Archive for March, 2010

Pomysł rejestru wiecznie żywy

Cecilia MalmströmPani Cecilia Malmström ze szwedzkiej Partii Ludowej, europejska komisarz do spraw wewnętrznych, ogłosiła pomysł wprowadzenia filtrowania stron pornograficznych jako inicjatywę ogólnoeuropejską. Wydawałoby się, że mamy ten problem za sobą, wszak udało się internautom przekonać premiera, by wycofał się z pomysłu stworzenia Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych (brawa dla autora tej nazwy – na miejscu premiera zesłałbym go do kamieniołomów za wizerunkowe strzelanie szefowi w stopę). A tu, proszę, pomysł wraca na poziomie ogólnoeuropejskim…

Niektórych – jak zauważyłem – wciąż dziwi mój negatywny stosunek do pomysłu filtrowania. Ja to zdziwienie rozumiem oczywiście. W końcu to dość naturalne skojarzenie i oczekiwania, że facet, który kieruje fundacją zwalczającą pornografię dziecięcą i co chwilę wypowiada się w mediach, domagając się skutecznej walki z tym zjawiskiem, będzie popierał filtrowanie takiej pornografii. A jednak, choć naturalne, to jest to skojarzenie błędne. Kilkakrotnie wyjaśniałem już publicznie powody mojego sprzeciwu wobec filtrowania, ale nie zaszkodzi rzecz jasna o tych powodach przypomnieć.

W sprzeciwie wobec filtrowania pornografii dziecięcej wbrew pozorom mniej istotne są kwestie wolności słowa, bo mają rację zwolennicy filtrowania, gdy twierdzą, iż wolność słowa nie oznacza wolności do rozpowszechniania i oglądania pornografii dziecięcej. Tu całkowita zgoda.

Kluczowe jest tu sformułowanie “skuteczna walka”. Twierdzę bowiem, że filtrowanie jako takie jest narzędziem efektownym, ale niezbyt efektywnym. A mi chodzi o efektywność, a nie efektowność. Mówiłem i pisałem już, że filtry można obejść. Filtrowanie to taka dziecięca taktyka zabawy w chowanego: “zamykam oczy i mnie nie widać”. Włączam filtr i problemu nie widać. Ale “nie widać” nie oznacza “nie ma”. Te filmy i zdjęcia nadal będą w sieci. Ich odfiltrowanie nie sprawi, że ten, kto je wyprodukował i rozpowszechnił poniósł karę. Nie sprawi też tego, że uwiecznione w tych materiałach dziecko uzyskało pomoc.

Mój sprzeciw wynika też z braku zaufania do polityków. Jeśli dać im palec, na ogół próbują odgryźć rękę na wysokości ramienia. Jeśli raz wsadzą but w drzwi, już nigdy nie uda się tych drzwi zamknąć. Jeśli pozwolimy im na filtrowanie jednej kategorii treści, prędzej czy później uznają za niezbędne cenzurowanie innych.

Pomysł pani komisarz mógłbym poprzeć, gdyby spełnione było kilka warunków, przy czym – mam tu na myśli łączne spełnienie wszystkich tych warunków.

  1. Prawo krajowe na poziomie konstytucji oraz prawo unijne na poziomie traktatu zawierałoby zapis analogiczny do sławnej poprawki do konstytucji USA, gwarantującej wolność słowa.
  2. Filtrowanie dotyczyłoby wyłącznie pornografii dziecięcej (zapis z punktu pierwszego ograniczałby możliwość wprowadzania nowych kategorii treści filtrowanych)
  3. Filtrowanie dotyczyłoby wyłącznie tych treści, które znajdują się poza terytorium Unii Europejskich i ich usunięcie poprzez normalne postępowanie policyjne i sądowe jest niemożliwe.
  4. Wpisanie do rejestru odbywałoby się wyłącznie na podstawie orzeczenia sądu po zasięgnięciu opinii biegłego z zakresu seksuologii, określającego charakter treści, a także biegłego z zakresu auksologii lub anatomii, określającego jednoznacznie wiek osoby na zdjęciu jako wiek poniżej dozwolonego prawem.
  5. Odwołanie od orzeczenia o wpisaniu strony do rejestru odbywałoby się w trybie niezwłocznym, jednak nie dłuższym niż czas przewidziany na orzeczenie o wpisaniu.
  6. Wprowadzenie filtrów nie obciążałoby kosztami operatorów, a – co za tym idzie – klientów końcowych.
  7. Ustalone zostałyby transparentne zasady kontroli publicznej nad rejestrem.

Tyle tylko, że te warunki są raczej niespełnialne. Nie muszę więc martwić się, że przyjdzie mi poprzeć pomysł rejestru.

allegroSwoją drogą, obserwowałem sobie dyskusję na temat krajowego rejestru i to, kto w niej uczestniczy. I muszę tu wrzucić kamyczek do anarchistyczno-lewicowego ogródka. Środowiska lewicowe bardzo mocno opowiedziały się przeciw filtrowaniu obejmującemu m.in. hazard i pornografię dziecięcą. No, i fajnie. W końcu i ja się sprzeciwiałem. Zaciekawiło mnie to o tyle, że często dokładnie te same osoby włączyły się w akcję przeciwko serwisowi Allegro, domagając się od administratorów tego serwisu, by uniemożliwił sprzedawanie przedmiotów związanych z nazizmem.

Warto tu przypomnieć, iż polskie prawo nie zabrania obrotu takimi przedmiotami, a w nowej wersji wprowadza zapis z taką dziurą, że jest on w praktyce nieegzekwowalny, bowiem zakazowi nie podlega obrót na potrzeby kolekcjonerskie. Wystarczy więc, że ktoś wpisze w opisie aukcji, że sprzedaje elementy swojej kolekcji (no, niestety niezbyt wielkiej), a kupujący oświadczy, że z kolei on właśnie zakłada kolekcję.

Rząd chciał wprowadzić formę cenzury internetu i słusznie protestowaliśmy przeciwko temu. Jednak rząd chciał zmieniać prawo, wprowadzać ustawę, dostępne publicznie i jawne zapisy regulacyjne. Rząd jest też upoważniony do inicjatywy ustawodawczej. Usuwanie aukcji przedmiotów, którymi obrót nie jest zabroniony, choć jest nieprzyzwoity, byłoby natomiast formą cenzury i to w dodatku realizowaną poza prawem, przez podmiot komercyjny. To jak? Wprowadzenie legalnego, ustawowego zapisu zakazującego cenzury jest złem, ale wymuszanie, i to poprzez wpisywanie symbolu SS w logotyp, co wydaje mi się niesmaczne i obraźliwe, na podmiocie komercyjnym cenzury już jest OK?

Żeby było jasne – ja bym chciał, by w Polsce nikt nie handlował faszystowskimi gadżetami, uważam handlowanie takimi gadżetami za obrzydliwe i haniebne. Niemniej – póki co jest to legalne. Zamiast naciskać więc na Allegro, by wprowadzało cenzurę, trzeba naciskać na władze, by zmieniły prawo. Problem w tym, że wprowadzenie sensownego zapisu prawnego jest bardzo trudne. Organizatorzy akcji przeciwko Allegro dobrze o tym wiedzą. Dlatego wybierają rozwiązanie głupie, ale łatwe. A przecież jest tylu prawników, którzy pewnie chętnie pomogliby stworzyć zapis. Do dzieła zatem.

Chrześcijanin nie bije dzieci

Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, nad którą pracuje obecnie Sejm, wywołuje niezrozumiałą dla mnie agresję publicystów i środowisk, które same określają siebie jako chrześcijańskie. Nie rozumiem tego sprzeciwu, bo nijak nie zgadza mi się on z nauczaniem Nowego Testamentu.

Oto bowiem mamy słynną scenę: dzieci chcą przyjść do Jezusa, jego uczniowie je przeganiają, a Jezus mówi im „pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie“. Uczniowie przeganiali dzieci, nie rozumiejąc, dlaczego ich Nauczyciel chce poświęcać swój cenny czas na rozmowy z nimi. Dzieci nie były wówczas traktowane zbyt poważnie, delikatnie ujmując. Później zaś Jezus dodaje zdanie kluczowe: „jeśli nie będziecie jako te dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego“. Dał więc uczniom ważną lekcję, pokazując im nie tylko to, że dzieci są ważne, zasługują na poważne traktowanie, ale wręcz powinny być dla dorosłych wzorem do naśladowania.

Ewangelia wg św. Mateusza przytacza również inne słowa Jezusa: “Coście uczynili jednemu z tych moich braci najmniejszych, mnieście uczynili”. Dobrze byłoby, gdyby osoby popierające bicie dzieci, pamiętały o tym. Ręka podniesiona dziecko to ręka podniesiona na Jezusa.

Z kolei w nowym przykazaniu mówi On „będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego“. Dziecko jest bliźnim, więc będziesz miłował je jak siebie samego. Zakładam więc, że wszyscy ci, którzy powołując się na wartości chrześcijańskie, dopuszczają bicie dzieci, uznają, że ich samych bić można również. Wszak miłują te dzieci jak siebie samego…

Rozważania te są fragmentem mojego tekstu, który opublikowałem w Feminotece. Powracam do tego nie bez powodu. Skoro bowiem zwolennicy bicia dzieci posługują się argumentami religijnymi, to warto podjąć z nimi dyskusję właśnie na polu religii.

Nie jest sztuką przekonywać przekonanych. Fajnie, że np. w grupie zwolenników ustawy na Facebooku jest już ponad 5.000 osób. Ale ich przekonywać przecież nie trzeba. Sztuką jest pozyskiwać tych, którzy przekonani nie są. Sztuką jest pozyskać tych, którzy są nieprzekonani, a prawdziwym wyzwaniem tych, którzy mają przekonania przeciwne do naszych. A przecież wszystkich pozyskiwać warto, bo im więcej osób uzna bicie dzieci za zło, tym lepiej.

Sądy rodzinne zostają

Nie tak dawno przez media przetoczyła się dyskusja wokół pogłoski o rządowych planach likwidacji sądowych wydziałów ds. rodzinnych i nieletnich. Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski zapowiedział jednak, że nie tylko nie ma decyzji o likwidacji, ale nawet – ministerstwo nad taką decyzją nie pracuje.

Żeby było jasne: mam wiele, wiele zastrzeżeń do funkcjonowania sądów rodzinnych. Nie chcę niepotrzebnie uogólniać, ale często odnoszę wrażenie, że spora część orzekających w nich sędziów trafiło tam tylko dlatego, że jakimś cudem ukończyli aplikację i coś z nimi trzeba było zrobić. Wielokrotnie miałem do czynienia z przypadkami nieznajomości przepisów, bezdusznością, lenistwem. Wiele złego można zarzucić sądom rodzinnym.

A jednak minister podjął słuszną decyzję i chwała mu za to. Dobrze, że nie uległ pokusie prostych rozwiązań. Czasem bowiem, a nawet często, problem nie tkwi bowiem w systemie, ale w tzw. czynniku ludzkim. Systemowe rozwiązanie w postaci sądów zajmujących się sprawami rodzinnymi, a przede wszystkimi sprawami dzieci, jest po prostu słuszne. Sprawy dziecięce mają swoją specyfikę, którą trzeba uwzględnić. Rozwiązaniem nie jest likwidacja sądów rodzinnych, ale podnoszenie kwalifikacji orzekających w nich sędziów. I tu ministerstwo ma z pewnością sporo do zrobienia. Na szczęście minister zapowiada, że zamierza to robić.

Buy T-MobilePhones and Save. | Thanks to Highest CD Rates, Credit Card Offers and UK Loan