Archiwum dla tagu ◊ molestowanie seksualne ◊

Aniołowie dzieci bitych i molestowanych
Tuesday, December 29th, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

Zachęcony zapowiedziami w prasie poszedłem do warszawskiego kościoła akademickiego pod wezwaniem świętej Anny. Piękny to kościół. Ale nie jego niewątpliwa uroda, którą wszak można podziwiać przez cały rok, zachęciła mnie do tych odwiedzin. Zachęcił mnie prasowy opis tradycyjnego żłobka. W tym roku w tym kościele żłobek urządzony był pod znakiem Aniołów Stróżów. Moją uwagę zwróciły 2 z nich, które uwieczniłem na zdjęciach. Anioł stróż dzieci molestowanych niszczy kasety video z pornografią dziecięcą podpisane np. “Marysia, 13 lat”, zaś anioł stróż dzieci bitych trzyma skórzany pas, czyli wymowny symbol domowej przemocy. Uznałem, że warto ten żłobek bożonarodzeniowy odnotować i uwiecznić, bo to rzadki głos Kościoła w tych dwóch ważnych sprawach.

Anioła stróża dzieci bitych chcę więc zadedykować tym wszystkim, którzy, powołując się na nauczanie Kościoła katolickiego i na tzw. tradycyjny model rodziny, próbują przekonywać, iż w biciu dzieci, jakimkolwiek biciu, nie ma nic złego. Otóż jest. Bicie jest głupie.

A kiedy popatrzyłem na anioła stróża dzieci molestowanych seksualnie, niszczącego kasety video z pornografią dziecięcą, to pomyślałem sobie, że taki anioł powinien chronić dzieci nie tylko przed samymi oprawcami, ale również przed tymi, którzy ich bronią i osłaniają: przed Krzysztofem Zanussim, przed Dorotą Stalińską, przed Agnieszką Holland, przed rodzinami, które każą zapomnieć lub wybaczyć albo po prostu nie wierzą. Ten anioł stróż powinien chronić również dzieci przed hierarchami Kościoła, którzy wiele lat tuszowali pedofilskie afery w Kościele, np. w USA czy w Irlandii.

Kara za pomawianie o pedofilię
Tuesday, June 30th, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

Nie ulega wątpliwości, że molestowanie seksualne dzieci to problem niezwykle poważny. Nie ulega wątpliwości, że większość przypadków wykorzystania seksualnego dziecka ma miejsce w domu rodzinnym (choć środowiska prawicowe próbują budować sielski wizerunek domu rodzinnego i z pewnością oburzą się na moje słowa). Nie ulega wątpliwości, że w sprawach związanych z przestępczością seksualną na szkodę dzieci to dobro dziecka jest najważniejsze. Ważne jednak, by uważnie oceniać, co tym dobrem dziecka jest, a co nie jest.

Ostatnio coraz częściej zdarza się, iż w trakcie rozwodu matka oskarża ojca o molestowanie seksualne ich wspólnego dziecka po to, by “ukarać” go i uniemożliwić mu kontakt z dzieckiem. Jedna ze znanych mi organizacji przeprowadziła analizę spraw, którymi się zajmowała i okazało się, że 70% oskarżeń o wykorzystanie seksualne dziecka wysuniętych w trakcie sprawy rozwodowej okazało się manipulacją. Takie fałszywe oskarżenia stają się coraz większą plagą.

Warto mieć świadomość, co tak naprawdę robi osoba, na ogół matka (choć znam przypadek odwrotny), gdy rozpoczyna taką wojnę z ex-partnerem, fałszywie oskarżając go o tak haniebne czyny, jak wykorzystanie seksualne dziecka:

  1. Świadomie zawiadamia o niepopełnionym przestępstwie, czyli popełnia sama przestępstwo przeciwko wymiarowi sprawiedliwości. Organa ścigania, zamiast zajmować się sprawami prawdziwymi, tracą czas na weryfikowanie fałszywych i złożonych w złej wierze zgłoszeń.
  2. Krzywdzi ex-partnera, który musi – kolokwialnie ujmując – tłumaczyć się, że nie jest wielbłądem, a często ponosi ogromną cenę takich oskarżeń, zanim bowiem sprawa się wyjaśni musi funkcjonować w swoim środowisku z piętnem pedofila.
  3. Indukuje dziecku doświadczenie wykorzystania seksualnego, przez co będzie ono wymagało takiej pomocy psychologicznej i może ponosić takie same konsekwencje emocjonalne, jakby naprawdę takie zdarzenia miały miejsce.
  4. Niszczy, często bezpowrotnie więź między dzieckiem a ojcem.
  5. W dalszej konsekwencji niszczy również więź dziecka z samą matką, gdy bowiem dziecko, już podrośnięte, zrozumie, co zrobiła jego matka, utraci do niej zaufanie, może obwiniać za zniszczone dzieciństwo i utratę więzi z ojcem.

Na to narastające zjawisko fałszywych oskarżeń zwrócił posłom pracującym nad nowelizacją ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie Rzecznik Praw Dziecka, Marek Michalak. Wsparła go w tym posłanka PO, znana bokserka, Iwona Guzowska. Rzecznik Praw Dziecka, wspierany m.in. przez walczącej o prawa ojców Fundacji Akcja oraz stowarzyszenie “Damy radę” chce zatem złożyć wniosek o wpisanie do nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie kar za takie fałszywe oskarżenia. Miałyby być one karane nawet odebraniem praw rodzicielskich.

Generalnie, pomysł jest słuszny. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Ważne bowiem, by ów zapis nie sprawił, że – znów posłużę się kolokwializmem – strzelimy sobie w stopę. Ciężko bowiem – jak sądzę – wykazać, iż zawiadomienie złożone było ewidentnie w złej wierze. Ważne zaś jest to, by nie wzbudzać w ludziach strachu przez zgłaszaniem podejrzenia, iż dziecko jest krzywdzone. Obawiam się, że mogą pojawić się sytuacje, gdy matka, podejrzewając partnera o wykorzystywanie seksualne dziecka  i decydując się właśnie z tego powodu na rozstanie z jego ojcem, nie zechce równocześnie zawiadomić o tym organów ścigania w obawie, iż np. sprawa zostanie umorzona z braku dowodów (który wcale przecież nie musi przesądzać jednoznacznie, iż wykorzystywania nie było), a ona sama zostanie z kolei oskarżona o takie fałszywe zawiadomienie i straci dziecko.

Fundacja ma swoje miejsce
Tuesday, May 12th, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

Po wielu latach nadszedł ten moment. Fundacja dorobiła się swojego miejsca, swojego biura. Przez całe lata – przyznaję – broniłem się przed tym, miałem wiele związanych z tym obaw. Przychodzi jednak taki etap, w którym bez swojego miejsca trudno już pracować i rozwijać się, a pracy jest dużo i rozwój następuje szybko. Oby nie za szybko.

Zdecydowałem się na stworzenie stałego biura dla fundacji przede wszystkim po to, byśmy mieli miejsce przeznaczone na stworzenie realnej grupy pomocowej dla dorosłych ofiar molestowania seksualnego w dzieciństwie oraz realnej pomocy psychologicznej. Czekamy jeszcze na krzesła (urocza instytucja w postaci Makro nam nawaliła) i przede wszystkim na spotkanie grona zaprzyjaźnionych psychologów, by wypracować zasady i program pracy pomocowej. Potem ruszymy z indywidualnymi konsultacjami psychologicznymi i grupą. Poza tym miejsce to będzie nam służyło do prowadzenia mniejszych warsztatów i szkoleń.

Na razie zapraszam do wirtualnego zwiedzania. Zacznijmy od kuchni.

kuchnia

Dzięki uprzejmości właściciela mieszkania dostaliśmy kuchnię w pełni urządzoną, a nawet z ekspresem do kawy. Spędziliśmy sporo czasu na kompletowaniu różnych drobiazgów, by móc poczęstować gości kawą czy herbatą. W razie potrzeby – jak widać – możemy nawet ugotować obiad.

Teraz stajemy w korytarzu:

korytarz

Gdy wprowadzaliśmy się, główne pomieszczenie było w amfiladzie. Konieczne było więc postawienie ścianki działowej, którą widać po lewej stronie. Lustra po prawej to genialne szafy, które skrywają wszystkie nasze materiały szkoleniowe, sprzęty, papierzyska i mnóstwo innych rzeczy, które na ogół zaśmiecają biuro, a są niezbędne.

Gdy staniemy w korytarzu, widzimy pomieszczenie, które będzie służyło jako sala szkoleniowa i terapeutyczna, a gdy nie jest używane, można w nim też pracować:

sala szkoleniowa i terapeutyczna  sala szkoleniowa i terapeutyczna

Kiedy zaś przejdziemy korytarzykiem, wyjdziemy prosto na łazienkę:

nasza łazienka

Na samym końcu zaś znajduje się gabinecik prezesa, czyli mój. Długo zastanawialiśmy się, czy tworzyć takie miejsce, jako że gabinet i słowo “prezes” pasują do mnie jak pięść do nosa. Po tym namyśle uznaliśmy jednak, że trzeba. Musi być takie miejsce dla mnie do pracy, ale też do spotkań z gośćmi.

gabinet prezesa :)   gabinet prezesa :)

Na regale widać moją kolekcję policyjnych maskotek. Niektóre są naprawdę fajne. Każda z nich zaś jest pamiątką po spotkaniu szkoleniowym z policjantami z jakiegoś miasta. Tych spotkań było oczywiście więcej, ale część mojej kolekcji rozdałem, no i nie każda jednostka policji ma swoją maskotkę.

Fundacja się zmienia
Monday, April 06th, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

Przyznam bez bicia – nie lubię zmian. Najbardziej lubię te piosenki, które już znam. Ale jednocześnie lubię, gdy coś się dzieje i tak naprawdę zmiany lubię. Wiem, wiem, pachnie schizofrenią. Ale wbrew pozorom aż tak źle ze mną jednak nie jest. Po prostu zawsze mam obawę, by były to zmiany na lepsze.

Poważna zmiana to oczywiście ludzie. Przez wiele lat fundacja opierała się wyłącznie na pracy wolontariuszy. Dziś nadal są oni ważni. Tomek, Paweł, Łukasz, Mateusz, drugi Tomek, Robert. Karina, Agnieszka, Kasia. Wiele innych osób, które przewinęły się przez fundację – choćby Marcin, Tomek, Agnieszka, Paweł. Bez nich fundacja by nie istniała. Od jakiegoś czasu jest w fundacji też Magda. Choć właściwie to miała tylko formalnie być pracownikiem fundacji, to tak naprawdę jest ważnym jej elementem. Jest pierwszym etatowym pracownikiem.

Teraz pojawiają się trzy nowe osoby – Magda, Ania i Kasia, które przejmą na siebie ciężar prowadzenia fundacyjnych szkoleń. Długo je wybierałem. Zamieściłem ogłoszenie w portalu NGO.pl. Przyszło mnóstwo zgłoszeń. Właściwie – wciąż jeszcze przychodzą. Po przejrzeniu wszystkich aplikacji – CV i listów motywacyjnych – wybrałem prawie stop osób. Spotykałem się z nimi i rozmawiałem. Wybór nie był łatwy, ale zaprosiłem 15 osób na szkolenie. W sobotę 4 kwietnia spędziliśmy razem cały dzień na szkoleniu. To był dla mnie bardzo fajny dzień, zebrała się bowiem świetna grupa. Najbardziej obawiałem się, że pojawi się rywalizacja, bo jednak szkolenie było częścią procesu rekrutacji. Nic takiego się nie zdarzyło. Ciężko było mi dokonać ostatecznego wyboru. Gdyby to było możliwe, pewnie wszyscy zostaliby w fundacji. Jestem jednak przekonany, że wybrałem dobrze.

Jako fundacja prowadzimy bardzo dużo szkoleń w ramach programu BezpiecznyInternet.org – szkoleniowe rady pedagogiczne dla nauczycieli, wywiadówki dla rodziców, lekcje z uczniami szkół podstawowych i gimnazjów. Właśnie te szkolenia będą teraz prowazić Ania, Magda i Kasia. 

To, że pojawiają się pracownicy, nie znaczy, że rezygnujemy z wolontariuszy. Przede wszystkim jednak mam nadzieję, że nasza fundacja nie wpadnie w pułapkę źle pojmowanej profesjonalizacji, w którą wpada wiele organizacji, że nie pojawi się u nas biurokracja. To jeden z ważniejszych powodów, dla których przez te lata broniłem się, jak mogłem, przed zatrudnianiem w fundacji. Przychodzi jednak taki moment, gdy nowi ludzie są potrzebni, by się rozwijać, by robić więcej dobrego. 

Druga poważna zmiana to własne miejsce. Do tej pory obywaliśmy się bez niego. Uważałem, że biuro nie jest fundacji do niczego potrzebne. Zespół fundacji rozrzucony po kraju – myślałem – więc po co biuro? No, ale i to się zmienia. Od 1 maja fundacja będzie miała własny kąt w Warszawie.

Nie decydowałem się na tworzenie tego fundacyjnego kąta po to, by dorobić się do biura. Samo biuro nie byłoby warte zmieniania tego, co było. I tu dochodzimy do kolejnej nowej zmiany.

Od dłuższego czasu nasza fundacja zajmuje się pomocą dorosłym ofiarom molestowania seksualnego w dzieciństwie. Do tej pory prowadziliśmy eGrupy Wsparcia: dwie dla kobiet, jedną dla mężczyzn i jedną dla bliskich. Do tej pory były to eGrupy, czyli grupy wsparcia działające online. Siedziba fundacji powstaje po to, by jak najszybciej uruchomić realną grupę terapeutyczną w Warszawie oraz indywidualną psychoterapię dla dorosłych ofiar.

Prawdę mówiąc, myślałem o tym kroku od dawna, ale zwlekałem z tym, cały czas wydawało mi się, że trzeba jeszcze dopracować, jeszcze poczekać. Ale nie można czekać. Przekonała mnie o tym debata w Gazecie Wyborczej i TokFM, w której miałem wątpliwą przyjemność brać udział. Dorosłe ofiary potrzebują profesjonalnej pomocy, świadczonej zgodnie z zasadami etyki zawodowej. Potrzebują terapeutów, którzy będą pomagać innym, a nie sobie, którzy będą pracować pod profesjonalną superwizją, zgodnie z zasadami zawodu, bazując na solidnym wykształceniu i doświadczeniu.

Ostatnio coraz więcej mówi się o dorosłych ofiarach molestowania seksualnego w dzieciństwie i to mnie cieszy. Martwi mnie, że jak na razie  brakuje takich bezpiecznych, dobrych miejsc, do których mogłyby one się zgłosić. Właśnie takie miejsce stworzy fundacja. I nie ma na co czekać.

Kato-tata – nie-pamiętnik
Monday, February 02nd, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

Słyszałem już w swoim życiu wiele wstrząsających historii i byłem przekonany, że niewiele jest w stanie zrobić na mnie wrażenie. Myliłem się jednak. 

Książkę “Kato-tata nie-pamiętnik” przeczytałem jednym haustem. Nie da się od niej oderwać. Z jednej strony wciąga, z drugiej – czytałem ją na raz, by mieć ją już za sobą. Już chciałem mieć za sobą obcowanie z tym, co w tej książce opisano. A jednocześnie nie mogłem oderwać się, wciąż licząc na jakieś dobro. Na happy end. A przecież byłem świadom od początku, że trudno tu o szczęśliwe zakończenie.

Halszka Opfer to pseudonim dziewczynki, która doświadczyła takiego zła, którego nie umiemy sobie wyobrazić. I która nie oszczędza swojego czytelnika w opisie świata pełnego przemocy i zła. Molestowanie seksualne przez ojca, przemoc ze strony ojca, zaniedbanie ze strony matki, jej przyzwolenie na działania męża, przemoc między rodzeństwem, pogarda i niechęć otoczenia, głód, pijackie burdy, całkowity brak miłości i empatii matki, gwałty ze strony lekarza, sędziego, kuzyna, wykorzystanie przez spotkanych w życiu mężczyzn.

Kiedy człowiek czyta to wszystko myśli sobie “nie, to po prostu niemożliwe, by jedną osobę spotkało w życiu tyle zła”. A jednak taki świat istnieje. Bo książka Halszki Opfer to nie jest fikcja literacka. To brutalna rzeczywistość. I nie możemy na to zło zamykać oczu. Udawanie, że go nie widzimy, nie sprawi przecież, że to zło zniknie samo z siebie.

W przedmowie do książki możemy przeczytać:

“Dzieciństwo może różnie smakować; może być słodkie i przepyszne jak ciastko lub lody czekoladowe, może być niezbyt cukierkowe, ale „pożywne” jak kromka chleba z masłem, ale może też być jak garść gwoździ – ostre, zimne i nie do przełknięcia! (…)

Spotkanie z historią Halszki Opfer będzie inne dla tych, których dzieciństwo smakowało jak lody czekoladowe, którzy wzrastali w prawdziwym cieple domowego ogniska, czuli się kochani, bezpieczni, wartościowi. Tym „szczęśliwcom”  opowieść przedstawiana w tej książce może pomóc zrozumieć dzieci krzywdzone, ich trudne i zaskakujące zachowania, ich uczucia i nastawienie do świata. “

Temat molestowania seksualnego dzieci staje się coraz bardziej medialny. Często jednak traktujemy go w kategoriach sensacyjnych, jako coś odległego, ciekawostkę z telewizyjnego ekranu. Na ogół myślimy zresztą głównie o sprawach. Politycy krzyczą o kastrowaniu, policja domaga się, skądinąd słusznie, szerszych uprawnień do ścigania. Halszka Opfer pozwala nam spojrzeć na problem z właściwej perspektywy – z perspektywy krzywdzonego dziecka. Jeśli nie spojrzymy na ten problem oczami dziecka zmuszanego do seksualnych aktów, nie zrozumiemy, o co w ogóle w tym wszystkim chodzi.