Archiwum dla tagu ◊ media ◊

Pedofile w toku
Wednesday, December 10th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

W programie “Rozmowy w toku” emitowanym, co ważne, w godzinach popołudniowych przez stację TVN wystąpili sprawcy gwałców na dzieciach. Więcej informacji o tym można znaleźć na stronie fundacji. Dziennikarze pytali mnie, co o tym myślę. Sądzę, że sprawa warta jest omówienia, choć niewiele w sumie trzeba tu mówić.

Po pierwsze, nie daje się tuby propagandowej pedofilom, tak, jak nie daje się jej na przykład nazistom, zwłaszcza że ci pierwsi są znacznie lepszymi manipulatorami. To po prostu było niemądre. Nie przekonują mnie argumenty o poznawaniu drugiej strony, czy urealnianiu pedofili. Człowiek mądry powinien umieć położyć racje na szali i wybrać to, co jest ważniejsze. Tej umiejętności realizatorom programu zabrakło.

Mój drugi zarzut jest znacznie poważniejszy. Nie wolno dla podniesienia oglądalności doprowadzać do konfrontacji ofiary ze sprawcą, a to zrobiono. Nie ma znaczenia, że sprawca nie był obecny w studio. Takie konfrontacje mogą wymknąć się spod kontroli, czyniąc ogromną krzywdę ofierze. Nawet w obecności terapeuty opiekującym się ofiarą na co dzień taka konfrontacja byłaby niezmiernie ryzykowna.

Realizatorzy bronią się tym, że to prowadząca program Ewa Drzyzga prowadziła kampanię “Zły Dotyk“. Kiepska to obrona. Właśnie od Ewy Drzyzgi można wymagać więcej. Właśnie od niej można wymagać szczególnej wrażliwości na dobro ofiary. I tej wrażliwości zabrakło.

Wyczytałem, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji rozważa nałożenie na stację TVN kary finansowej. Może ona wynieść do 500.000 złotych. O ile uważam, że taki program nie powinien powstać, to jednocześnie jestem przeciwny takiej karze. W moim odczuciu KRRiTV nie ma prawa moralnego, by nakładać karę na TVN, skoro nie potrafi ukarać Radia Maryja za antysemickie ekscesy. Poza tym ta historia to nie jest kwestia prawa, ale braku mądrości. A głupota nie jest karalna.

Dalszy ciąg historii pewnej prowokacji
Monday, October 06th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

W komputerze mężczyzny zatrzymanego w wyniku prowokacji dziennikarza Wiadomości znaleziono pornografię dziecięcą i prokuratura postawiła mężczyźnie zarzut posiadania treści pornograficznych z udziałem małoletniego poniżej lat 15 (art. 202 par. 4a KK) oraz prezentowania małoletniemu poniżej lat 15 treści pornograficznych (Art. 202 par. 2 KK).

Zarzut pierwszy rozumiem, zarzutu drugiego nie. Skoro po drugiej stronie kabla nie było małoletniego tylko jak najbardziej pełnoletni dziennikarz, to trudno tu mówić o tym, by nastąpiło zaprezentowanie pornografii dziecku. No, chyba że każdego dziennikarza będziemy traktować jak dorosłe dziecko, ale tej sytuacji raczej ustawodawca nie przewidział.

Ktoś powie, że się czepiam. No, może trochę. Ja oczywiście chciałbym, abyśmy wyłapali i ukarali wszystkich ludzi, którzy popełniają przestępstwa. Chciałbym, aby nikt nie prezentował dzieciom pornografii i aby nikt nie składał im propozycji seksualnych. Chciałbym, by policjanci mogli skutecznie walczyć z przestępcami.

Ale z drugiej strony nie chcę, by organa ścigania ulegały presji mediów, bo to nie jest ich rola. Od ścigania przestępców są policjanci i prokuratorzy, nie dziennikarze. Prześledźmy jeszcze raz dokładnie tę historię.

Dziennikarz udawał na czacie dziecko, wdając się w trwający przez dłuższy czas kontakt z 29-letnim mężczyzną. Ten nakłaniał domniemane dziecko do spotkania w celu seksualnym oraz wysyłał mu zdjęcia pornograficzne. Propozycję składał jednak osobie dorosłej, nie dziecku, do molestowania dziecka nie doszło, nie doszlo tez do prezentowania pornografii dziecku. Mimo to policjanci zdecydowali się na dokonanie zatrzymania. Mało tego, obowiązującą w Polsce zasadą jest, iż prowokację policyjną (czy nawet stosowaną przez inne służby, np. CBA) można podjąć tylko wtedy, gdy posiada się potwierdzoną informację. W tym przypadku tak nie było.

Jednym z powodów, dla których od dawna przestrzegam ludzi, by nie próbowali podejmować tego rodzaju działań (a chętnych nie brakuje) jest to, że można łatwo z myśliwego stać się zwierzyną łowną. I w tym wypadku prokuratura powinna z urzędu sprawdzić, czy działania dziennikarza nie stanowiły przestępstwa.

Art. 18. § 2. Odpowiada za podżeganie, kto chcąc, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, nakłania ją do tego.

A dalej czytamy:

Art. 24. Odpowiada jak za podżeganie, kto w celu skierowania przeciwko innej osobie postępowania karnego nakłania ją do popełnienia czynu zabronionego; w tym wypadku nie stosuje się art. 22 i 23.

Nie znam dokładnych zapisów rozmów dziennikarza z zatrzymanym mężczyzną, oczekuję jednak od prokuratury, że dokona ona z urzędu czynności sprawdzających pod kątem ewentualnego podżegania do przestępstwa.

Wierzę, że dziennikarz Wiadomości nie miał złych intencji. Zapewne liczył na to, że uda mu się przygotować świetny materiał, co w końcu jest jego pracą. Być może wierzył też, że jego działania są społecznie uzasadnione i pożyteczne. Po publikacji mojego poprzedniego wpisu Pan Redaktor zadzwonił do mnie niezwykle wzburzony i przekonywał mnie, że tak właśnie jest. Nie mam powodu, by mu nie wierzyć, choć przekonanie dziennikarza a rzeczywistość to nie zawsze to samo.

Na marginesie – nie słyszałem o obyczaju, by dziennikarz dzwonił do kogoś, by w obraźliwej formie atakować go za krytykę swojego materiału, ale w końcu obyczaje się zmieniają. Na przyszłość polecam system komentarzy na blogu. Obiecuję Panu Redaktorowi, że jego rzetelne, krytyczne uwagi na pewno zostaną tu opublikowane.

Friztl spod Siemiatycz
Tuesday, September 09th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

Wczorajsze media poinformowały o sprawie, która wyszła na jaw przed tygodniem. Do policji w Siemiatyczach zgłosiła się 21-letnia kobieta, przez 6 lat gwałcona przez ojca, zmuszona przez niego do oddania 2 urodzonych w wyniku tych gwałtów dzieci, przez pewien czas więziona. Po tygodniu poszukiwań sam ojciec został zatrzymany w Siedlcach. Jak ustalili policjanci, planował ucieczkę do Włoch.

Na antenie TVN24, w “Faktach po Faktach” widziałem wywiad z podinspektorem Jackiem Dobrzyńskim, rzecznikiem prasowym Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku. Muszę powiedzieć, że ta rozmowa zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Już dawno nie słyszałem wypowiedzi przedstawiciela policji, która byłaby tak pełna człowieczeństwa. Nie było nic na temat dobra śledztwa. Było współczucie dla ofiary, był takt, było zdanie “to ona jest dla nas najwazniejsza”, był apel do mediów, by uszanowały prywatność tej rodziny i pozwoliły samej ofierze, jej młodszemu bratu i matce otrząsnąć się po tym wszystkim. Naprawdę, chapeaux bas, Panie Inspektorze.

Jak łatwo się domyślić, ten apel do mediów nie został przez wszystkie redakcje uszanowany. Presja “musimy mieć newsa” okazała się silniejsza niż myśl, że o tym, co działo się przez te 6 lat, i matka, i córka, i syn powinni najpierw opowiedzieć terapeutom (oraz oczywiście prokuratorowi). Ale, tu muszę oddać sprawiedliwość, jakieś ludzkie odruchy zostały. Wczoraj wieczorem byłem w studio Polsat News, zaproszony właśnie w związku z tą sprawą. Przed wejściem do studia rozmawiałem z dziennikarzem i wydawcą. Reporterka na miejscu nagrała wypowiedź 11-letniego brata ofiary. (Cóż, nie przyszło jej do głowy, że to nie jest dobry pomysł, w końcu najważniejsze jest “dobry live”…) Na szczęście w samej redakcji powstały wątpliwości, czy powinno się emitować to nagranie, co już dobrze świadczy, ludzkie odruchy zadziałały. Zapytano mnie o zdanie, oczywiście odparłem, iż takiej wypowiedzi emitować nie należy. I nie poszła. Brawa dla Polsat News.

Przy okazji oczywiście podziękowania również dla pani redaktor Justyny Pochanke z TVN za wywiad z panem inspektorem Dobrzyńskim i wykazany takt. No, ale pani redaktor nas już przyzwyczaiła do swojej klasy, a Polsat News to nowa stacja i dopiero uczymy się, czego po niej można się spodziewać.

Światowe media, a i nasze, od razu porównały sprawę z Siemiatycz do austriackiej sprawy Josefa Fritzla. Porównanie to jest, rzecz jasna, mocno na wyrost. Nie ma sensu porównywać obu tragedii, ale obie historie różnią się. Niemniej, sam takiego porównania użyłem. Dlaczego?

Ujawnienie historii Fritzla obudziło Austrię, podobnie jak wcześniej sprawa Dutroux obudziła Belgię. Oby w Polsce nie musiało dojść do dramatów podobnych. A takie przebudzenie jest nam potrzebne. Według statystyk policyjnych w ubiegłym roku wszczęto 1882 postępowania z art. 200 KK (czynności seksualne i obcowanie płciowe z małoletnim poniżej lat 15) oraz 47 spraw z art. 201 KK (kazirodztwo).

Tytułem wyjaśnienia. Zarzuty z art. 201 stawiane są na ogół w przypadku, gdy ofiara ma skończone 15 lat lub obie osoby są pełnoletnie. Jeśli dochodzi do obcowania płciowego lub innych czynności seksualnych z udziałem dziecka, które nie skończyło jeszcze 15 lat, stawiane są zarzuty z art. 200. Powód jest prosty. Za kazirodztwo grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia, a za molestowanie dzieci od 2 do 12 lat.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że te liczby to wierzchołek góry lodowej. Same w sobie brzmią dość przerażająco, łatwo bowiem policzyć, że każdego dnia w Polsce wszczyna się średnio 5 spraw o molestowanie dziecka. Ale to tylko ułamek tego, co dzieje się faktycznie. Większość spraw nigdy nie wychodzi na jaw. Zastraszone lub zmanipulowane ofiary kryją sprawców. Rodziny nie zgłaszają takich historii policji, zamiatając je pod dywan. A większość przypadków krzywdzenia dziecka ma miejsce właśnie w domu rodzinnym, gdy sprawca jest osobą znaną dziecku.

Trzeba zmieniać mentalność. Takie sprawy muszą wychodzić na jaw, by sprawcy nie czuli się bezkarni. Milczenie jest sprzymierzeńcem sprawcy. Na przeciw temu wychodzi nowelizacja kodeksu karnego, nad którą pracuje sejm. Według rządowego projektu, niezależnie od normalnego trybu przedawnienia, dziecko po uzyskaniu pełnoletności będzie miało 5 lat na złożenie zawiadomienia o przestępstwie. To bardzo dobry projekt.

Nie lubimy internetu?
Friday, September 05th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

Ostatnio dwukrotnie zdarzyło mi się, że ktoś poprosił o usunięcie jego zdjęcia, które zostało przeze mnie wrzucone w sieci. Było to zresztą to samo zdjęcie, na którym obie te osoby występowały.

Dodam, że zdjęcie wykonane zostało w sytuacji całkowicie oficjalnej – jako oficjalna dokumentacja konferencji, w czasie której obie te osoby występowały służbowo, reprezentując instytucje, w których są zatrudnione.

Żeby było zabawniej, obie osoby są osobami publicznymi, wypowiadają się publicznie, również w mediach, można zobaczyć ich twarze w prasie i telewizji. Mało tego, jedna z tych osób jest zatrudniona w instyrucji państwowej, a druga – w organizacji korzystającej z dotacji publicznych. To jeszcze nic… Obie instytucje i obie osoby na co dzień zajmują się internetem, promując się jako eksperci od bezpieczeństwa w sieci.

Dla mnie osobiście to dziwne. Pokazanie twarzy w prasie, telewizji, czy w trakcie konferencji, jest OK, a w internecie nie? Internet to jakieś medium gorszej kategorii? W czym internet jest gorszy? Rozumiem osoby prywatne, które nie chcą wrzucać swoich zdjęć do sieci. Rozumiem osoby publiczne, które nie chcą wrzucać do sieci zdjęć prywatnych. Ale nie rozumiem zupełnie osób publicznych, które sprzeciwiają się publikacji ich wizerunku w internecie w ogóle.

Dlatego, powodowany wrodzoną złośliwością, wrzucam feralne zdjęcie – z zasłoniętymi dwiema twarzami.

zdjęcie z konferencji Microsoftu i Fundacji Dzieci Niczyje na temat bezpieczeństwa dzieci w internecie

zdjęcie z konferencji Microsoftu i Fundacji Dzieci Niczyje na temat bezpieczeństwa dzieci w internecie

Parcie na szkło
Monday, May 05th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

Na stronach fundacji Kidprotect.pl umieściliśmy dwie, z pozoru niezwiązane ze sobą informacje. Pierwsza dotyczy zatrzymania osobnika, który molestował dzieci, wykorzystując fikcyjną agencję fotomodelek. Druga zaś dotyczy zachowania niektórych dziennikarzy wobec ofiar w głośnej sprawie Josefa Fritzla. Fakt, z pozoru trudno dopatrzyć się związku.

Od dłuższego czasu mam wrażenie, że media nie są władzą czwartą, ale aspirują do roli władzy pierwszej. Wszystko, co się dzieje, podporządkowywane jest mediom. Politycy, tak władzy ustawodawczej, jak i wykonawczej, dbają głównie o to, by dobrze wypaść przed kamerą, a godziny wydarzeń dopasowują do trybu pracy redakcji. To samo dzieje się w organach władzy sądowniczej i wymiaru sprawiedliwości, każde zatrzymanie musi być sfilmowane, żeby można było pokazać je w telewizji. Media weszły w nasze codzienne życie tak bardzo, że nawet nie zdajemy sobie nieraz sprawy z ich obecności. Sporo zamieszania wprowadził internet, a szczególnie trend Web 2.0. Żyjemy w czasach mediokracji.

Nie ma sensu na to narzekać i nie to jest moim celem. Oba newsy zwróciły moją uwagę, bo mam wrażenie, że w obu przypadkach wpływ mediów jest istotny i wart zainteresowania się.

W przypadku historii ofiar Jozefa Fritzla mamy do czynienia z koszmarnym pościgiem za newsem w myśl reguły “krew na pierwszą stronę”. To nie jest wcale domena zagranicznych dziennikarzy, bo i nasi potrafią niemalże rozpłaszczyć ofierze kamerę na twarzy, byle tylko lepiej było widać jej łzy.

Swego czasu, wspólnie z Pogotowiem Niebieska Linia, chcieliśmy przygotować projekt spotkań pomagaczy z mediami, by wypracować standardy prezentowania ofiar w relacjach medialnych w sposób. Doszło do jednego, niezwykle ciekawego spotkania, jednak dalej projekt niestety się rozmył. Wypracowanie takich standardów, jak pokazują działania niektórych dziennikarzy w sprawie Fritzla, jest bardzo potrzebne. Oczywiście, samo wypracowanie standardów nie sprawi, że wszyscy będą ich przestrzegać. Będzie jednak przynajmniej punkt odniesienie i wskazówki, co można, a czego nie. Będzie tez możliwość napiętnowania osób łamiących standardy przez kolegów po fachu.

Historia z Kalisza jest oczywiście inna. Ale, wbrew pozorom, też ma związek z ogromnym wpływem mediów na nasze życie. Legendarny muzyk rockowy, którego mądre uwagi niezwykle cenię, Marek Piekarczyk, powiedział mi kiedyś o zjawisku, które określił mianem – przepraszam za dosadność – “showbiznesowej pedofilii”. Jego zdaniem za sprawą lansowanych przez media wzorców, dzieci mają potworne “parcie na szkło”, koniecznie chcą stać się gwiazdami, rodzice też pchają w to dzieci, by zrealizować własne niespełnione marzenia. Wysyłają dzieci od małego do programów typu “Od przedszkola do Opola”, “Mini-szansa na sukces”, “Duże dzieci”, na castingi do filmów, seriali i reklam, umieszczają zdjęcia w bankach twarzy i agencjach modelek. Dzieci, co widać w internetowych serwisach typu Wrzuta czy Youtube, same też mają ogromną potrzebę sławy.

Tu też ogromna rola mediów. Oczywiście, trudno wymagać od dziennikarzy, by wzięli na siebie trud wychowywania polskich dzieci. To oczywiście jest rola rodziców. Na nich jednak wpływ mają media. To one kreują wzorce.