Awantury wokół ACTA, ale i rozmaite wcześniejsze starcia internautów z rządem zwróciły moją uwagę na problem konsultacji społecznych. Słowa te były w końcu w ostatnich dniach odmieniane przez wszystkie przypadki. Skądinąd słusznie, bo to, co zrobiło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, choć formalnie zapewne było poprawne, trudno uznać za rzetelne konsultacje.
Pozwoliłem sobie zatem sięgnąć do definicji. Przytaczam za Wikipedią, ulubionym źródłem wiedzy młodych internautów:
Konsultacja społeczna — instytucja demokracji bezpośredniej (inne instytucje: referendum, inicjatywa ludowa, zgromadzenie ludowe)
Polega na wyrażeniu przez członków zbiorowości opinii w przedstawionej sprawie. Tworzy się w ten sposób dwustronna relacja, powstająca z inicjatywy administracji państwowej. W odróżnieniu od referendum wyniki konsultacji nie sa wiążące dla organów władzy publicznej.
Z kolei Słownik Języka Polskiego PWN definiuje samo słowo konsultacja:
konsultacja
- zasięganie opinii u specjalisty lub rzeczoznawcy
- udzielanie rad i wyjaśnień przez specjalistę lub rzeczoznawcę
- narada specjalistów lub rzeczoznawców w jakiejś sprawie
Zakładam, że w tym przypadku powinniśmy rozpatrywać punkt 1 i 2, z naciskiem na 1.
Bardzo często słyszę takie głosy: “Co to za konsultacje? Przecież pisaliśmy opinie, tłumaczyliśmy, a rząd nas nie posłuchał i zrobił po swojemu”. To absolutne nieporozumienie.
Konsultacje społeczne nie są decydowaniem. Od decydowania jest rząd. To rząd, nie organizacje branżowe, społeczne, czy eksperci uzyskał mandat społeczny w wyborach. Już słyszę tu głosy: “ale poparcie dla rządu spada” albo “z sondaży wynika, że większość społeczeństwa ma inne zdanie w tej materii”. Państwo i jego ustrój opisany w konstytucji są pewną umową społeczną. Umówiliśmy się, że miarodajnym sondażem poparcia są przeprowadzane co 4 lata wybory parlamentarne.
Skoro to rząd ma mandat społeczny wynikający z wyborów, to rząd podejmuje decyzje. I to rząd oczywiście ponosi potem za nie odpowiedzialność. Rolą rządu jest wysłuchać opinii różnych środowisk, przemyśleć je i albo uwzględnić albo odrzucić przy podejmowaniu decyzji. W dobrym tonie jest też wyjaśnienie podjętej decyzji. Ale czy jest to obowiązkiem? Nie dałbym głowy.
To naturalne zjawisko, że jesteśmy przekonani o swojej racji. “Moja racja jest najmojsza” – myślimy i to jest oczywiste. Ale pamiętajmy, że nasi oponenci również są przekonani o swojej racji. Rządzenie to godzenie tych, często całkowicie znoszących się, racji i interesów.


Posted in
Tags: 





