Opublikowane badania OECD wskazują, że polscy uczniowie nie radzą sobie z wyszukiwaniem potrzebnych informacji w internecie. Ma z tym problem co czwarty polski 15-latek. W tym rankingu Polska znalazła się na czwartym miejscu od końca.
Jak słusznie zauważył Marek Molicki, ten wynik jest wysoce zaskakujący. Wydawać by się wszak mogło, że polscy uczniowie urodzili się z komórką w ręce, w kołysce już mieli komputer, a z nowych technologii korzystają na bieżąco.
Wydaje mi się, że warto zastanowić się poważnie nad wynikami tych badań. Powiedzmy sobie szczerze, już dziś, a na pewno lada moment człowiek, który nie będzie umiał posługiwać się sprawnie technologiami informacyjnymi, uznawany będzie za analfabetę.
Wydaje mi się, że problem tkwi w dużym stopniu w tym, że polska szkoła jest analogowa, a polscy nauczyciele nie korzystają aktywnie z nowych technologii. Komputery to przede wszystkim lekcja informatyki. Dzieci uczą się podczas nich, jak zbudowany jest komputer, uczą się robić kopiuj-wklej w Wordzie. Często posługują się komputerem lepiej od nauczyciela. Tymczasem technologie informacyjne powinny być aktywnie wykorzystywane w nauczaniu niemal wszystkich przedmiotów. Dziś już niemal każdy podręcznik wydawany jest razem z płytą CD czy DVD zawierającą multimedialne materiały do nauki. Miałem okazję widzieć takie materiały i przyznam, że mnie zachwyciły. Możliwość zobaczenia, prawie jak na żywo, skomplikowanych reakcji chemicznych, których nie dałoby się przeprowadzić nawet w najnowocześniejszej pracowni, wizualizacje bitew z czasów starożytnych. Po prostu cuda. Tyle że nauczyciele z tego nie korzystają. Oczywiście, można się wykpić twierdzeniem, że nie mają komputerów w pracowniach. Ale problem nie tkwi tutaj, bo, gdyby im nawet te komputery do klas wstawić, czy gdyby rząd zrealizował obietnicę laptopów dla uczniów, to nasi pedagodzy sami nie umieliby z nich sensownie skorzystać. Nie uczą się, nie szukają materiałów, powielają stare opracowania. Oczywiście, są wyjątki. Chwała im za to. Ale mówimy o przeciętnym nauczycielu.
Drugi problem to encyklopedyczny charakter nauczania. W polskiej szkole uczeń ma przyswoić materiał z podręcznika od strony A do strony B, zostanie odpytany z tego, czego nauczył się na pamięć, “słowo w słowo”, a co potem, zaraz po zaliczeniu, jak najszybciej zapomni, by ewentualnie odświeżyć to przed testem kończącym cykl nauczania. Programy są przeładowane wiedzą encyklopedyczną, którą nauczyciel musi wtłoczyć w uczniów, bo z tego się go rozlicza w ocenie jakości kształcenia. Zaznaczam to, żeby nie było, że za wszystko chcę obarczyć winą nauczycieli. W dużym stopniu wina tkwi bowiem w anachronicznym systemie oświatowym.
Ten, całkowicie nieprzystający do ery społeczeństwa informacyjnego, charakter nauczania sprawia, że uczeń nie tylko nie jest zachęcany, ale wręcz często jest zniechęcany do aktywnego poszukiwania informacji, do ich agregowania i samodzielnej ich analizy. Ileż to razy uczeń dowiadywał się, że jest tak, jak mówi nauczyciel i żadne krzyki i płacze nauczyciela nie przekonają, że białe jest białe, czarne jest czarne, Ziemia nie kręci się wokół Słońca, a ZSRR nie jest już pionierem w wydobyciu rudy żelaza. Google potrzebne jest uczniowi tak naprawdę do znalezienia gotowca. Kiedyś mówiliśmy w szkole “Zakuj – Zdaj – Zapomnij”. To nadal obowiązuje, ale dziś mamy jeszcze “Skopiuj – wklej – wydrukuj”.
Na to wszystko nakłada się niski poziom czytelnictwa, na co słusznie zwraca uwagę Marek Molicki:
Wyniki czytelnictwa w Polsce to wstyd, żenada, hańba, fiasko z porażką plus vat. Jak widać na efekty nie trzeba długo czekać. Książki pobudzają wyobraźnię, książki pomagają poszerzać zasób słownictwa, książki zmuszają do myślenia, książki zmuszają do używania mózgu. Nieużywany organ zanika. Powiedzmy sobie szczerze, od siedzenia na Facebooku, NK czy Demotywatorach nikomu iloraz inteligencji nie wzrósł.
Kiedy mówimy o rozwoju Polski, o konkurencyjności polskiej gospodarki, o pozycji międzynarodowej naszego kraju, kiedy utyskujemy, że nasi rodacy jadą pracować na zmywaku, to warto pamiętać o tych wynikach. Warto zastanowić się nad tym, że konieczna jest reforma polskiej oświaty. Ale nie chodzi o to, żeby teraz kasować gimnazja, tworzyć inne szkoły, itd. Chodzi o namysł nad samą istotą: Czym powinna być współczesna szkoła? Kim ma być nauczyciel? Jaki cel stawiamy przed szkołą? Jaki ma być absolwent, który opuszcza mury szkoły każdego poziomu kształcenia? W jakie umiejętności chcemy go wyposażyć? Warto przy tym pamiętać, że wiedzę można uzupełnić znacznie łatwiej niż na stare lata uczyć umiejętności samodzielnego myślenia.
Warto pamiętać o inicjatywach na rzecz otwartej edukacji, np. Wolne Podręczniki, Wolne Lektury (polecam, polecam, świetne dzieło), czy Koalicja Otwartej Edukacji.


Posted in
Tags: 






[...] i drukowania przygotować, a zapasy kiedyś się skończą. Polecam artykuł Kuby Śpiewaka “Analfabetyzm XXI wieku“. [zdjęcie: http://www.sxc.hu Tags: Fundacja KidProtect.pl, Jakub Śpiewak, KidProtect, OECD, [...]