Archiwum dla tagu ◊ policja ◊

Na kolana, reklamiarzu!
Wednesday, March 03rd, 2010 | Autor: Jakub Śpiewak

Prokuratura z Torunia wszczęła postępowanie wyjaśniające w sprawie reklamy pewnej firmy odzieżowej. Reklama przedstawia pryszczatego wyrostka w stylu skateboardzisty, który mierzy z pistoletu do klęczącego policjanta. Hasłem reklamy jest “Na kolana, psie”. Równocześnie Komendant Główny Policji przygotowuje osobne zawiadomienie do prokuratury. I całe szczęście.

Dopiero co cała Polska żyła historią zadżganego nożem na warszawskiej Woli policjanta oraz drugiego funkcjonariusza, bestialsko pobitego. Teraz zaś ktoś ośmiela się wypuścić taką reklamę. Jej autorzy tłumaczą, że – cytuję “chłopcy w tym wieku nie lubią policjantów” i to jest takie “mrugnięcie okiem”. Chyba mocno kaprawym – ciśnie mi się na usta, czy raczej na palce.

To, że pewne grupy ludzi, zwłaszcza młodych, nie lubią policji, to normalne. Tak jest na całym świecie. Policja nie jest od tego, żeby ją lubić, choć przyznam, że ja nie rozumiem nienawiści do ludzi, od których równocześnie wymaga się, by ryzykowali życie w naszej obronie.

Co innego jednak patologiczna niechęć do policji (choć, nie ukrywajmy, czasem zasłużona), wyrażana przed nie zawsze rozgarniętych wyrostków pisaniem haseł typu “ChWDP” na murach, często z błędem ortograficznym, a co innego paskudne, obrzydliwe granie na tym w celach zarobkowych. Nie zarzucam autorom reklamy, firmie odzieżowej ani wydawcy tego, że wyskoczyli z tą reklamą w takim właśnie czasie, tuż po pogrzebie zamordowanego policjanta, bo znam realia przygotowywania kampanii, oddawania reklamy i pisma do druku, więc zakładam, że zapewne nie celowali w taki moment. Czas publikacji reklamy nie ma tu zresztą znaczenia. W każdym momencie byłaby ona obrzydliwa.

Wiem, że autorzy zapewne liczyli na rozgłos i na to, że zostaną ukarani, co pozwoli im stawiać się w roli męczenników, zyskując sympatię tej specyficznej grupy klientów. Dlatego mam nadzieję, że wymiar sprawiedliwości zrobi to, co najrozsądniejsze: zamiast karać więzieniem, nałoży tak dotkliwe sankcje finansowe na autora reklamy, wydawcę i na firmę odzieżową, by żadna sympatia klientów nie była w stanie im tego wyrównać. Może każda kolejna szumowina, która wpadnie na podobny pomysł, trzy razy zastanowi się, zanim go zrealizuje.

Kolejny odkrywczy dziennikarz
Saturday, October 04th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

Po raz kolejny media przygotowały prowokację, mającą na celu udowodnienie tezy “pedofile łowią dzieci w internecie”. Tym razem wykazał się dziennikarz “Wiadomości” nadawanych przez TVP1. Od jakichś 6 lat co jakiś czas dziennikarz, któremu brak pomysłów na dobry temat, wpada na odkrywczy pomysł (bo przecież każdy – jak mniemam – jest przekonany, że odkrywa przed nami terra incognita), by zalogować się na czat i udawać tam dziecko. Oczywiście każda taka dziennikarska akcja ma niemal identyczny scenariusz:

  1. Z braku lepszych pomysłów na materiał (a zarobić trzeba) dziennikarz wpada na genialny pomysł, po czym loguje się na czat jako Ania14, Kasia13, Martusia12 lub z podobnie brzmiącym nickiem.
  2. Natychmiast po wejściu udający dziecko dziennikarz zostaje zasypany propozycjami o charakterze ewidentnie seksualnym.
  3. Dziennikarz wybiera spośród proponujących jednego “pechowca”, z którym kontynuuje rozmowę i w jej efekcie umawia się na spotkanie.
  4. Podekscytowany dziennikarz dzwoni na policję i informuje o tym, że straszny zboczeniec umówił się z nim jako dzieckiem w efekcie super-profesjonalnej prowokacji dziennikarskiej.
  5. Policjanci, najpewniej obawiając się medialnej krytyki w przypadku odmowy współpracy z czwartą władzą, jadą z dziennikarzem na miejsce spotkania, zakuwają delikwenta w kajdanki (ku uciesze filmującego to kamerzysty lub robiącego zdjęcia fotororeportera) i odwożą na komisariat.
  6. Redakcja, w której zatrudniony jest wybitny dziennikarz śledczy, publikuje sensacyjny artykuł, audycję radiową lub news w telewizyjnym serwisie internetowym.
  7. Prokurator każe policjantom popukać się w czoło, odmawia wszczęcia postępowania ze względu na brak znamion przestępstwa i nakazuje natychmiast wypuścić owego “groźnego zboczeńca”.
  8. (opcjonalnie) Media donoszą o niekompetencji organów ścigania, które wypuściły na wolność “stanowiącego zagrożenie dla dzieci pedofila schwytanego dzięki bohaterskiej prowokacji dziennikarskiej”.
  9. (opcjonalnie) Redakcja zwraca się do mnie jako do szefa Fundacji Kidprotect.pl, oczekując ode mnie, że potępię w czambuł niekompetentnego prokuratora przed kamerą i jest wyraźnie rozczarowana, gdy mówię, że prokurator zrobił to, co do niego należało.
  10. (opcjonalnie) Gdy już redaktorzy zrozumieją, że “dura lex sed lex”, zwracają się do mnie jako do szefa Fundacji Kidprotect.pl, oczekując, że wypowiem się do kamery na temat złych polityków, którzy nie robią nic by zmienić prawo.

Tak, to prawda, dzieci są narażone w internecie na kontakt z osobami, które mają wobec nich złe intencje. Tyle że to już od dawna wiemy.

Nie, to nieprawda, że złapana w ten sposób osoba to na pewno pedofil. Większość sprawców molestowania seksualnego dzieci nie ma zaburzenia popędu seksualnego, jakim jest pedofilia. To ludzie zdemoralizowani, ale nie chorzy, a pedofil to osoba chora. Wrzucanie wszystkich do jednego worka jest po prostu niemądre.

Nie, prokurator nie popełnił błędu. Dobrem chronionym przez art. 200 Kodeksu karnego jest dobro dziecka (małoletniego). Jeśli dobro to nie zostało naruszone, a nie zostało, skoro w całej historii nie było dziecka, tylko podszywający się pod nie dziennikarz, to nie popełniono żadnego przestępstwa. Art. 200 par. 1 KK mówi o obcowaniu płciowym i innych czynnościach seksualnych, a nie o rozmowie na czacie, czy spotkaniu w kawiarni. Skoro nie było przestępstwa, to jest – jak mawiał Jarosław Kaczyński – oczywistą oczywistością, że prokurator nie mógł wszcząć postępowania karnego.

Nie, policjanci nie zrobili dobrze, biorąc udział w całej tej maskaradzie. Dlaczego? Bo nie powinni zatrzymywać kogoś, wiedząc, że nie popełnił czynu przestępczego, nawet jeśli uważają (a słusznie), iż to, co zrobił było naganne. Jeśli nie wiedzieli, że w tym przypadku nie ma mowy o przestępstwie, to znaczyłoby, że nie znają prawa. Ale na ogół świetnie wiedzą, tylko boją się nagonki medialnej pod hasłem “zła policja nie chce współpracować z dziennikarzami i zwalczać pedofilów”. Policja nie jest od tego, by ulegać dziennikarskiej potrzebie sensacji.

Tak, to prawda, policjantom póki co nie wolno stosować prowokacji w takich sprawach. Ustawa o policji w art. 19 wymienia przestępstwa, przy których wolno posługiwać się prowokacją. Znalazł się tam co prawda art. 200 KK (ten, który mówi o molestowaniu dzieci), ale sam zapis z kodeksu karnego uniemożliwia skuteczne korzystanie z tego narzędzia policyjnego. W ustawie o policji nie ma jednak zapisu umożliwiającego stosowanie prowokacji w sprawach związanych z pornografią dziecięcą. Zbigniew Ziobro, jako minister sprawiedliwości, zapomniał go dopisać do nowelizacji ustawy o policji.

Nie, nie jest prawdą, że politycy nic nie robią. Przez ostatnie lata politycy przyzwyczaili nas do tego, że dużo mówią, a mało robią, szczególnie w sprawie walki z przestępczością seksualną wobec dzieci. Tyle że akurat rządząca obecnie ekipa w tej sprawie pracuje aktywnie i mądrze, jak żadna z poprzednich. Nie należę do fan clubu Donalda Tuska, politykom jako takim nie ufam na wszelki wypadek, ale zwykła sprawiedliwość nakazuje mi stanąć tu w obronie obecnego rządu, bo wiem, jakie prace obecnie są prowadzone, wiem, jakie zmiany w prawie są przygotowywane i są to zmiany idące w dobrym kierunku. Jedną z przygotowywanych zmian jest wprowadzenie zapisu penalizującego przygotowanie do przestępstwa z art. 200, zapis ten umożliwi policjantom korzystanie z prowokacji.

Tak, to niedobrze, że dziennikarze uganiają się za tanią sensacją. W tej sprawie potrzeba rozumu, a nie sensacji; w tej sprawie brakuje mądrych artykułów, mądrych programów, mądrej presji ze strony mediów na polityków, a presja taka jest potrzebna. Szczególnie od publicznej, utrzymywanej również z moich pieniędzy, telewizji oczekiwałbym pogłębionej refleksji, spokoju, mądrości… Dobrze, dobrze… Wiem, że to naiwne oczekiwanie.

Friztl spod Siemiatycz
Tuesday, September 09th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

Wczorajsze media poinformowały o sprawie, która wyszła na jaw przed tygodniem. Do policji w Siemiatyczach zgłosiła się 21-letnia kobieta, przez 6 lat gwałcona przez ojca, zmuszona przez niego do oddania 2 urodzonych w wyniku tych gwałtów dzieci, przez pewien czas więziona. Po tygodniu poszukiwań sam ojciec został zatrzymany w Siedlcach. Jak ustalili policjanci, planował ucieczkę do Włoch.

Na antenie TVN24, w “Faktach po Faktach” widziałem wywiad z podinspektorem Jackiem Dobrzyńskim, rzecznikiem prasowym Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku. Muszę powiedzieć, że ta rozmowa zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Już dawno nie słyszałem wypowiedzi przedstawiciela policji, która byłaby tak pełna człowieczeństwa. Nie było nic na temat dobra śledztwa. Było współczucie dla ofiary, był takt, było zdanie “to ona jest dla nas najwazniejsza”, był apel do mediów, by uszanowały prywatność tej rodziny i pozwoliły samej ofierze, jej młodszemu bratu i matce otrząsnąć się po tym wszystkim. Naprawdę, chapeaux bas, Panie Inspektorze.

Jak łatwo się domyślić, ten apel do mediów nie został przez wszystkie redakcje uszanowany. Presja “musimy mieć newsa” okazała się silniejsza niż myśl, że o tym, co działo się przez te 6 lat, i matka, i córka, i syn powinni najpierw opowiedzieć terapeutom (oraz oczywiście prokuratorowi). Ale, tu muszę oddać sprawiedliwość, jakieś ludzkie odruchy zostały. Wczoraj wieczorem byłem w studio Polsat News, zaproszony właśnie w związku z tą sprawą. Przed wejściem do studia rozmawiałem z dziennikarzem i wydawcą. Reporterka na miejscu nagrała wypowiedź 11-letniego brata ofiary. (Cóż, nie przyszło jej do głowy, że to nie jest dobry pomysł, w końcu najważniejsze jest “dobry live”…) Na szczęście w samej redakcji powstały wątpliwości, czy powinno się emitować to nagranie, co już dobrze świadczy, ludzkie odruchy zadziałały. Zapytano mnie o zdanie, oczywiście odparłem, iż takiej wypowiedzi emitować nie należy. I nie poszła. Brawa dla Polsat News.

Przy okazji oczywiście podziękowania również dla pani redaktor Justyny Pochanke z TVN za wywiad z panem inspektorem Dobrzyńskim i wykazany takt. No, ale pani redaktor nas już przyzwyczaiła do swojej klasy, a Polsat News to nowa stacja i dopiero uczymy się, czego po niej można się spodziewać.

Światowe media, a i nasze, od razu porównały sprawę z Siemiatycz do austriackiej sprawy Josefa Fritzla. Porównanie to jest, rzecz jasna, mocno na wyrost. Nie ma sensu porównywać obu tragedii, ale obie historie różnią się. Niemniej, sam takiego porównania użyłem. Dlaczego?

Ujawnienie historii Fritzla obudziło Austrię, podobnie jak wcześniej sprawa Dutroux obudziła Belgię. Oby w Polsce nie musiało dojść do dramatów podobnych. A takie przebudzenie jest nam potrzebne. Według statystyk policyjnych w ubiegłym roku wszczęto 1882 postępowania z art. 200 KK (czynności seksualne i obcowanie płciowe z małoletnim poniżej lat 15) oraz 47 spraw z art. 201 KK (kazirodztwo).

Tytułem wyjaśnienia. Zarzuty z art. 201 stawiane są na ogół w przypadku, gdy ofiara ma skończone 15 lat lub obie osoby są pełnoletnie. Jeśli dochodzi do obcowania płciowego lub innych czynności seksualnych z udziałem dziecka, które nie skończyło jeszcze 15 lat, stawiane są zarzuty z art. 200. Powód jest prosty. Za kazirodztwo grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia, a za molestowanie dzieci od 2 do 12 lat.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że te liczby to wierzchołek góry lodowej. Same w sobie brzmią dość przerażająco, łatwo bowiem policzyć, że każdego dnia w Polsce wszczyna się średnio 5 spraw o molestowanie dziecka. Ale to tylko ułamek tego, co dzieje się faktycznie. Większość spraw nigdy nie wychodzi na jaw. Zastraszone lub zmanipulowane ofiary kryją sprawców. Rodziny nie zgłaszają takich historii policji, zamiatając je pod dywan. A większość przypadków krzywdzenia dziecka ma miejsce właśnie w domu rodzinnym, gdy sprawca jest osobą znaną dziecku.

Trzeba zmieniać mentalność. Takie sprawy muszą wychodzić na jaw, by sprawcy nie czuli się bezkarni. Milczenie jest sprzymierzeńcem sprawcy. Na przeciw temu wychodzi nowelizacja kodeksu karnego, nad którą pracuje sejm. Według rządowego projektu, niezależnie od normalnego trybu przedawnienia, dziecko po uzyskaniu pełnoletności będzie miało 5 lat na złożenie zawiadomienia o przestępstwie. To bardzo dobry projekt.

Nie ściąg@j na siebie kłopotów
Thursday, April 10th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

Dowiedziałem się, dzięki mediom, że wspólnie z Microsoftem, ZPAV, ZAIKS, FOTA, BSA, Allegro.pl oraz warmińsko-mazurską policją przy istotnym udziale Hirka Wrony, hip-hopowego zespołu Afront oraz mistrza świata w scretchowaniu Dj Eprom straszymy dzieci. Na nasze głowy posypały się gromy. Cóż takiego potwornego zatem uczyniliśmy?

Ano, 9 kwietnia w Olsztynie odbyły się 2 imprezy dla gimnazjalistów pod hasłem “Nie ściąg@j na siebie kłopotów”. W czasie tej imprezy Hirek, swoją drogą – niezwykle sympatyczny facet (pozdrawiam), opowiadał młodzieży o tym, czym jest piractwo, dlaczego jest złe, dlaczego należy używać legalnego oprogramowania, legalnej muzyki, filmów, itp. Fakt faktem, piractwo nazwane zostało po imieniu, czyli padło zdanie, iż pirat to złodziej. Sam często to powtarzam. W czasie imprezy odbywał się też pokaz Dj Eproma (nie bardzo rozumiem ten rodzaj muzyki, ale przyznam, że byłem pod ogromnym wrażeniem tego, co robił z tymi winylowymi płytami) oraz koncert Afrontu. Na szczęście chłopaki, skądinąd bardzo sympatyczni, zaprezentowali te swoje utwory, które nadawały się dla dzieciaków, czyli bez wulgaryzmów. :-) Po tym koncercie Jakub Pepłoński z Allegro.pl opowiadał o bezpieczeństwie w sieci i o tym, jak bezpiecznie korzystać z tego serwisu, a na koniec ja sam mogłem porozmawiać z gimnazjalistami o bezpieczeństwie w sieci.

Może ja się nie znam na współczesnej młodzieży, ale wydawało mi się, że rzadko kiedy strach objawia się u młodych ludzi oklaskami dla artystów i prelegentów, śmiechem z żartów padających ze sceny. Przyglądałem się młodym ludziom, gdy wychodzili ze spotkań i nie widziałem na żadnej twarzy strachu, drgawek, łez ani innych objawów silnych negatywnych emocji. No, ale może źle patrzyłem.

To, że dziennikarz zobaczył coś, czego nie było, jakoś mnie nie zdziwiło. Kaczki dziennikarskie się zdarzają, poza tym to, że ktoś robi coś fajnego nie nadaje się w końcu na newsa, wiadomo wszak, że “dobry news to zły news”.

Ku swojemu osłupieniu na stronie człowieka, którego znam i którego wiedzę prawniczą cenię, czyli Piotra Waglowskiego przeczytałem news “Policja wchodzi w koalicję”. Autor serwisu Vagla.pl napisał m.in.:

Policja wraz z osobami prywatnymi, z niektórymi organizacjami społecznymi, ale też z jedną korporacją i jednym serwisem internetowym prowadzonym przez pewną spółkę weszły w “koalicję”. Co mam o tym sądzić? Czy Policja też będzie aktywnie uczestniczyć w innych przejawach życia społecznego? Na przykład, czy dowiemy się z czasem, że Policja popiera jakiegoś kandydata do Sejmu, albo, że sama wystawiła swoją własną listę jako komitet wyborczy? A może w ramach działalności komercyjnej Policja zechce kiedyś udostępnić cennik reklamy i promocji?

Gdyby kiedyś policja wystawiała listę do sejmu, to ja poproszę o umieszczenie mnie na pierwszym miejscu ;-) Zarówno wydźwięk samej notatki, jak i komentarzy pod nią, które nie są co prawda autorstwa Piotra Waglowskiego, ale przed publikacją muszą być przez niego zaakceptowane, sprowadza się w gruncie rzeczy do ataku na policję za to, iż ta:

1. ośmiela się współpracować z podmiotami zewnętrznymi w działaniach przeciwko przestępczości, jaką w sposób ewidentny jest piractwo

2. prowadzi wspólnie z tymi podmiotami działania profilaktyczne (co dopiero byłoby, gdyby policja zamiast uświadamiać młodych ludzi po prostu dokonywała zatrzymań za to przestępstwo?)

a oprócz tego podejmowane były próby relatywizowania piractwa. Ciekawi mnie niezmiernie, czy gdybym ja “piracił” książkę Piotra Waglowskiego, to też wykazywałby on taką troskę i tolerancję? A może miałby pretensje, że policja nic nie robi?

Z kolei ceniony przeze mnie i wielokrotnie cytowany serwis Webhosting.pl zaatakował samego Hirka Wronę. Na szczęście po interwencji dokonał sprostowania, gdyż wcześniej przypisał mu słowa, których ten nie powiedział.

Szkoda, że tak łatwo przychodzi krytykować, publikować niesprawdzone informacje. Najbardziej smuci mnie to, że te same osoby, które z całą surowością oceniłyby kradzież porftela albo auta, jednocześnie relatywizują okradanie artystów i programistów.