W ostatnich dniach wszyscy żyją procesem i wydanym już wyrokiem na Josefa Fritzla, którego sąd w Sankt Poelten skazał na dożywotni pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Trudno się temu, rzecz jasna, dziwić. Sprawa była wszak wyjątkowa pod wieloma względami.
Gdy przeglądałem komentarze pod newsami dotyczącymi wyroku w polskich portalach, widziałem żądzę krwi, jaka się z nich wylewała. Rozumiem emocje, jakie towarzyszą osobom czytającym, choć zastanawiam się, czy aby na pewno ci sami ludzie w takiej sprawie nie zachowywaliby się w taki sposób, którego dziś wstydzą się Austriacy jako społeczeństwo – ignorując dramat dziejący się obok. To, co nas wszystkich przecież najbardziej przeraża i zdumiewa w sprawie Fritzla to właśnie to, że mógł on robić swoje przez 24 lata. Przez 24 lata mógł więzić i gwałcić córkę w swoim domu, płodzić z nią dzieci, gwałcić spłodzone przez siebie wnuki. I przez 24 lata nikt nic nie zauważył. Gdyby nie choroba jednego z dzieci zapewne nic by się nie wydało. Jak działał system państwa? Co działo się z żoną? Gdzie byli sądziedzi? To właśnie te pytania zadaje sobie ciszej lub głośniej większość Austriaków.
Wróćmy jednak do wyroku. Za większość zarzucanych Fritzlowi czynów groziła mu kara do 15 lat więzienia. Kluczowe były więc zarzuty zmuszania do niewolnictwa, za co austriackie prawo przewiduje karę do 20 lat oraz zabójstwa, przy którym sąd może orzec dożywocie. Fritzl sam przyznał się do wszystkich stawianych mu zarzutów, a przysięgli uznali go winnym.
Sąd w Sankt Poelten działał w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony powinien w sposób niezawisły, obiektywny i rzeczowy wydać wyrok. Z drugiej zaś strony oczekiwania społeczne wobec wyroku były jednoznaczne. Cała Austria domagała się dożywocia. Warto pamiętać, że przysięgli i sąd, zanim rozpoczął się proces, byli po prostu członkami austriackiego społeczeństwa i – jak wszyscy ich rodacy – żyli tą sprawą, czytali o niej w mediach, dyskutowali w domach rodzinnych, przeżywali.
A mimo to sąd wydał wyrok sprawiedliwy, mądry i humanitarny. W sposób oczywisty trudna do zaakceptowania byłaby kara krótsza niż czas, przez jaki Fritzl więził córkę. Kłóciłoby się to z elementarnym poczuciem sprawiedliwości społecznej. W tej sprawie nie mógł zapaść wyrok inny niż dożywocie. Zresztą, dla dobra wszystkich, a przede wszystkich ofiar, Fritzl powinien być po prostu odizolowany. I dlatego jest to wyrok mądry i sprawiedliwy.
Jednocześnie sąd orzekł jednak, iż to dożywocie to nie jest kara więzienia, ale pobyt w zamkniętym, więziennym szpitalu psychiatrycznym. I to czyni ten wyrok nie tylko mądrym i sprawiedliwym, ale też humanitarnym. Po pierwsze, umieszczenie Fritzla w więzieniu oznaczałoby skazanie go nie na dożywocie, ale na skatowanie przez współwięźniów. Mam świadomość, bo widać to w komentarzach, że właśnie tego życzy mu wielu ludzi, szczególnie w naszym kraju. Ale sąd nie skazuje na skatowanie. Poza tym nie ulega wątpliwości, że Fritzl jest człowiekiem w sposób koszmarny zaburzonym psychicznie. To, co robił, było potworne, nieludzkie. Właśnie, nieludzkie. Stwierdzenie, iż Fritzl jest chory, nie umniejsza jego winy ani odpowiedzialności. Wskazuje tylko, co należy z nim zrobić. W cywilizowanym społeczeństwie chorych się leczy. I tak właśnie orzekł austriacki sąd.
Przy okazji procesu Fritzla naszła mnie dodatkowa refleksja. Czy ktoś w naszym kraju jest w stanie wyobrazić sobie proces karny, który trwa 4 dni, ofiary nie ma na sali, wszyscy szanują jej ból? U nas ofiary byłyby wielokrotnie przesłuchiwane, stawałyby w sądzie na przeciwko swojego oprawcy i znosiłyby upokarzające pytania obrońców, próbujących zrobić z nich wariatki lub dziwki. Miałyby zapewne wątpliwości, czy to na pewno one są ofiarami, a nie oskarżonymi, bo na wrażliwość adwokatów, sędziów i prokuratorów nie mogłyby liczyć. Zostałyby co najwyżej pouczone, że w sądzie należy odpowiadać na pytania, a nie płakać. A po rozprawie nasi młodzi, dzielni dziennikarze dopadaliby je na sądowych korytarzach i świecąc w oczy, wpychając mikrofon niemal do gardła, zadawaliby kretyńskie pytania w stylu “Co czuła pani, gdy ojciec panią gwałcił?”


