Po aresztowaniu Romana Polańskiego przez polskie media przetoczyła się fala szaleństwa. Polski rząd i prezydent, władze Francji, której Polański jest obywatelem (swoją drogą, może się mylę, ale, o ile pamiętam, polskie prawo nie zezwala na posiadanie podwójnego obywatelstwa) postanowiły stanąć w obronie znanego reżysera. Listy w jego sprawie podpisywali polscy reżyserzy, np. Andrzej Wajda, Jerzy Morgerstern, Jacek Bromski, Krzysztof Zanussi, a także znani światowi artyści, np. Monika Bellucci. Wielu internautów wzywało do obrony biednego, wielkiego rodaka przez złymi jankesami. Im wszystkim chciałbym zadedykować fragmenty zeznań ofiary Polańskiego:
Dziewczynka zeznała, że Roman Polański najpierw poczęstował ją szampanem, a potem podał jej jakąś tabletkę. Podejrzewała, że to silny lek rozluźniający i hipnotyczny, znany jako Metakwalon. Oboje weszli do jaccuzi w domu aktora Jacka Nicholsona. Polański obiecywał wtedy, że zrobi jej zdjęcia.
–Co miałaś na sobie w jaccuzi? - pytał Samanthę Geimer prokurator. – Bieliznę, ale powiedział, żebym ją zdjęła. Zrobiłam tak i weszłam – odpowiedziała dziewczyna. Potem, jak opowiadała, przeszli do sypialni. – Byłam tylko owinięta ręcznikiem – mówiła 13-latka. – Pocałował mnie. Sprzeciwiałam się, prosiłam by odszedł ale powiedział “Zaraz zabiorę cię do domu” – zeznała dziewczynka.
Dalszy ciąg jej opowieści jest jeszcze bardziej przerażający. – Obniżył się i położył usta na mojej waginie. Potem rozpoczął ze mną stosunek. Wsadził penisa do mojej waginy. Cały czas prosiłam go by przestał, ale nie broniłam się, bo nikogo innego tam nie było i nie miałam dokąd iść. Potem zapytał mnie kiedy miałam ostatni okres. Powiedziałam, że nie pamiętam. A on powiedział, że “w takim razie nie będę w ciebie wchodził”. Podniósł moje nogi i wsunął penisa do mojego odbytu – opowiadała 13-latka.
Wszystkich medialnych i internetowych obrońców Romana Polańskiego, twierdzących, że “nic się nie stało”, “było minęło”, “sama sobie winna”, “powinniśmy bronić wielkiego rodaka przed okropnymi jankesami” chciałbym zapytać: Czy chcielibyście, by to samo zrobił Waszej córce lub wnuczce?
Roman Polański jest wybitnym reżyserem. Cała ta sprawa nie umniejsza walorów artystycznych jego filmów, tak, jak skazanie Andrzeja Samsona nie pozbawiło wartości jego książek. Dokonania artystyczne nie stawiają jednak nikogo ponad prawem. Zgwałcenie 13-latki, czego Polański wcale się nie wypiera, jest poważnym przestępstwem, za które, jak każdy człowiek, powinien on zostać osądzony. Nie przesądzam, jaki powinien zapaść wyrok. Z całą pewnością nikt jednak nie może bezkarnie przez 31 lat unikać odpowiedzialności za swoje czyny.
Tu pojawia się dodatkowy aspekt. Ofiara wybaczyła Polańskiemu i prosiła, by go nie karać. To prawda. Odstąpienie od wymierzenia kary miałoby sens, gdyby oskarżony zrozumiał, co zrobił i wyrażał szczerą skruchę. W moim odczuciu granie na nosie przez ponad 30 lat wymiarowi sprawiedliwości, unikanie rozliczenia się ze swojej przyszłości, a jednocześnie brylowanie jako wielka gwiazda – to nie są objawy wyrzutów sumienia. Postawa Polańskiego wcale mnie nie przekonuje, iż szczerze żałuje on tego, co zrobił.
To, co zrobił, nie czyni z niego wcale pedofila. Pedofil to osoba chora, której popęd seksualny jest zaburzony i jednoznacznie ukierunkowany na dzieci, dzieci wyglądające jak dzieci. Być może, jak twierdzą niektórzy, Samantha Geimer nie była niewinną nastolatką. Nie zmienia to jednak faktu, że to Polański był dorosłym mężczyzną i powinien wiedzieć, co mu wolno, a czego nie wolno. Otóż nie wolno mu było współżyć z 13-latką. Ani za jej zgodą, ani wbrew jej woli. Biorąc pod uwagę treść jej zeznań o zgodzie trudno zresztą mówić.
Podstawową zasadą prawną jest, iż wszyscy ludzie są równi wobec prawa. Zasługi Romana Polańskiego dla światowej kinematografii nie stawiają go więc ponad prawem. Jeśli zgwałcenie 13-latki miałoby ujść mu płazem, to dlaczego inni sprawcy mieliby trafiać za to do więzienia? Może więc nasze tuzy filmu napiszą po prostu list otwarty, domagając się wprost uznania gwałtów na 13-latkach za legalne? Inaczej wychodzi na to, że po prostu przemawia przez nich głupia korporacyjna solidarność i chęć bronienia kolegi po fachu.
Każdy obywatel Rzeczpospolitej Polskiej powinien móc liczyć na pomoc polskich władz konsularnych, gdy staje przed obcym wymiarem sprawiedliwości. Taka pomoc należy się więc również Romanowi Polańskiemu. Ciekawe, czy władze RP będą wobec niego tak samo aktywne (czyli tak naprawdę nie zrobią nic) jak w sprawie naszego rodaka, którego 10 lat temu skazano na 30 lat ciężkiego więzienia za rzekome molestowanie pasierbicy wbrew obdukcji lekarskom, zeznaniom samej pasierbicy, jej matki oraz innych świadków?


