Archiwum dla tagu ◊ janusz kochanowski ◊

Manipulacja pod płaszczykiem
Thursday, February 04th, 2010 | Autor: Jakub Śpiewak

Dość długo zastanawiałem się, czy wypowiadać się na temat rządowych planów utworzenia Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Skoro jednak sprawa dotyczy internetu, a jestem internautą, skoro dotyczy problemu pornografii dziecięcej, a tym problemem w końcu zajmuję się jako szef fundacji, to doszedłem do wniosku, że wypowiedzieć się powinienem i chcę. Impulsem do tego była debata na antenie Polsat News, w której wziąłem udział. Udział w tej debacie zmusił mnie bowiem do tego, by przemyśleć sobie dokładnie, jaki właściwie mam do tej sprawy stosunek.

No, to po kolei. Po wybuchu tzw. afery hazardowej rząd wymyślił sobie całkowity zakaz hazardu online i zapisał w ustawie utworzenie rejestru stron, do których dostęp operatorzy musieliby blokować w ciągu 6 godzin od momentu wpisania. Do rejestru miałyby trafiać strony z pornografią dziecięcą, hazardem i phishingiem. Rejestr miałby być prowadzony przez Urząd Komunikacji Elektronicznej, a o wpisanie strony do niego miałyby wnioskować np. Policja i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Projekt ten nie był konsultowany społecznie. Po pierwszej fali protestów rząd zmienił projekt, wprowadzając zasadę, iż o wpisaniu decydować miałby sąd, a dokładniej wyznaczony wydział sądu okręgowego w Warszawie. Nie jest to krok wielki, ale przynajmniej tyle zostało zmienione, iż to nie urzędnik, nie policjant, czy oficer ABW, ale jednak niezawisły sąd miałby decydować o tym, czy coś trafi na indeks.

Rządowy projekt wywołał ogromną burzę, również w internecie. I słusznie zresztą. Premier Donald Tusk odpowiedział na ostrą krytykę internautów listem z obietnicą debaty. Wokół bloga MediaFun.pl prowadzonego przez Macieja Budzicha powstała inicjatywa ZapytajPremiera.pl, czyli rozpoczęły się przygotowania internautów do debaty z szefem rządu. I to jest pierwszy ważny i pozytywny element tej całej historii. Oto bowiem internauci zaczęli się organizować, wyrażać głośno swoje opinie, zmuszając rządzących do wysłuchania ich głosu. W mojej ocenie to niezwykle istotne zdarzenie – jest to bowiem klasyczny przykład funkcjonowania tzw. społeczeństwa obywatelskiego. Do debaty ma dojść 5 lutego o godzinie 14.00 i ma być ona na żywo transmitowana online.

Reszta historii Rejestru pozytywna już jednak nie jest. Mamy tu bowiem kilka ważnych i niepokojących spraw:

  1. Politycy znów próbują decydować za nas o tym, co jest dla nas dobre, a co złe. Prawdę mówiąc problem hazardu ani mnie ziębi, ani grzeje, ale nie rozumiem, dlaczego Pan Premier, z całym szacunkiem dla niego, ma mówić dorosłym ludziom, czy mogą przegrać swoje własne pieniądze w wirtualnym kasynie. A już nie rozumiem, dlaczego w wirtualnym nie mogą, ale mogą pójść i ten sam majątek przegrać w kasynie realnym. Coś mi się zdaje, że Panu Premierowi nie chodzi o moje dobro, ale o to, że te wirtualne kasyna na ogół nie płacą w Polsce podatków…
  2. Znów rządzący wymyślają kontrowersyjne przepisy, ograniczające w dodatku swobody obywatelskie, nie konsultując ich z obywatelami. Ja rozumiem, że sami tych rządzących wybraliśmy, ale to nie znaczy, że daliśmy im prawo decydowania za nas w pełni. Jeśli polityk dochodzi do wniosku, że on wie lepiej, co jest dla mnie dobre niż ja sam, to jest to dla mnie sygnał jasny, że w kolejnych wyborach lepiej na niego jednak nie głosować. I, sądząc po komentarzach w sieci, do podobnego wniosku doszło wielu wyborców miłościwie nam rządzącej partii.
  3. Znów proces stanowienia prawa jest niejasny i nietransparentny. Dość powiedzieć, że na stronie Ministerstwa sprawiedliwości podmieniano uzasadnienie do projektu ustawy. Pisał o tym Piotr Waglowski w swoim serwisie. Nikt nie umie też wyjaśnić, dlaczego przepisy dotyczące ochrony przed phishingiem albo walki z pornografią dziecięcą znajdują się w ustawie związanej z hazardem.
  4. Po raz kolejny rządzący nie słuchają ekspertów – blokady wynikające z utworzenia rejestru da się obejść. Ci, którzy będą chcieli, szybko się tego nauczą.
  5. Znów rządzący wymyślają pomysł, którego skuteczność jest, delikatnie to ujmując, wątpliwa, ale kosztami jego realizacji chcą obciążyć przedsiębiorców, czyli operatorów internetu, a ci z kolei tymi kosztami poprzez ceny usług obciążą klientów. Mówiąc krótko – za niewydarzone eksperymenty wszyscy będziemy musieli zapłacić.

Mnie uderzyło w tym wszystkim jeszcze jedno. Otóż, po raz kolejny instrumentalnie potraktowano dzieci i problem pornografii dziecięcej. Umieszczenie tego problemu w ustawie hazardowej to pewna forma szantażu moralnego. Ma bowiem stawiać przeciwników ustawy w sytuacji, w której sprzeciwiają się wdrażaniu rozwiązań, które miałyby chronić dzieci, czyli przyprawia się im gębę zwolenników dostępu do pornografii dziecięcej. Czyli co? Każdy, kto jest przeciw tej ustawie to pedofil? Takie zagrywki są po prostu nieprzyzwoite. Problem krzywdzenia seksualnego dzieci jest zbyt poważny, by posługiwać się nim do gier politycznych i do takich manipulacji.

Jedna jeszcze rzecz mnie zadziwia. Oto bowiem pojawia się projekt ustawy, która de facto tylnymi drzwiami wprowadza cenzurę, a ja nie słyszałem w tej sprawie jasnego głosu Rzecznika Praw Obywatelskich. No, tak, zapomniałem. Dr Janusz Kochanowski zajęty jest świńską grypą i pozywaniem państwa do sądu.

Fizyczne kastrowanie rzecznika
Saturday, April 18th, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz KochanowskiDawno nie pisałem o moim ulubieńcu, czyli Rzeczniku Praw Obywatelskich, zwanym Januszem Kochanowskim. Czasem, gdy o nim myślę, nachodzi mnie taka reflekcja, że ten bardziej znany Kochanowski, czyli Jan, musi się w grobie przewracać, gdy widzi z góry, kto nosi jego nazwisko. No, ale nasz dzielny niedorzecznik, zwany przez prosty lud rosenthalem (od marki filiżanek, które lubi wręczać lekarzom), nie daje o sobie zapomnieć.

Jak donosi publiczna TVP.Info, rzecznik postanowił wypowiedzieć się na temat walki z pedofilią:

“Można nawet rozważać, czy na życzenie zainteresowanego pedofila nie można by stosować kastracji fizycznej. Jeśli chodzi o kastrację farmakologiczną, nie wiedzę żadnego problemu. W istocie nie chodzi przecież o fizyczne okaleczenie, lecz zastosowanie środków farmakologicznych, które mają ograniczyć chorobliwy popęd dewiantów seksualnych. To jest nie tyle kara, ile leczenie i zapobieganie powrotowi do przestępstwa.”

Oczywiście nie ma czegoś takiego jak kastracja farmakologiczna. Jest terapia farmakologiczna, która polega na podawaniu środków obniżających popęd seksualny przede wszystkim poprzez obniżenie poziomu testosteronu w organizmie. Nie jest to kastracja, gdyż proces ten jest całkowicie odwracalny. Środki farmakologiczne, działają, dopóki pacjent je przyjmuje, jeśli je odstawi, poziom hormonu, a – co za tym idzie – poziom popędu seksualnego, wracają do poprzedniego poziomu. Terapia farmakologiczna jest środkiem pobocznym, który ma wspierać terapię właściwą, czyli seksuologiczną i psychologiczną. Niedorzecznik o tym nie wie. No, bo i po cóż miałby wiedzieć? 

Ważniejsza jest jednak pierwsza część wypowiedzi Kochanowskiego, bo takich bredni już dawno nie słyszałem. Ja mogę nawet zrozumieć, że życie seksualne pan rzecznik zakończył już dawno, ale chyba nie ma takiej demencji, by nic nie pamiętać? Otóż aktywność seksualna człowieka nie ogranicza się wcale do posługiwania się penisem, a zgwałcić można na różne sposoby. Wycięcie jąder da efekt antykoncepcyjny, ale wcale nie obniży popędu seksualnego. Pomysł fizycznego kastrowania, jak rozumiem, najlepiej tępą żyletką, jest oczywiście nośny publicznie, tyle że całkowicie bezsensowny.

Pan Kochanowski po pierwsze jest nieukiem, a po drugie głupcem. Nieukiem – bo nie wie, o czym mówi, a głupcem – bo wypowiada się na tematy, o których nie ma bladego pojęcia. Jest też głupcem, bo nie zapewnił sobie jako rzecznik zaplecza w postaci ekspertów, którzy mogliby mu podpowiedzieć, co i jak mówić, żeby nie robić z siebie błazna.

Pisałem już tutaj, że mieliśmy do tej pory szczęście do Rzeczników Praw Obywatelskich. Statystycznie rzecz ujmując, w końcu musieliśmy mieć pecha i trafiliśmy na indywiduum, które kompromituje swój urząd. Po całkowitej kompromitacji urzędu Rzecznika Praw Dziecka przez Ewę Sowińską mieliśmy szczęście, że na to stanowisko powołano Marka Michalaka, który odbudowuje autorytet RPD. Zastanawiam się, skąd my weźmiemy takiego geniusza, który naprawi to, co do końca swej kadencji zdąży popsuć Kochanowski?

Przeciwko klapsom
Friday, June 06th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

Niemal każdego tygodnia media informują o kolejnych przypadkach brutalnej przemocy wobec dzieci, często kończących się śmiercią lub trwałym kalectwem dziecka. Oczywiście, można to uznać za pewne ekstremum. Oczywiście, większość tych przypadków wiąże się z nadużywaniem alkoholu przez sprawców przemocy. Możemy tak uspokoić swoje sumienie, mówiąc sobie “to margines, to patologia, mnie to nie dotyczy”.

Trzeba jednak pamiętać, że akceptacja dla stosowania przemocy jako narzędzia wychowawczego jest w Polsce bardzo wysoka. Funkcjonuje mit “mnie rodzice lali i wyrosłem na ludzi”. Wielu ludzi uważa, że klaps to nie jest przemoc. Tym, którzy tak twierdzę, jak zawsze proponuję, by taki klaps stosowano obecnie wobec nich jako metodę korekcji zachowania. Ciekawe, czy to by im się spodobało.

Argumentów przeciwko klapsom jest wiele. Klaps boli nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. To brutalne pogwałcenie godności dziecka. Klaps to nauka, że problemy i spory można rozwiązywać siłą. Klaps jak każda kara wiąże się na ogół z nasilaniem. Kiedy nie pomaga jeden klaps, dajemy drugi. Kiedy nie pomaga lekki klaps, dajemy mocniejszy. Kiedy nie pomaga klaps wymierzony ręką, uderzamy pasem albo innym narzędziem. I tak dalej. Prosta i krótka droga do maltretowania. Agresja karmi się agresją.

Cieszy więc, że pan premier Donald Tusk i jego rząd jednoznacznie wypowiadają się przeciwko karom cielesnym i chcą wprowadzić ich zakaz do Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Cieszy mnie przy tym dodatkowo mądrość, polegająca na tym, że przepis ten nie znajdzie się w kodeksie karnym. Nie chodzi wszak o to, żeby zamykać rodziców za klapsa do więzienia, a o danie jednoznacznego sygnału: klaps jest zły.  Przeciwko klapsom wypowiedziała się nawet związana ze środowiskami prawicowymi Rzecznik Praw Dziecka Ewa Sowińska.

Na tym tle smuci i przeraża wypowiedź Rzecznika Praw Obywatelskich Janusza Kochanowskiego, który twierdzi, że rodzice powinni karcić swoje dzieci klapsami, ale wymierzanymi “z miłością”. Nawet nie chcę zgadywać, co pan rzecznik miał na myśli. Rzecznik Praw Obywatelskich ma obowiązek stać na straży praw wszystkich, a więc również tych najmłodszych, obywateli naszego kraju, w tym prawa do poszanowania godności i nietykalności cielesnej. W moim przekonaniu Rzecznik sprzeniewierzył się  swojemu ślubowaniu.

Na portalu Ammado.com zamieściliśmy petycję z protestem przeciwko wypowiedzi rzecznika. Prosimy o jej podpisywanie.

Niedorzecznik Praw Dziecka
Tuesday, April 08th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

Cały czas w mediach przetacza się wątek Niedorzecznika Praw Dziecka, czyli p. Ewy Sowińskiej. Dziś wyczytałem, że:

Platforma Obywatelska przygotowała wniosek o odwołanie Ewy Sowińskiej z funkcji Rzecznika Praw Dziecka. PO chce także zmiany ustawy o Rzeczniku Praw Dziecka, by zwiększyć kompetencje tego urzędu oraz zaostrzyć wymagania wobec kandydatów na to stanowisko. Posłanka PO Magdalena Kochan zarzuciła Rzecznik Praw Dziecka sprzeniewierzenie się ślubowaniu. Dodała, że Ewa Sowińska jest raczej rzeczniczką Radia Maryja niż dzieci.

W uzasadnieniu napisano między innymi, że działania Ewy Sowińskiej są niezgodne z konstytucją, pani rzecznik nie wypełnia swoich obowiązków ze starannością i nie pełni swojej funkcji w sposób bezstronny.

Przewodniczący klubu parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski dodał, że Ewa Sowińska nie reprezentuje polskich dzieci, dlatego powinna jak najszybciej przestać pełnić swoją funkcję. Chlebowski wyraził nadzieję, że zostanie odwołana i – jak mówił – na usta polskich dzieci wróci uśmiech.

Zdaniem szefa Klubu Parlamentarnego PO Zbigniewa Chlebowskiego uchwała mogłaby być rozpatrywana w piątek. Wcześniej wniosek o odwołanie Ewy Sowińskiej złożył już Klub LiD.

PiS nie ma jeszcze oficjalnego stanowiska w sprawie odwołania Ewy Sowińskiej. Poseł Joachim Brudziński uważa, że rzeczywiście ma ona trudności z dotarciem do opinii publicznej, ale nie zasłużyła na aż taką nagonkę medialną.

Zdaniem byłej wiceminister pracy Joanny Kluzik-Rostkowskiej z PiS należy najpierw znowelizować ustawę i dobrze zdefiniować kompetencje RPD – tak by nie mogły na to stanowisko trafić przypadkowe osoby. Posłanka PiS przyznała, że jej współpraca z Ewą Sowińską okazała się niemożliwa. Wyobrażam sobie Rzecznika Praw Dziecka o wiele bardziej pracowitego – powiedziała Kluzik-Rostkowska.

PO zrezygnowała z pomysłu likwidacji osobnego urzędu Rzecznika Praw Dziecka i połączenia go z urzędem Rzecznika Praw Obywatelskich. Zamiast tego proponuje nowelizację ustawy o Rzeczniku Praw Dziecka. Zbigniew Chlebowski wyjaśnił, że instytucja zostanie wzmocniona przez odwołanie Ewy Sowińskiej, a likwidacja urzędu wymagałaby zmiany Konstytucji.

Posłowie PO podkreślają, że wniosek o odwołanie powstał na podstawie rocznego sprawozdania z działalności urzędu, który Sowińska przedstawiła w Sejmie. Zbigniew Chlebowski powiedział, że wniosek popierają organizacje zajmujące się ochroną praw dziecka.

To, że p. Ewa Sowińska nie nadaje się na stanowisko Rzecznika Praw Dziecka, było wiadome od samego początku. Jej wybór wynikał wyłącznie z politycznych kombinacji rządzących, czyli wówczas koalicji PiS, LPR, Samoobrona. Już sam start p. Sowińskiej był kiepski, bo nazwała dzieci, które wagarują, złodziejami. Cóż, widać nieobca p. Sowińskiej jest słynne recepta Alfreda Hitchcocka “na początek trzęsienie ziemi, a potem niech napięcie rośnie”. Potem mieliśmy ustalanie, jakiej muzyki mogą słuchać kobiety w ciąży, rozważania na temat orientacji seksualnej bohatera bajki o teletubisiach, zaszczytne trzecie miejsce w amerykańskim konkursie na idiotę roku, itp. Nie słychać było za to o żadnych ważnych inicjatywach na rzecz praw dzieci, ale najwyraźniej nie od tego jest Rzecznik Praw Dziecka.

Dla sprawiedliwości trzeba oddać, że od samego początku nie mamy szczęścia do Rzeczników Praw Dziecka. Pierwsz rzecznik, p. Marek Piechowiak nie zdążył w ogóle zapisać się w świadomości opinii publicznej, bo pełnił swoją funkcję od czerwca do października 2000 roku.

Od października 2000 do lutego 2001 roku był vacat, a w lutym na pięcioletnią kadencję wybrano p. Pawła Jarosa. Ten znany był głównie z całkowitego braku talentu do wystąpień publicznych, zamiłowania do kosztownych podróży na koszt podatnika i ogólnie do marnotrawienia publicznych pieniędzy, co wielokrotnie wyciągały mu media. Przeprowadził za to bardzo udaną kampanię społeczną “Prawa człowieka zaczynają się od praw dziecka”, która, w moim przekonaniu, dowodzi absurdalności istnienia samego stanowiska RPD. Jego odejście przyjęte było z ulgą.

Niestety, nowa ekipa, która rządziła naszym krajem, potraktowała stanowisko Rzecznika Praw Dziecka jak jeden z wielu łupów politycznych, synekurę, którą można przehandlować w ramach koalicyjnych gierek, czyli – jak wszystkie inne stanowiska, które były do obsadzenia. Spośród wielu absurdalnych koalicyjnych kandydatur najbardziej absurdalna była kandydatura p. Ewy Sowińskiej. Trudno więc się dziwić, iż wybrano właśnie ją.

Z przytoczonego newsa wynika, iż rządząca dziś Platforma Obywatelska zrezygnowała ze słusznego pomysłu zlikwidowania instytucji Rzecznika Praw Dziecka. Zamiast tego, jak zrozumiałem, politycy PO chcą dać rzecznikowi nowe uprawnienia i powołać tam kogoś swojego. Cóż, taka to nasza polityczna kultura.

Dlaczego uważam, że należy jak najszybciej zlikwidować Rzecznika Praw Dziecka i przydzielić tą tematykę Rzecznikowi Praw Obywatelskich? Z wielu powodów:

1. Dzieci są tak samo obywatelami jak dorośli. Nie ma żadnego powodu, by zajmował się nimi rzecznik drugiego sortu.

2. Tworzenie stanowiska RPD to swoiste alibi dla nas dorosłych. Pozwala nam oszukiwać samych siebie, że robimy coś na rzecz poprawy losu dzieci. Ot, taka fikcja dla uspokojenia własnych sumień.

3. Poza kilkoma ostatnimi wyskokami p. Janusza Kochanowskiego generalnie mieliśmy do tej pory szczęście do Rzeczników Praw Obywatelskich, czego o Rzecznikach Praw Dziecka nie można powiedzieć. Nawet mimo tych wyskoków p. Kochanowski jest niewątpliwie lepszy na swoim stanowisku niż którykolwiek z dotychczasowych Rzeczników Praw Dziecka, a nawet wszyscy oni razem wzięci.

4. Rzecznik Praw Obywatelskich ma sporo kompetencji prawnych, których brak Rzecznikowi Praw Dziecka. Można oczywiście zmienić ustawę i dodać kompetencje RPD, tylko że będzie to dublowanie uprawnień (bo dzieci są wszak obywatelami).

5. Niestety, brak we mnie wiary, iż po odwołaniu p. Ewy Sowińskiej i zmianie ustawy o Rzeczniku Praw Dziecka na to stanowisko powołana zostanie kompetentna osoba. Śmiem przypuszczać, iż znów ulokuje się tam kogoś swojego, tyle że tym razem z innej opcji politycznej.

I tylko w tym wszystkim jakoś zapominamy wszyscy o dzieciach…