Archiwum dla tagu ◊ Fritzl ◊

Mądrość austriackiego sądu
Friday, March 20th, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

Josef Fritzl prowadzony w sądzie w Sankt Poelten w AustriiW ostatnich dniach wszyscy żyją procesem i wydanym już wyrokiem na Josefa Fritzla, którego sąd w Sankt Poelten skazał na dożywotni pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Trudno się temu, rzecz jasna, dziwić. Sprawa była wszak wyjątkowa pod wieloma względami.

Gdy przeglądałem komentarze pod newsami dotyczącymi wyroku w polskich portalach, widziałem żądzę krwi, jaka się z nich wylewała. Rozumiem emocje, jakie towarzyszą osobom czytającym, choć zastanawiam się, czy aby na pewno ci sami ludzie w takiej sprawie  nie zachowywaliby się w taki sposób, którego dziś wstydzą się Austriacy jako społeczeństwo – ignorując dramat dziejący się obok. To, co nas wszystkich przecież najbardziej przeraża i zdumiewa w sprawie Fritzla to właśnie to, że mógł on robić swoje przez 24 lata. Przez 24 lata mógł więzić i gwałcić córkę w swoim domu, płodzić z nią dzieci, gwałcić spłodzone przez siebie wnuki. I przez 24 lata nikt nic nie zauważył. Gdyby nie choroba jednego z dzieci zapewne nic by się nie wydało. Jak działał system państwa? Co działo się z żoną? Gdzie byli sądziedzi? To właśnie te pytania zadaje sobie ciszej lub głośniej większość Austriaków. 

Wróćmy jednak do wyroku. Za większość zarzucanych Fritzlowi czynów groziła mu kara do 15 lat więzienia. Kluczowe były więc zarzuty zmuszania do niewolnictwa, za co austriackie prawo przewiduje karę do 20 lat oraz zabójstwa, przy którym sąd może orzec dożywocie. Fritzl sam przyznał się do wszystkich stawianych mu zarzutów, a przysięgli uznali go winnym. 

Sąd w Sankt Poelten działał w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony powinien w sposób niezawisły, obiektywny i rzeczowy wydać wyrok. Z drugiej zaś strony oczekiwania społeczne wobec wyroku były jednoznaczne. Cała Austria domagała się dożywocia. Warto pamiętać, że przysięgli i sąd, zanim rozpoczął się proces, byli po prostu członkami austriackiego społeczeństwa i – jak wszyscy ich rodacy – żyli tą sprawą, czytali o niej w mediach, dyskutowali w domach rodzinnych, przeżywali.

A mimo to sąd wydał wyrok sprawiedliwy, mądry i humanitarny. W sposób oczywisty trudna do zaakceptowania byłaby kara krótsza niż czas, przez jaki Fritzl więził córkę. Kłóciłoby się to z elementarnym poczuciem sprawiedliwości społecznej. W tej sprawie nie mógł zapaść wyrok inny niż dożywocie. Zresztą, dla dobra wszystkich, a przede wszystkich ofiar, Fritzl powinien być po prostu odizolowany. I dlatego jest to wyrok mądry i sprawiedliwy.

Jednocześnie sąd orzekł jednak, iż to dożywocie to nie jest kara więzienia, ale pobyt w zamkniętym, więziennym szpitalu psychiatrycznym. I to czyni ten wyrok nie tylko mądrym i sprawiedliwym, ale też humanitarnym. Po pierwsze, umieszczenie Fritzla w więzieniu oznaczałoby skazanie go nie na dożywocie, ale na skatowanie przez współwięźniów. Mam świadomość, bo widać to w komentarzach, że właśnie tego życzy mu wielu ludzi, szczególnie w naszym kraju. Ale sąd nie skazuje na skatowanie. Poza tym nie ulega wątpliwości, że Fritzl jest człowiekiem w sposób koszmarny zaburzonym psychicznie. To, co robił, było potworne, nieludzkie. Właśnie, nieludzkie. Stwierdzenie, iż Fritzl jest chory, nie umniejsza jego winy ani odpowiedzialności. Wskazuje tylko, co należy z nim zrobić. W cywilizowanym społeczeństwie chorych się leczy. I tak właśnie orzekł austriacki sąd.

Przy okazji procesu Fritzla naszła mnie dodatkowa refleksja. Czy ktoś w naszym kraju jest w stanie wyobrazić sobie proces karny, który trwa 4 dni, ofiary nie ma na sali, wszyscy szanują jej ból? U nas ofiary byłyby wielokrotnie przesłuchiwane, stawałyby w sądzie na przeciwko swojego oprawcy i znosiłyby upokarzające pytania obrońców, próbujących zrobić z nich wariatki lub dziwki. Miałyby zapewne wątpliwości, czy to na pewno one są ofiarami, a nie oskarżonymi, bo na wrażliwość adwokatów, sędziów i prokuratorów nie mogłyby liczyć. Zostałyby co najwyżej pouczone, że w sądzie należy odpowiadać na pytania, a nie płakać. A po rozprawie nasi młodzi, dzielni dziennikarze dopadaliby je na sądowych korytarzach i świecąc w oczy, wpychając mikrofon niemal do gardła, zadawaliby kretyńskie pytania w stylu “Co czuła pani, gdy ojciec panią gwałcił?”

Friztl spod Siemiatycz
Tuesday, September 09th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

Wczorajsze media poinformowały o sprawie, która wyszła na jaw przed tygodniem. Do policji w Siemiatyczach zgłosiła się 21-letnia kobieta, przez 6 lat gwałcona przez ojca, zmuszona przez niego do oddania 2 urodzonych w wyniku tych gwałtów dzieci, przez pewien czas więziona. Po tygodniu poszukiwań sam ojciec został zatrzymany w Siedlcach. Jak ustalili policjanci, planował ucieczkę do Włoch.

Na antenie TVN24, w “Faktach po Faktach” widziałem wywiad z podinspektorem Jackiem Dobrzyńskim, rzecznikiem prasowym Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku. Muszę powiedzieć, że ta rozmowa zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Już dawno nie słyszałem wypowiedzi przedstawiciela policji, która byłaby tak pełna człowieczeństwa. Nie było nic na temat dobra śledztwa. Było współczucie dla ofiary, był takt, było zdanie “to ona jest dla nas najwazniejsza”, był apel do mediów, by uszanowały prywatność tej rodziny i pozwoliły samej ofierze, jej młodszemu bratu i matce otrząsnąć się po tym wszystkim. Naprawdę, chapeaux bas, Panie Inspektorze.

Jak łatwo się domyślić, ten apel do mediów nie został przez wszystkie redakcje uszanowany. Presja “musimy mieć newsa” okazała się silniejsza niż myśl, że o tym, co działo się przez te 6 lat, i matka, i córka, i syn powinni najpierw opowiedzieć terapeutom (oraz oczywiście prokuratorowi). Ale, tu muszę oddać sprawiedliwość, jakieś ludzkie odruchy zostały. Wczoraj wieczorem byłem w studio Polsat News, zaproszony właśnie w związku z tą sprawą. Przed wejściem do studia rozmawiałem z dziennikarzem i wydawcą. Reporterka na miejscu nagrała wypowiedź 11-letniego brata ofiary. (Cóż, nie przyszło jej do głowy, że to nie jest dobry pomysł, w końcu najważniejsze jest “dobry live”…) Na szczęście w samej redakcji powstały wątpliwości, czy powinno się emitować to nagranie, co już dobrze świadczy, ludzkie odruchy zadziałały. Zapytano mnie o zdanie, oczywiście odparłem, iż takiej wypowiedzi emitować nie należy. I nie poszła. Brawa dla Polsat News.

Przy okazji oczywiście podziękowania również dla pani redaktor Justyny Pochanke z TVN za wywiad z panem inspektorem Dobrzyńskim i wykazany takt. No, ale pani redaktor nas już przyzwyczaiła do swojej klasy, a Polsat News to nowa stacja i dopiero uczymy się, czego po niej można się spodziewać.

Światowe media, a i nasze, od razu porównały sprawę z Siemiatycz do austriackiej sprawy Josefa Fritzla. Porównanie to jest, rzecz jasna, mocno na wyrost. Nie ma sensu porównywać obu tragedii, ale obie historie różnią się. Niemniej, sam takiego porównania użyłem. Dlaczego?

Ujawnienie historii Fritzla obudziło Austrię, podobnie jak wcześniej sprawa Dutroux obudziła Belgię. Oby w Polsce nie musiało dojść do dramatów podobnych. A takie przebudzenie jest nam potrzebne. Według statystyk policyjnych w ubiegłym roku wszczęto 1882 postępowania z art. 200 KK (czynności seksualne i obcowanie płciowe z małoletnim poniżej lat 15) oraz 47 spraw z art. 201 KK (kazirodztwo).

Tytułem wyjaśnienia. Zarzuty z art. 201 stawiane są na ogół w przypadku, gdy ofiara ma skończone 15 lat lub obie osoby są pełnoletnie. Jeśli dochodzi do obcowania płciowego lub innych czynności seksualnych z udziałem dziecka, które nie skończyło jeszcze 15 lat, stawiane są zarzuty z art. 200. Powód jest prosty. Za kazirodztwo grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia, a za molestowanie dzieci od 2 do 12 lat.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że te liczby to wierzchołek góry lodowej. Same w sobie brzmią dość przerażająco, łatwo bowiem policzyć, że każdego dnia w Polsce wszczyna się średnio 5 spraw o molestowanie dziecka. Ale to tylko ułamek tego, co dzieje się faktycznie. Większość spraw nigdy nie wychodzi na jaw. Zastraszone lub zmanipulowane ofiary kryją sprawców. Rodziny nie zgłaszają takich historii policji, zamiatając je pod dywan. A większość przypadków krzywdzenia dziecka ma miejsce właśnie w domu rodzinnym, gdy sprawca jest osobą znaną dziecku.

Trzeba zmieniać mentalność. Takie sprawy muszą wychodzić na jaw, by sprawcy nie czuli się bezkarni. Milczenie jest sprzymierzeńcem sprawcy. Na przeciw temu wychodzi nowelizacja kodeksu karnego, nad którą pracuje sejm. Według rządowego projektu, niezależnie od normalnego trybu przedawnienia, dziecko po uzyskaniu pełnoletności będzie miało 5 lat na złożenie zawiadomienia o przestępstwie. To bardzo dobry projekt.

Parcie na szkło
Monday, May 05th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

Na stronach fundacji Kidprotect.pl umieściliśmy dwie, z pozoru niezwiązane ze sobą informacje. Pierwsza dotyczy zatrzymania osobnika, który molestował dzieci, wykorzystując fikcyjną agencję fotomodelek. Druga zaś dotyczy zachowania niektórych dziennikarzy wobec ofiar w głośnej sprawie Josefa Fritzla. Fakt, z pozoru trudno dopatrzyć się związku.

Od dłuższego czasu mam wrażenie, że media nie są władzą czwartą, ale aspirują do roli władzy pierwszej. Wszystko, co się dzieje, podporządkowywane jest mediom. Politycy, tak władzy ustawodawczej, jak i wykonawczej, dbają głównie o to, by dobrze wypaść przed kamerą, a godziny wydarzeń dopasowują do trybu pracy redakcji. To samo dzieje się w organach władzy sądowniczej i wymiaru sprawiedliwości, każde zatrzymanie musi być sfilmowane, żeby można było pokazać je w telewizji. Media weszły w nasze codzienne życie tak bardzo, że nawet nie zdajemy sobie nieraz sprawy z ich obecności. Sporo zamieszania wprowadził internet, a szczególnie trend Web 2.0. Żyjemy w czasach mediokracji.

Nie ma sensu na to narzekać i nie to jest moim celem. Oba newsy zwróciły moją uwagę, bo mam wrażenie, że w obu przypadkach wpływ mediów jest istotny i wart zainteresowania się.

W przypadku historii ofiar Jozefa Fritzla mamy do czynienia z koszmarnym pościgiem za newsem w myśl reguły “krew na pierwszą stronę”. To nie jest wcale domena zagranicznych dziennikarzy, bo i nasi potrafią niemalże rozpłaszczyć ofierze kamerę na twarzy, byle tylko lepiej było widać jej łzy.

Swego czasu, wspólnie z Pogotowiem Niebieska Linia, chcieliśmy przygotować projekt spotkań pomagaczy z mediami, by wypracować standardy prezentowania ofiar w relacjach medialnych w sposób. Doszło do jednego, niezwykle ciekawego spotkania, jednak dalej projekt niestety się rozmył. Wypracowanie takich standardów, jak pokazują działania niektórych dziennikarzy w sprawie Fritzla, jest bardzo potrzebne. Oczywiście, samo wypracowanie standardów nie sprawi, że wszyscy będą ich przestrzegać. Będzie jednak przynajmniej punkt odniesienie i wskazówki, co można, a czego nie. Będzie tez możliwość napiętnowania osób łamiących standardy przez kolegów po fachu.

Historia z Kalisza jest oczywiście inna. Ale, wbrew pozorom, też ma związek z ogromnym wpływem mediów na nasze życie. Legendarny muzyk rockowy, którego mądre uwagi niezwykle cenię, Marek Piekarczyk, powiedział mi kiedyś o zjawisku, które określił mianem – przepraszam za dosadność – “showbiznesowej pedofilii”. Jego zdaniem za sprawą lansowanych przez media wzorców, dzieci mają potworne “parcie na szkło”, koniecznie chcą stać się gwiazdami, rodzice też pchają w to dzieci, by zrealizować własne niespełnione marzenia. Wysyłają dzieci od małego do programów typu “Od przedszkola do Opola”, “Mini-szansa na sukces”, “Duże dzieci”, na castingi do filmów, seriali i reklam, umieszczają zdjęcia w bankach twarzy i agencjach modelek. Dzieci, co widać w internetowych serwisach typu Wrzuta czy Youtube, same też mają ogromną potrzebę sławy.

Tu też ogromna rola mediów. Oczywiście, trudno wymagać od dziennikarzy, by wzięli na siebie trud wychowywania polskich dzieci. To oczywiście jest rola rodziców. Na nich jednak wpływ mają media. To one kreują wzorce.