw:

  1. Politycy znów próbują decydować za nas o tym, co jest dla nas dobre, a co złe. Prawdę mówiąc problem hazardu ani mnie ziębi, ani grzeje, ale nie rozumiem, dlaczego Pan Premier, z całym szacunkiem dla niego, ma mówić dorosłym ludziom, czy mogą przegrać swoje własne pieniądze w wirtualnym kasynie. A już nie rozumiem, dlaczego w wirtualnym nie mogą, ale mogą pójść i ten sam majątek przegrać w kasynie realnym. Coś mi się zdaje, że Panu Premierowi nie chodzi o moje dobro, ale o to, że te wirtualne kasyna na ogół nie płacą w Polsce podatków…
  2. Znów rządzący wymyślają kontrowersyjne przepisy, ograniczające w dodatku swobody obywatelskie, nie konsultując ich z obywatelami. Ja rozumiem, że sami tych rządzących wybraliśmy, ale to nie znaczy, że daliśmy im prawo decydowania za nas w pełni. Jeśli polityk dochodzi do wniosku, że on wie lepiej, co jest dla mnie dobre niż ja sam, to jest to dla mnie sygnał jasny, że w kolejnych wyborach lepiej na niego jednak nie głosować. I, sądząc po komentarzach w sieci, do podobnego wniosku doszło wielu wyborców miłościwie nam rządzącej partii.
  3. Znów proces stanowienia prawa jest niejasny i nietransparentny. Dość powiedzieć, że na stronie Ministerstwa sprawiedliwości podmieniano uzasadnienie do projektu ustawy. Pisał o tym Piotr Waglowski w swoim serwisie. Nikt nie umie też wyjaśnić, dlaczego przepisy dotyczące ochrony przed phishingiem albo walki z pornografią dziecięcą znajdują się w ustawie związanej z hazardem.
  4. Po raz kolejny rządzący nie słuchają ekspertów – blokady wynikające z utworzenia rejestru da się obejść. Ci, którzy będą chcieli, szybko się tego nauczą.
  5. Znów rządzący wymyślają pomysł, którego skuteczność jest, delikatnie to ujmując, wątpliwa, ale kosztami jego realizacji chcą obciążyć przedsiębiorców, czyli operatorów internetu, a ci z kolei tymi kosztami poprzez ceny usług obciążą klientów. Mówiąc krótko – za niewydarzone eksperymenty wszyscy będziemy musieli zapłacić.

Mnie uderzyło w tym wszystkim jeszcze jedno. Otóż, po raz kolejny instrumentalnie potraktowano dzieci i problem pornografii dziecięcej. Umieszczenie tego problemu w ustawie hazardowej to pewna forma szantażu moralnego. Ma bowiem stawiać przeciwników ustawy w sytuacji, w której sprzeciwiają się wdrażaniu rozwiązań, które miałyby chronić dzieci, czyli przyprawia się im gębę zwolenników dostępu do pornografii dziecięcej. Czyli co? Każdy, kto jest przeciw tej ustawie to pedofil? Takie zagrywki są po prostu nieprzyzwoite. Problem krzywdzenia seksualnego dzieci jest zbyt poważny, by posługiwać się nim do gier politycznych i do takich manipulacji.

Jedna jeszcze rzecz mnie zadziwia. Oto bowiem pojawia się projekt ustawy, która de facto tylnymi drzwiami wprowadza cenzurę, a ja nie słyszałem w tej sprawie jasnego głosu Rzecznika Praw Obywatelskich. No, tak, zapomniałem. Dr Janusz Kochanowski zajęty jest świńską grypą i pozywaniem państwa do sądu.

Na łatwiznę, byle do mediów
Friday, January 29th, 2010 | Autor: Jakub Śpiewak

Polska policja przeprowadziła kolejną wielką akcję przeciwko osobom ściągającym z sieci pornografię dziecięcą. W ramach operacji o kryptonimie “Roxana” jednego dnia zatrzymano 120 osób. Policja odtrąbiła kolejny wielki sukces. Wiele osób wie, że na ogół wypowiadam się bardzo dobrze o naszych policjantach. Naszła mnie jednak refleksja, którą chcę się podzielić.

Czy to aby na pewno jest wielki sukces? Przeanalizujmy. W ubiegłym roku podobnych akcji było sporo. Za każdym razem scenariusz jest podobny. Nasi policjanci w ramach monitoringu sieci wymiany plików typują osoby, które z Emula, DC++, czy innych systemów P2P ściągają większe ilości filmów i zdjęć, których nazwy wskazują na treści zawierające pornografią z udziałem dzieci poniżej lat 15. Kolejnym krokiem jest posegregowanie adresów IP według operatorów, wysłanie do tychże zapytań o dane abonentów, a potem zatrzymania. Zanim jednak do zatrzymań dojdzie, Komenda Główna koordynuje wszystko tak, aby jednego dnia zatrzymać jak najwięcej osób, składając im wizyty o 6.00.

Warto jednak zwrócić uwagę na to, że po pierwsze na 100-150 zatrzymanych na ogół zaledwie kilkunastu dostaje w sądzie nakaz aresztowania tymczasowego, czyli zebrany materiał dowodowy jest na tyle silny, by sąd taki nakaz wydał. Po drugie zaś, i ważniejsze, te osoby nie są w żaden sposób ze sobą powiązane. W świat idzie przekaz, który mógłby sugerować, że policja rozbiła siatkę pedofilów, ale jest to przekaz fałszywy. Równie dobrze można każdego z nich zatrzymać w dowolnym terminie bez uszczerbku dla śledztwa. No, ale to już nie byłoby takie medialne.

Policja zatrzymała osoby, które zatrzymać należało, ale byli to po prostu ci napaleni i skrzywieni durnie, którzy nie umieją zadbać o swoją anonimowość w sieci. To nie są osoby rozpowszechniające ani produkujące czy utrwalające pornografię dziecięcą. To są jej klienci. Ich oczywiście trzeba zatrzymywać i karać, to nie ulega wątpliwości. Ale powiedzmy sobie szczerze – to są płotki. A nie słyszałem o podobnej akcji, o podobnej sile rażenia, w której zatrzymywano osoby, które są producentami, czy też robią na pornografii dziecięcej ogromne pieniądze. Czy policja chce przekonać, że takich osób, takich grup w Polsce nie ma? Wolne żarty. Zmasowane akcje w stylu “Roksany” to pójście na łatwiznę, a jednocześnie efekt silnego “parcia na szkło”.

Trzeba oddać policjantom sprawiedliwość. Rozbijanie tych najgroźniejszych grup, które tworzą pornografię dziecięcą i nią w sposób zorganizowany handlują, jest trudne. Aby robić to skutecznie, policjanci musieliby stosować prowokację policyjną, tak, jak robią to na przykład ich koledzy z Wielkiej Brytanii. A takich uprawnień polska policja nie ma. Nawet wielka nowelizacja prawa, którą na jesieni uchwalił polski parlament, a która ma wejść w życie w czerwcu, takich uprawnień w wystarczającym stopniu policji nie daje. Uchwalona nowelizacja nie dodała bowiem art. 202 § 3,4,4a i 4b Kodeksu karnego do zawartej w Art. 19 Ustawy o policji listy przestępstw, w odniesieniu do których policja może stosować takie działania operacyjne. Nasi politycy obiecują taką zmianę od wielu lat i wciąż nie mogą jej jakoś zrealizować. Aż czasem zastanawiam się, co tak naszych polityków powstrzymuje…

Akcje w stylu “Roksany” niepokoją mnie, bo martwi mnie to, że policja ma tak silne “parcie na szkło”, że potrzeba zaistnienia w mediach tak wpływa na metody pracy, bo przecież to dla mediów, dla fajnych obrazków w telewizji i newsów na portalach Komenda Główna Policji koordynuje takie zmasowane zatrzymania zamiast pozwolić policjantom w terenie na normalne wykonywanie ich pracy. Ci policjanci “na dole” doskonale poradziliby sobie z zatrzymaniem delikwenta, który ściąga niedozwolone filmy i zdjęcia, bez koordynacji Centralnego Zespołu ds. Zwalczania Handlu Ludźmi i Pornografii Dziecięcej w Komendzie Głównej Policji. Tylko wtedy ktoś mógłby sobie zadać pytanie, czy taki zespół jest w ogóle potrzebny…

A czy jest potrzebny? Tak, oczywiście, że jest. Ale nie w obecnym kształcie. Komenda Główna Policji, o czym zwykły obywatel wiedzieć nie musi, nie prowadzi żadnych postępowań. Może je jedynie nadzorować i ewentualnie koordynować. W efekcie zespół z KGP tworzy “czapę”, ale sam tak naprawdę zrobić wiele nie może. A mógłby, bo w końcu pracują tam ludzie, którzy na swojej robocie znają się bardzo dobrze. Trzeba im pozwolić pracować. A czasem (co stwierdzam ze smutkiem) do tej pracy zmusić.

W Wielkiej Brytanii z policji wydzielono osobą strukturę – CEOP, czyli Child Exploitation And Online Protection Centre. Co ciekawe, w strukturze tej działają również np. pracownicy socjalni. Taka instytucja zajmuje się zwalczaniem pedofilii i pornografii dziecięcej w sieci, profilaktyką. Obecność pracowników socjalnych sprawia, że CEOP nie traci z oczy ofiar. Czyli dzieci. Czyli tych, którzy w tym wszystkim są najważniejsi. W Polsce zaś wszyscy koncentrujemy się na sprawcach, a nie na ofiarach. Chciałbym, by taki CEOP powstał również w naszym kraju.

Dziecięce porno w Chipie
Saturday, December 12th, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

chipMiesięcznik “Chip” opublikował na swojej stronie i na swoich łamach, w ramach cyklu Cyberkryminalni” artykuł o rozbiciu grupy pedofilskiej. Artykuł ten ilustrowany był zdjęciami pochodzącymi z akt sprawy prowadzonej przez katowicką prokuraturę. Na razie efektem tej sprawy jest odwołanie przez ministra sprawiedliwości odpowiedzialnych za udostępnienie dziennikarzom zdjęć prokuratorów.

To słuszna decyzja. Prokuratorzy wykazali się skrajnym brakiem wyobraźni. Rozumiem potrzebę współpracy z mediami, ale przekroczyli granicę, której przekraczać nie wolno. Zapomnieli, że za każdym takim zdjęciem kryje się konkretne dziecko, skrzywdzone dziecko. Upublicznienie jego wizerunku to krzywda dodatkowa. Pomijam już fakt, że miejsce dowodów jest w aktach sprawy, a nie na łamach czasopisma.

Jako że sam byłem dziennikarzem, na ogół wykazuję bardzo dużo zrozumienia dla mediów. Tym razem jednak zrozumienia w sobie znaleźć nie umiem. Materiał, promowany na okładce, nie został wcale, wbrew twierdzeniom redaktorów Chipa, opublikowany w ramach przestrogi. Od 7 lat prowadzimy działania profilaktyczne i jakoś nie musieliśmy publikować takich materiałów. A chęcią walki z pedofilią swoje zachowania tłumaczyli m.in. Andrzej Samson i pewien znany brytyjski muzyk oskarżony o kupowanie i sprowadzanie pornografii dziecięcej. Kiepskie to towarzystwo. Powiedzmy sobie szczerze – redaktorzy chcieli wywołać skandal i zwiększyć sprzedaż czasopisma. Chcieli to zrobić kosztem dzieci. Taka postawa napawa obrzydzeniem. I tyle.

Warto jednak dodać, że prokuratura powinna rozważyć, czy w tej sprawie nie doszło do przestępstwa wyczerpującego znamiona dwóch artykułów kodeksu karnego.

Art. 202 par. 2 mówi bowiem o karalności rozpowszechniania treści pornograficznych w sposób umożliwiający małoletniemu poniżej lat 15 zapoznanie się z nimi. Chip nie jest pismem erotycznym, zabezpieczonym choćby ostrzeżeniem, że zawiera treści przeznaczone dla dorosłych. Jego czytelnikami są również osoby młode. Przepis ten – o czym trzeba pamiętać – nie wymaga wskazania konkretnego dziecka, któremu udostępniono materiał pornograficzny, wystarczy, że nie został on wystarczająco zabezpieczony przed dostępem dzieci.

Drugi przepis to art. 202 par. 3 Kodeksu karnego, który przewiduje kary, i to wysokie, za rozpowszechnianie treści pornograficznych z udziałem małoletniego, czyli osoby, która nie ukończyła 18 roku życia. Jak ustalili dziennikarze innych mediów, z opinii biegłego wynika, iż osoby przedstawione na opublikowanych zdjęciach mogą być w przedziale wiekowym 15-18 lat.

Niekompetencja lub oszukiwanie
Sunday, December 14th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

Polska jako jeden z ponad 30 krajów podpisała Konwencję Rady Europy o ochronie dzieci przed seksualnym wykorzystaniem i niegodziwym traktowaniem w celach seksualnych. Podpisanie nastapiło w lipcu 2007 roku. Do tej pory ani jedno państwo konwencji tej nie ratyfikowało. Polska przymierza się do ratyfikacji. W październiku Rada Ministrów przyjęła i skierowała do sejmu projekt nowelizacji kodeksu karnego, który ma jakoby dostosować nasze prawo do przepisów tej konwencji. 15-16 grudnia Ministerstwo Sprawiedliwości organizuje nawet specjalną konferencję w sprawie Lanzarote.

Z premedytacją napisałem “jakoby”. Dziwne to bowiem dostosowywanie, które nie dostosowuje. Nawet jeśli Sejm w ekspresowym tempie uchwali nowelizację ustawę, senat zaakceptuje, a prezydent podpisze, to i tak nasze prawo będzie w sposób istotny niezgodny z konwencją z Lanzarote. Artykuł 20. konwencji brzmi bowiem tak:

Artykuł 20 – Przestępstwa dotyczące pornografii dziecięcej

1. Każda ze Stron przyjmuje konieczne środki ustawodawcze lub inne w celu zapewnienia karalności zachowania umyślnego polegającego na:

a. produkowaniu pornografii dziecięcej;oferowaniu lub udostępnianiu pornografii dziecięcej;

c. dystrybucji lub przesyłaniu pornografii dziecięcej;

d. pozyskiwaniu pornografii dziecięcej dla siebie lub innej osoby;

e. posiadaniu pornografii dziecięcej;

f. świadomym pozyskiwaniu dostępu do pornografii dziecięcej za pośrednictwem technologii informacyjnych i telekomunikacyjnych.

2. Dla celów niniejszego Artykułu, pojęcie „pornografia dziecięca” oznacza jakikolwiek materiał, który wizualnie przedstawia dziecko uczestniczące w rzeczywistej lub udawanej czynności wyraźnie seksualnej lub jakiekolwiek przedstawianie narządów płciowych dziecka głównie w celach seksualnych.

3. Każda ze Stron może zastrzec sobie prawo do wyłaczenia w całości lub części stosowania ustępu 1 lit. a) oraz lit. e) w odniesieniu do produkcji i posiadania materiałów pornograficznych;

- składających się wyłącznie z udawanego przedstawiania lub realistycznych obrazów nieistniejącego dziecka;

- z udziałem dzieci, które osiągnęły wiek określony w wyniku zastosowania art. 18 ust. 2, w sytuacji, gdy obrazy te zostały wytworzone przez nie i są w ich posiadaniu za ich zgodą i wyłącznie na ich prywatny użytek.

4. Każda Strona może zastrzec sobie prawo do wyłączenia stosowania w całości lub części ustępu 1 lit. f).

Wyróżniłem dość istotny fragment, na który warto zwrócić uwagę. Konwencja z Lanzarote wskazuje bowiem, iż bez sensu byłoby zamykanie do więzienia dzieciaków, które się nawzajem fotografują. Wiek, o którym mowa w konwencji, to w przypadku Polski granica 15 lat. Jeśli mamy więc na przykład 2 osoby w wieku 15-18 lat, ci młodzi ludzie zrobią sobie nawzajem za obopólną zgodą zdjęcia i tylko te osoby będą posiadać te zdjęcia, to, zgodnie z konwencją, prawo krajowe może zwalniać je z odpowiedzialności karnej.

I tu mamy do czynienia ze sporą niezgodną z polskim kodeksem karnym, który w Art. 202 par. 3 mówi tak:

Kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, przechowuje lub posiada albo rozpowszechnia lub publicznie prezentuje treści pornograficzne z udziałem małoletniego albo treści pornograficzne związane z prezentowaniem przemocy lub posługiwaniem się zwierzęciem,
podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Tłumacząc z prawniczego na polski, w naszym kraju na własny użytek pornografię z udziałem osoby w wieku 15-18 lat może posiadać każdy, również osoba, która na tym zdjęciu nie występuje, w tym dorosły, choć podpisana przez Polskę konwencja z Lanzarote zezwala jedynie na to, by treści takie posiadały występujące na zdjęciu czy w filmie dzieci.

Dotyczące tego problemu przepisy kodeksu karnego nie zostały poprawione w projekcie nowelizacji, którą 9 października przyjęła Rada Ministrów. Oczywiście, dziś kodeks karny nie musi być dostosowany do konwencji, której jeszcze nie ratyfikowaliśmy. Problem w tym tylko, że w uzasadnieniu do tego projektu napisano wyraźnie, iż ma on dostosować nasze prawo właśnie do konwencji z Lanzarote. 

Widzę tylko dwa wyjaśnienia tej sytuacji. Albo ktoś jest wprowadza nas w błąd, mówiąc, że dostosowuje prawo, choć nie dostosowuje albo ktoś jest tak niekompetentny, że nie widzi, iż popełnia błąd. Sam nie wiem, która wersja jest gorsza.

To jednak mały pikuś. Oto kilka cytatów z Decyzji ramowej Rady 2004/68/WSiSW z dnia 22 grudnia 2003 r. dotycząca zwalczania seksualnego wykorzystywania dzieci i pornografii dziecięcej

Artykuł 1 Definicje

Do celów niniejszej decyzji ramowej:

a) “dziecko” oznacza każdą osobę w wieku poniżej 18 lat;

b) “pornografia dziecięca” oznacza materiał zawierający treści pornograficzne, które przedstawia lub prezentuje:

i) rzeczywiste dziecko uczestniczące w czynności wyraźnie seksualnej lub poddające się takiej czynności, w tym lubieżne okazywanie narządów płciowych lub miejsc intymnych dziecka; lub

ii) rzeczywistą osobę, która sprawia wrażenie, że jest dzieckiem, uczestniczącą lub poddającą się czynności określonej w ppkt i); lub

iii) realistyczne obrazy nieistniejącego dziecka, uczestniczącego lub poddającego się czynności określonej w ppkt i);

c) “system komputerowy” oznacza urządzenie lub zespół wzajemnie połączonych lub powiązanych ze sobą urządzeń, z których jedno lub więcej dokonuje, zgodnie z programem, automatycznego przetwarzania danych;

d) “osoba prawna” oznacza jakąkolwiek jednostkę posiadającą taki status zgodnie z prawem właściwym, z wyjątkiem państw lub innych organów publicznych wykonujących władzę państwową oraz publicznych organizacji międzynarodowych.

a dalej czytamy:

Artykuł 3. Przestępstwa związane z pornografią dziecięcą

1. Każde Państwo Członkowskie podejmuje niezbędne środki w celu zapewnienia poddania karze następujących czynów popełnionych umyślnie, bez względu na to, czy zostały popełnione z wykorzystaniem systemu komputerowego, jeżeli zostały popełnione bez uprawnienia:

a) produkcja pornografii dziecięcej;

b) dystrybucja, rozpowszechnianie lub przesyłanie materiałów z pornografią dziecięcą;

c) dostarczanie lub udostępnianie materiałów z pornografią dziecięcą;

d) nabywanie lub posiadanie materiałów z pornografią dziecięcą.

2. Państwo Członkowskie może wyłączyć z zakresu odpowiedzialności karnej czyn związany z pornografią dziecięcą:

a) określony w art. 1 lit. b) ppkt ii), gdy osoba rzeczywista, która sprawia wrażenie, że jest dzieckiem w chwili prezentacji, miała 18 lub więcej lat;

b) określony w art. 1 lit. b) ppkt i) i ii) w przypadku produkcji i posiadania, gdy wizerunki dzieci, które osiągnęły wiek wystarczający do wyrażenia zgody na swój udział w czynnościach o charakterze seksualnym, są produkowane lub znajdują się w posiadaniu za ich zgodą i wyłącznie dla ich prywatnych celów. Nawet jeżeli wyrażenie zgody zostało potwierdzone, nie zostanie ona uznana za ważną, jeżeli dla jej uzyskania sprawca wykorzystał np. przewagę wiekową, dojrzałość, pozycję, status, doświadczenie lub zależność pokrzywdzonego;

c) określony w art. 1 lit. b) ppkt iii), gdy zostało stwierdzone, że materiały pornograficzne są produkowane lub znajdują się w posiadaniu osoby je produkującej wyłącznie dla jej prywatnego użytku, w takim zakresie, w jakim materiały pornograficzne określone w art. 1 lit. b) ppkt i) i ii) nie zostały wykorzystane do celów ich produkcji, a także pod warunkiem że czyn ten nie stwarza ryzyka rozpowszechnienia takich materiałów.

Zapisy podobne do tych, które zawiera konwencja z Lanzarote, są więc w decyzji ramowej Rady Unii Europejskiej z 2004 roku. Obowiązują już 4 lata. Decyzja ramowa Rady Unii Europejskiej jest aktem wiążącym dla wszystkich praw członkowskich. Mówiąc wprost: już 4 lata temu powstały przepisy, do których powinniśmy byli dostosować polskie prawo, ale nie zostało to zrobione.

Skoro już tak sobie piszemy o sprawach prawnych, to warto wspomnieć o kilku innych rządowych niedoróbkach.

Od wielu lat politycy dużo mówią o tym, iż trzeba dać policji skuteczne narzędzia prawne, by policjanci mogli prowadzić prowokacje w sprawach dotyczących pornografii, polegające na podszywaniu się przez funkcjonariuszy pod dzieci. Właśnie podobno w tym celu rząd w projekcie nowelizacji kodeksu karnego (z 9 października 2008 roku) wpisał zupełnie nowe przestępstwo:

Art. 202a. Kto w celu popełnienia przestępstwa określonego w art. 197 § 3 pkt 2 lub art. 200, jak również produkowania lub utrwalania treści pornograficznych z udziałem małoletniego poniżej 15 lat, nawiązuje kontakt z małoletnim za pośrednictwem systemu teleinformacyjnego lub sieci telekomunikacyjnej i podejmuje czynności zmierzające do spotkania z nim, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Problem w tym, że takie brzmienie przepisu oznacza, iż nadal konieczny jest udział małoletniego, czyli dziecka, by można było uznać, iż popełniono przestępstwo. Jeśli ktoś będzie rozmawiał z udającym dziecko policjantem, to nie nawiąże kontaktu z małoletnim, czyli przestępstwa nie popełni.

Na usprawiedliwienie rządu można dodać, iż w tym samym projekcie zapisano nowelizację Art. 19 Ustawy o policji, dopisując nowy art. 202a do katalogu przestępstw, w przypadku których policji wolno stosować działania operacyjne. Tłumacząc to na język codzienności, policjant będzie udawał dziecko, nie może co prawda postawić zarzutów osobie, która złoży mu propozycję seksiualną, ale będzie można rozpocząć wobec tej osoby działania operacyjne i czekać, aż osoba ta nawiąże kontakt z prawdziwym dzieckiem.

Nie jest to jednak takie oczywiste. Na stronie ministerstwa sprawiedliwości znaleźć można bowiem inny projekt nowelizacji, w którym pojawiają się artykuły 202a i 202b, o następującej treści:

Art. 202a. § 1. Kto utrwala treści pornograficzne z udziałem osoby bez jej zgody, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

§ 2. Kto sprowadza, przechowuje lub posiada treści pornograficzne z udziałem osoby, która nie wyraziła zgody na utrwalanie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Art. 202b. Kto rozpowszechnia obraz nagiej osoby bez jej zgody, utrwalony z użyciem przemocy, przez nadużycie zaufania lub podstępem, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Powstaje więc pytanie, jakie w końcu brzmienie ma mieć ten przepis? Czy rząd chce tu wprowadzić prawo zbliżające nas do możliwości stosowania prowokacji czy też umożliwiające ściganie osób rozpowszechniających treści pornograficzne wytworzone bez zgody osoby w nich występujących? Na zdrowy chłopski rozum to jednak dwie zupełnie różne sprawy.

Warto wspomnieć o jeszcze jednej “ciekawostce” uchwalonej przez rząd. Oto bowiem w projekcie nowelizacji kodeksu karnego pojawia się taki zapis:

Skazując sprawcę na karę pozbawienia wolności bez warunkowego zawieszenia jej wykonywania za przestępstwo skierowane przeciwko wolności seksualnej, popełnione w związku z zaburzeniami preferencji seksualnych, sąd może orzec umieszczenie sprawcy, po odbyciu tej  kary w zakładzie zamkniętym albo skierowanie go na leczenie ambulatoryjne, w celu przeprowadzenia terapii farmakologicznej i psychoterapii, zmierzających do obniżenia jego popędu seksualnego. Terapii farmakologicznej nie stosuje się, jeżeli jej przeprowadzenie spowodowałoby poważne niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia skazanego.

Oto rząd dokonał odkrycia na miarę światową i w ogóle się tym nie chwali. Biorąc pod uwagę zacięcie autopromocyjne tego gabinetu, to aż dziw bierze. Okazuje się, że istnieje możliwość obniżania popędu seksualnego, a więc manipulowania poziomem hormonów, za pomocą psychoterapii. Skoro można poprzez psychoterapię manipulować poziomem hormonów, to mam nadzieję, że Pan Premier, Pan Minister Sprawiedliwości i Pani Minister Zdrowia zapewnią mi psychoterapię, która wyleczy mnie z cukrzycy, w końcu to też choroba polegająca na problemie z hormonami.

Politycy od lat obiecują, że zajmą się na poważnie problemem przestępczości seksualnej wobec dzieci. Gdy wybucha jakaś głośna medialnie sprawa, wystepują przed kamerami i opowiadają nam różne ciekawostki. Może warto wreszcie zacząć ich rozliczać z ich obietnic? Również ten rząd zlożył ich wiele. Tyle że póki co na obietnicach się kończy.

Dalszy ciąg historii pewnej prowokacji
Monday, October 06th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

W komputerze mężczyzny zatrzymanego w wyniku prowokacji dziennikarza Wiadomości znaleziono pornografię dziecięcą i prokuratura postawiła mężczyźnie zarzut posiadania treści pornograficznych z udziałem małoletniego poniżej lat 15 (art. 202 par. 4a KK) oraz prezentowania małoletniemu poniżej lat 15 treści pornograficznych (Art. 202 par. 2 KK).

Zarzut pierwszy rozumiem, zarzutu drugiego nie. Skoro po drugiej stronie kabla nie było małoletniego tylko jak najbardziej pełnoletni dziennikarz, to trudno tu mówić o tym, by nastąpiło zaprezentowanie pornografii dziecku. No, chyba że każdego dziennikarza będziemy traktować jak dorosłe dziecko, ale tej sytuacji raczej ustawodawca nie przewidział.

Ktoś powie, że się czepiam. No, może trochę. Ja oczywiście chciałbym, abyśmy wyłapali i ukarali wszystkich ludzi, którzy popełniają przestępstwa. Chciałbym, aby nikt nie prezentował dzieciom pornografii i aby nikt nie składał im propozycji seksualnych. Chciałbym, by policjanci mogli skutecznie walczyć z przestępcami.

Ale z drugiej strony nie chcę, by organa ścigania ulegały presji mediów, bo to nie jest ich rola. Od ścigania przestępców są policjanci i prokuratorzy, nie dziennikarze. Prześledźmy jeszcze raz dokładnie tę historię.

Dziennikarz udawał na czacie dziecko, wdając się w trwający przez dłuższy czas kontakt z 29-letnim mężczyzną. Ten nakłaniał domniemane dziecko do spotkania w celu seksualnym oraz wysyłał mu zdjęcia pornograficzne. Propozycję składał jednak osobie dorosłej, nie dziecku, do molestowania dziecka nie doszło, nie doszlo tez do prezentowania pornografii dziecku. Mimo to policjanci zdecydowali się na dokonanie zatrzymania. Mało tego, obowiązującą w Polsce zasadą jest, iż prowokację policyjną (czy nawet stosowaną przez inne służby, np. CBA) można podjąć tylko wtedy, gdy posiada się potwierdzoną informację. W tym przypadku tak nie było.

Jednym z powodów, dla których od dawna przestrzegam ludzi, by nie próbowali podejmować tego rodzaju działań (a chętnych nie brakuje) jest to, że można łatwo z myśliwego stać się zwierzyną łowną. I w tym wypadku prokuratura powinna z urzędu sprawdzić, czy działania dziennikarza nie stanowiły przestępstwa.

Art. 18. § 2. Odpowiada za podżeganie, kto chcąc, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, nakłania ją do tego.

A dalej czytamy:

Art. 24. Odpowiada jak za podżeganie, kto w celu skierowania przeciwko innej osobie postępowania karnego nakłania ją do popełnienia czynu zabronionego; w tym wypadku nie stosuje się art. 22 i 23.

Nie znam dokładnych zapisów rozmów dziennikarza z zatrzymanym mężczyzną, oczekuję jednak od prokuratury, że dokona ona z urzędu czynności sprawdzających pod kątem ewentualnego podżegania do przestępstwa.

Wierzę, że dziennikarz Wiadomości nie miał złych intencji. Zapewne liczył na to, że uda mu się przygotować świetny materiał, co w końcu jest jego pracą. Być może wierzył też, że jego działania są społecznie uzasadnione i pożyteczne. Po publikacji mojego poprzedniego wpisu Pan Redaktor zadzwonił do mnie niezwykle wzburzony i przekonywał mnie, że tak właśnie jest. Nie mam powodu, by mu nie wierzyć, choć przekonanie dziennikarza a rzeczywistość to nie zawsze to samo.

Na marginesie – nie słyszałem o obyczaju, by dziennikarz dzwonił do kogoś, by w obraźliwej formie atakować go za krytykę swojego materiału, ale w końcu obyczaje się zmieniają. Na przyszłość polecam system komentarzy na blogu. Obiecuję Panu Redaktorowi, że jego rzetelne, krytyczne uwagi na pewno zostaną tu opublikowane.