Archiwum dla tagu ◊ pedofilia ◊

Pedofilia a gender studies
Saturday, February 20th, 2010 | Autor: Jakub Śpiewak

Wyczytałem w Gazecie Wyborczej, że na Uniwersytecie Gdańskim próbowano założyć ośrodek gender studies, czyli studiów nad płcią i równością. Senat uczelni był temu przeciwny, a najostrzej protestował znany z konserwatywnych poglądów prof. Jarosław Warylewski, dziekan wydziału prawa. Powiedział on m.in.:

Nauka powinna być neutralna światopoglądowo, ideowo, płciowo. Prowadząc badania, zakłada się, że pozytywny rezultat badań naukowych zapewnia pełna neutralność na każdej płaszczyźnie. Inaczej jest to propaganda, nie nauka.

Trudno mi tu nie zgodzić się z profesorem. Często mam wrażenie, że powstające jak grzyby po deszczu ośrodki gender studies i rozmaite badania prowadzone pod hasłami nauki o wolności, z równością w gruncie rzeczy mają niewiele wspólnego, a raczej stanowią propagandę tzw. poprawności politycznej. Trudno mi traktować poważnie opracowania Biblii polegające na zmienianiu płci bohaterek, czy też analizę bajki o Kopciuszku czy Królewnie Śnieżce z feministycznego punktu widzenia.

Profesor Warylewski powiedział jednak również coś innego:

Jeśli powstaną gender studies, to ja otworzę centrum badań nad pedofilią.

Jeśli potrzeba stworzenia ośrodka gender studies po to, by powstało centrum badań nad pedofilią z prawdziwego zdarzenia, to warto chyba pójść na takie ustępstwo. Niemniej obawiam się, że profesor miał na myśli coś innego. Domyślam się, bo oczywiście wiedzy tu mieć nie mogę, skoro nie siedzę w głowie pana dziekana, że tą wypowiedzią Warylewski chciał przekazać, iż pomysł powołania ośrodka gender studies jest równie bezsensowny jak ośrodka badań nad pedofilią, że gender studies i badania nad pedofilią to taka sama szarlataneria i wyrzucanie pieniędzy w błoto. I tu już pojawia się kłopot. Takie poglądy u dziekana wydziału prawa renomowanej publicznej uczelni są już bowiem niepokojące. Oczywiście, profesor, jak każdy człowiek, ma prawo mieć takie poglądy, jakie chce. Pytanie tylko, czy powinien wkładać je w głowy przyszłych prawników…

Na łatwiznę, byle do mediów
Friday, January 29th, 2010 | Autor: Jakub Śpiewak

Polska policja przeprowadziła kolejną wielką akcję przeciwko osobom ściągającym z sieci pornografię dziecięcą. W ramach operacji o kryptonimie “Roxana” jednego dnia zatrzymano 120 osób. Policja odtrąbiła kolejny wielki sukces. Wiele osób wie, że na ogół wypowiadam się bardzo dobrze o naszych policjantach. Naszła mnie jednak refleksja, którą chcę się podzielić.

Czy to aby na pewno jest wielki sukces? Przeanalizujmy. W ubiegłym roku podobnych akcji było sporo. Za każdym razem scenariusz jest podobny. Nasi policjanci w ramach monitoringu sieci wymiany plików typują osoby, które z Emula, DC++, czy innych systemów P2P ściągają większe ilości filmów i zdjęć, których nazwy wskazują na treści zawierające pornografią z udziałem dzieci poniżej lat 15. Kolejnym krokiem jest posegregowanie adresów IP według operatorów, wysłanie do tychże zapytań o dane abonentów, a potem zatrzymania. Zanim jednak do zatrzymań dojdzie, Komenda Główna koordynuje wszystko tak, aby jednego dnia zatrzymać jak najwięcej osób, składając im wizyty o 6.00.

Warto jednak zwrócić uwagę na to, że po pierwsze na 100-150 zatrzymanych na ogół zaledwie kilkunastu dostaje w sądzie nakaz aresztowania tymczasowego, czyli zebrany materiał dowodowy jest na tyle silny, by sąd taki nakaz wydał. Po drugie zaś, i ważniejsze, te osoby nie są w żaden sposób ze sobą powiązane. W świat idzie przekaz, który mógłby sugerować, że policja rozbiła siatkę pedofilów, ale jest to przekaz fałszywy. Równie dobrze można każdego z nich zatrzymać w dowolnym terminie bez uszczerbku dla śledztwa. No, ale to już nie byłoby takie medialne.

Policja zatrzymała osoby, które zatrzymać należało, ale byli to po prostu ci napaleni i skrzywieni durnie, którzy nie umieją zadbać o swoją anonimowość w sieci. To nie są osoby rozpowszechniające ani produkujące czy utrwalające pornografię dziecięcą. To są jej klienci. Ich oczywiście trzeba zatrzymywać i karać, to nie ulega wątpliwości. Ale powiedzmy sobie szczerze – to są płotki. A nie słyszałem o podobnej akcji, o podobnej sile rażenia, w której zatrzymywano osoby, które są producentami, czy też robią na pornografii dziecięcej ogromne pieniądze. Czy policja chce przekonać, że takich osób, takich grup w Polsce nie ma? Wolne żarty. Zmasowane akcje w stylu “Roksany” to pójście na łatwiznę, a jednocześnie efekt silnego “parcia na szkło”.

Trzeba oddać policjantom sprawiedliwość. Rozbijanie tych najgroźniejszych grup, które tworzą pornografię dziecięcą i nią w sposób zorganizowany handlują, jest trudne. Aby robić to skutecznie, policjanci musieliby stosować prowokację policyjną, tak, jak robią to na przykład ich koledzy z Wielkiej Brytanii. A takich uprawnień polska policja nie ma. Nawet wielka nowelizacja prawa, którą na jesieni uchwalił polski parlament, a która ma wejść w życie w czerwcu, takich uprawnień w wystarczającym stopniu policji nie daje. Uchwalona nowelizacja nie dodała bowiem art. 202 § 3,4,4a i 4b Kodeksu karnego do zawartej w Art. 19 Ustawy o policji listy przestępstw, w odniesieniu do których policja może stosować takie działania operacyjne. Nasi politycy obiecują taką zmianę od wielu lat i wciąż nie mogą jej jakoś zrealizować. Aż czasem zastanawiam się, co tak naszych polityków powstrzymuje…

Akcje w stylu “Roksany” niepokoją mnie, bo martwi mnie to, że policja ma tak silne “parcie na szkło”, że potrzeba zaistnienia w mediach tak wpływa na metody pracy, bo przecież to dla mediów, dla fajnych obrazków w telewizji i newsów na portalach Komenda Główna Policji koordynuje takie zmasowane zatrzymania zamiast pozwolić policjantom w terenie na normalne wykonywanie ich pracy. Ci policjanci “na dole” doskonale poradziliby sobie z zatrzymaniem delikwenta, który ściąga niedozwolone filmy i zdjęcia, bez koordynacji Centralnego Zespołu ds. Zwalczania Handlu Ludźmi i Pornografii Dziecięcej w Komendzie Głównej Policji. Tylko wtedy ktoś mógłby sobie zadać pytanie, czy taki zespół jest w ogóle potrzebny…

A czy jest potrzebny? Tak, oczywiście, że jest. Ale nie w obecnym kształcie. Komenda Główna Policji, o czym zwykły obywatel wiedzieć nie musi, nie prowadzi żadnych postępowań. Może je jedynie nadzorować i ewentualnie koordynować. W efekcie zespół z KGP tworzy “czapę”, ale sam tak naprawdę zrobić wiele nie może. A mógłby, bo w końcu pracują tam ludzie, którzy na swojej robocie znają się bardzo dobrze. Trzeba im pozwolić pracować. A czasem (co stwierdzam ze smutkiem) do tej pracy zmusić.

W Wielkiej Brytanii z policji wydzielono osobą strukturę – CEOP, czyli Child Exploitation And Online Protection Centre. Co ciekawe, w strukturze tej działają również np. pracownicy socjalni. Taka instytucja zajmuje się zwalczaniem pedofilii i pornografii dziecięcej w sieci, profilaktyką. Obecność pracowników socjalnych sprawia, że CEOP nie traci z oczy ofiar. Czyli dzieci. Czyli tych, którzy w tym wszystkim są najważniejsi. W Polsce zaś wszyscy koncentrujemy się na sprawcach, a nie na ofiarach. Chciałbym, by taki CEOP powstał również w naszym kraju.

Aniołowie dzieci bitych i molestowanych
Tuesday, December 29th, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

Zachęcony zapowiedziami w prasie poszedłem do warszawskiego kościoła akademickiego pod wezwaniem świętej Anny. Piękny to kościół. Ale nie jego niewątpliwa uroda, którą wszak można podziwiać przez cały rok, zachęciła mnie do tych odwiedzin. Zachęcił mnie prasowy opis tradycyjnego żłobka. W tym roku w tym kościele żłobek urządzony był pod znakiem Aniołów Stróżów. Moją uwagę zwróciły 2 z nich, które uwieczniłem na zdjęciach. Anioł stróż dzieci molestowanych niszczy kasety video z pornografią dziecięcą podpisane np. “Marysia, 13 lat”, zaś anioł stróż dzieci bitych trzyma skórzany pas, czyli wymowny symbol domowej przemocy. Uznałem, że warto ten żłobek bożonarodzeniowy odnotować i uwiecznić, bo to rzadki głos Kościoła w tych dwóch ważnych sprawach.

Anioła stróża dzieci bitych chcę więc zadedykować tym wszystkim, którzy, powołując się na nauczanie Kościoła katolickiego i na tzw. tradycyjny model rodziny, próbują przekonywać, iż w biciu dzieci, jakimkolwiek biciu, nie ma nic złego. Otóż jest. Bicie jest głupie.

A kiedy popatrzyłem na anioła stróża dzieci molestowanych seksualnie, niszczącego kasety video z pornografią dziecięcą, to pomyślałem sobie, że taki anioł powinien chronić dzieci nie tylko przed samymi oprawcami, ale również przed tymi, którzy ich bronią i osłaniają: przed Krzysztofem Zanussim, przed Dorotą Stalińską, przed Agnieszką Holland, przed rodzinami, które każą zapomnieć lub wybaczyć albo po prostu nie wierzą. Ten anioł stróż powinien chronić również dzieci przed hierarchami Kościoła, którzy wiele lat tuszowali pedofilskie afery w Kościele, np. w USA czy w Irlandii.

Geje molestują dziewczynki?
Friday, December 18th, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości postanowili zgłosić interpelację w sprawie pedofilii. Zawarli w niej nawet pewien sensowny pomysł w postaci utworzenia zespołu działającego przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji.

I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że znów niewiedza i ideologiczne zacietrzewienie dały znać o sobie. Posłów PiS najbardziej bowiem interesuje problem pedofilii wśród homoseksualistów.

Zespół monitorowałby również internetowe strony homoseksualistów. Mamy bowiem do czynienia z propagowaniem przez niektóre środowiska homoseksualne tzw. pozytywnej pedofilii – mówi autor interpelacji, poseł Stanisław Pięta.

Podpisani pod interpelacją parlamentarzyści PiS chcą też wiedzieć, czy wśród policjantów prowadzone są szkolenia “w kierunku ujawniania wśród osobników homoseksualnych pedofilów” i czy policja prowadzi działania rozpoznawcze “polegające na identyfikacji i monitoringu lokali rozrywkowych, klubów, melin odwiedzanych przez homoseksualistów”.

Znów temat krzywdzenia dzieci staje się okazją do politycznego cyrku, tyle tylko że szczególnie głupiego i szczególnie podłego. Posłowie PiS chcą bowiem przekonać opinię publiczną, podobnie jak czyni to wielu prawicowych publicystów z Janem Pospieszalskim na czele, że “homoseksualista = pedofil”. Wypowiadałem się o tym wielokrotnie, również w programie Pospieszalskiego “Warto rozmawiać”. Ale na tego rodzaju występy trzeba reagować za każdym razem.

Sięgnijmy zatem do badań. Za kwartalnikiem “Dziecko krzywdzone” przytaczam badania Piotra Kiembłowskiego, oczywiście w skrócie. Pełny artykuł można pobrać tutaj.

  • Przemoc bez dotyku – kobiety 72,4% / mężczyźni 15,5%
  • Przemoc angażująca dotyk – kobiety 52,9% / mężczyźni 11,8%
  • Próba wymuszenia stosunku seksualnego – kobiety 23,4% / mężczyźni 10,2%
  • Wymuszenie stosunku seksualnego – kobiety 11,5% / mężczyźni 4,6%

Gołym okiem widać, że dziewczęta znacznie częściej niż chłopcy padają ofiarą molestowania seksualnego w dzieciństwie. Czy zdaniem posłów PiS to ci okropni homoseksualiści wykorzystują te dziewczynki? Dodajmy jednak do tych informacji 2 fakty dodatkowe, o których mówi większość badaczy:

  • Zaledwie 25% sprawców molestowania seksualnego to pedofile, czyli osoby o zaburzonym popędzie seksualnym, pozostali to tzw. sprawcy sytuacyjni.
  • Zdecydowana większość (do 80%) przypadków molestowania seksualnego dzieci ma miejsce w środowisku rodzinnym dziecka.

Teraz zobaczymy, co próbują ukryć posłowie PiS. Otóż, w moim przekonaniu, gadanie “homoseksualista = pedofil” to sposób przykrycia prawdy niezgodnej z teoriami ideologicznymi polityków PiS – takiej, że niestety miejscem, w którym dziecko jest najbardziej zagrożone jest jego własny dom rodzinny. Żeby było jasne – nie twierdzę, że każda rodzina to patologia. Twierdzę tylko, że patologie rodzinne są największym problemem.

Oczywiście, są również pedofile homoseksualni i cytowane badanie na to jasno wskazuje. Trzeba z nimi walczyć tak samo jak z pedofilami hetero czy biseksualnymi. Tak samo ostro i bezwzględnie. Bo walczyć trzeba z każdą formą molestowania seksualnego dzieci, bez względu na to, kim jest sprawca takiej krzywdy. Stawianie znaku równości między homoseksualistą a pedofilem jest jednak niegodne, podłe i kłamliwe. Pokazuje, że ideologia jest ważniejsza od dobra dziecka. A to smuci.

Wracają czasy Kotańskiego… niestety
Monday, December 14th, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

Wbrew tytułowi tego postu nie chcę wcale krytykować nieżyjącego już Marka Kotańskiego. Choć był postacią kontrowersyjną, zrobił za życia wiele dobrego. Jego działalność i związane z nią problemy przypomniały mi się przy okazji informacji, iż lokalne władze nie zgadzają się na tworzenie na ich terenie specjalistycznych ośrodków leczenia pedofilów.

Wiadomo oczywiście, że takie placówki muszą powstać. Pomijając to, że ich powstanie wymusza uchwalona niedawno nowelizacja prawa, to najzwyczajniej w świecie ośrodki są potrzebne. Myślę, że większość ludzi doskonale to rozumie. Ale każdy chciałby, żeby taki ośrodek powstał, bo to dobre dla dzieci, byle nie na jego terenie. Podobnie było z działaniami Kotańskiego. Każdy rozumny człowiek wiedział, że ośrodki dla nosicieli wirusa HIV są niezbędne, ale wszyscy chcieli, by powstały one jak najdalej od ich miejsca zamieszkania.

Można by oczywiście potępić protestujących, nazwać ich ciemnogrodem bądź też w inny sposób, wszak inwencja twórcza mediów w obrażaniu nie ma granic. Ale to by było za proste. Ludzie boją się ośrodków dla pedofilów i trzeba ich strach zrozumieć i uszanować. Mają prawo się bać, bo chodzi tu o bezpieczeństwo ich dzieci. Mają prawo się bać przede wszystkim dlatego, że nikt z nimi o tym nie porozmawiał, nie wytłumaczył, jak ma wyglądać taki ośrodek, jak władze zatroszczą się o ich bezpieczeństwo. A o to bezpieczeństwo władze zatroszczyć się muszą, bo to ich psi obowiązek.

Oczywiście, gdy czytam o wypowiedziach Danuty Zygańskiej, radnej Platformy Obywatelskiej z Wilanowa (skądinąd to przecież właśnie rząd PO zgłosił projekt prawa, który wymusił utworzenie takich placówek), to zgrzytam ze złości zębami, bo bezdenna głupota tej pani mnie poraża. Tę złość koi, o dziwo, radna Prawa i Sprawiedliwości Anna Drewniak. (Wymieniam jej nazwisko, bo rzadko mówię i piszę dobrze o politykach tej partii, więc tym bardziej wypada docenić.)

Najbardziej jednak złości mnie postawa Ministerstwa Zdrowia, którego rzecznik prasowy, niejaki Piotr Olechno, oświadcza publicznie, że resort ma wszystko w d… (ok, on ujął to w formie bardziej poprawnej politycznie). Rząd zaproponował, skądinąd dobre prawo, wprowadzające przymusową terapię pedofilów. Głosami rządzącej partii prawo to zostało uchwalone, a jej politycy z premierem na czele pieli sami na swą cześć hymny w mediach z tej okazji. A na koniec ministerstwo w tym samym rządzie oświadcza, że realizacja tego prawa to nie jego problem.

Jeśli ministerstwo zdrowia nie podejmie działań, by takie ośrodki mogły powstawać, by tłumaczyć ich sens mieszkańcom okolic, w których mają te placówki zostać utworzone, przekonywać tych ludzi, że będą bezpieczni, a jednocześnie faktycznie władze nie zaczną dbać o to bezpieczeństwo, to będzie to skandal. Już to, co do tej pory resort zrobił (oraz nie zrobił), jest de facto sabotowaniem obietnic składanych publicznie przez premiera. Premier powinien bardzo poważnie zastanowić się, czy ministrem w jego rządzie może być ktoś, kto sabotuje realizację polityki tego rządu bądź też jest tak nieudolny, że nie umie dopilnować, by realizowano z sensem przygotowane przez ten rząd ustawy. (Niech premier sobie sam wybierze wersję, która mu się bardziej podoba).