Polska policja przeprowadziła kolejną wielką akcję przeciwko osobom ściągającym z sieci pornografię dziecięcą. W ramach operacji o kryptonimie “Roxana” jednego dnia zatrzymano 120 osób. Policja odtrąbiła kolejny wielki sukces. Wiele osób wie, że na ogół wypowiadam się bardzo dobrze o naszych policjantach. Naszła mnie jednak refleksja, którą chcę się podzielić.
Czy to aby na pewno jest wielki sukces? Przeanalizujmy. W ubiegłym roku podobnych akcji było sporo. Za każdym razem scenariusz jest podobny. Nasi policjanci w ramach monitoringu sieci wymiany plików typują osoby, które z Emula, DC++, czy innych systemów P2P ściągają większe ilości filmów i zdjęć, których nazwy wskazują na treści zawierające pornografią z udziałem dzieci poniżej lat 15. Kolejnym krokiem jest posegregowanie adresów IP według operatorów, wysłanie do tychże zapytań o dane abonentów, a potem zatrzymania. Zanim jednak do zatrzymań dojdzie, Komenda Główna koordynuje wszystko tak, aby jednego dnia zatrzymać jak najwięcej osób, składając im wizyty o 6.00.
Warto jednak zwrócić uwagę na to, że po pierwsze na 100-150 zatrzymanych na ogół zaledwie kilkunastu dostaje w sądzie nakaz aresztowania tymczasowego, czyli zebrany materiał dowodowy jest na tyle silny, by sąd taki nakaz wydał. Po drugie zaś, i ważniejsze, te osoby nie są w żaden sposób ze sobą powiązane. W świat idzie przekaz, który mógłby sugerować, że policja rozbiła siatkę pedofilów, ale jest to przekaz fałszywy. Równie dobrze można każdego z nich zatrzymać w dowolnym terminie bez uszczerbku dla śledztwa. No, ale to już nie byłoby takie medialne.
Policja zatrzymała osoby, które zatrzymać należało, ale byli to po prostu ci napaleni i skrzywieni durnie, którzy nie umieją zadbać o swoją anonimowość w sieci. To nie są osoby rozpowszechniające ani produkujące czy utrwalające pornografię dziecięcą. To są jej klienci. Ich oczywiście trzeba zatrzymywać i karać, to nie ulega wątpliwości. Ale powiedzmy sobie szczerze – to są płotki. A nie słyszałem o podobnej akcji, o podobnej sile rażenia, w której zatrzymywano osoby, które są producentami, czy też robią na pornografii dziecięcej ogromne pieniądze. Czy policja chce przekonać, że takich osób, takich grup w Polsce nie ma? Wolne żarty. Zmasowane akcje w stylu “Roksany” to pójście na łatwiznę, a jednocześnie efekt silnego “parcia na szkło”.
Trzeba oddać policjantom sprawiedliwość. Rozbijanie tych najgroźniejszych grup, które tworzą pornografię dziecięcą i nią w sposób zorganizowany handlują, jest trudne. Aby robić to skutecznie, policjanci musieliby stosować prowokację policyjną, tak, jak robią to na przykład ich koledzy z Wielkiej Brytanii. A takich uprawnień polska policja nie ma. Nawet wielka nowelizacja prawa, którą na jesieni uchwalił polski parlament, a która ma wejść w życie w czerwcu, takich uprawnień w wystarczającym stopniu policji nie daje. Uchwalona nowelizacja nie dodała bowiem art. 202 § 3,4,4a i 4b Kodeksu karnego do zawartej w Art. 19 Ustawy o policji listy przestępstw, w odniesieniu do których policja może stosować takie działania operacyjne. Nasi politycy obiecują taką zmianę od wielu lat i wciąż nie mogą jej jakoś zrealizować. Aż czasem zastanawiam się, co tak naszych polityków powstrzymuje…
Akcje w stylu “Roksany” niepokoją mnie, bo martwi mnie to, że policja ma tak silne “parcie na szkło”, że potrzeba zaistnienia w mediach tak wpływa na metody pracy, bo przecież to dla mediów, dla fajnych obrazków w telewizji i newsów na portalach Komenda Główna Policji koordynuje takie zmasowane zatrzymania zamiast pozwolić policjantom w terenie na normalne wykonywanie ich pracy. Ci policjanci “na dole” doskonale poradziliby sobie z zatrzymaniem delikwenta, który ściąga niedozwolone filmy i zdjęcia, bez koordynacji Centralnego Zespołu ds. Zwalczania Handlu Ludźmi i Pornografii Dziecięcej w Komendzie Głównej Policji. Tylko wtedy ktoś mógłby sobie zadać pytanie, czy taki zespół jest w ogóle potrzebny…
A czy jest potrzebny? Tak, oczywiście, że jest. Ale nie w obecnym kształcie. Komenda Główna Policji, o czym zwykły obywatel wiedzieć nie musi, nie prowadzi żadnych postępowań. Może je jedynie nadzorować i ewentualnie koordynować. W efekcie zespół z KGP tworzy “czapę”, ale sam tak naprawdę zrobić wiele nie może. A mógłby, bo w końcu pracują tam ludzie, którzy na swojej robocie znają się bardzo dobrze. Trzeba im pozwolić pracować. A czasem (co stwierdzam ze smutkiem) do tej pracy zmusić.
W Wielkiej Brytanii z policji wydzielono osobą strukturę – CEOP, czyli Child Exploitation And Online Protection Centre. Co ciekawe, w strukturze tej działają również np. pracownicy socjalni. Taka instytucja zajmuje się zwalczaniem pedofilii i pornografii dziecięcej w sieci, profilaktyką. Obecność pracowników socjalnych sprawia, że CEOP nie traci z oczy ofiar. Czyli dzieci. Czyli tych, którzy w tym wszystkim są najważniejsi. W Polsce zaś wszyscy koncentrujemy się na sprawcach, a nie na ofiarach. Chciałbym, by taki CEOP powstał również w naszym kraju.























































