Archive for 2010

Ładunek energii

W piątek Konrad Wojterkowski, twórca kampanii “Kocham. Nie biję.” namówił mnie na wyjazd do Karolina, gdzie, w ośrodku Zespołu Pieśni i Tańca “Mazowsze” odbywał się V Przystanek PaT, czyli organizowanej przez policję akcji “Profilaktyka a Teatr“. Jej pomysłodawcą jest inspektor Grzegorz Jach, pełnomocnik Komendanta Głównego Policji ds. promocji bezpieczeństwa i kontaktów z organizacjami porządowymi.

Przyjechaliśmy i obejrzeliśmy spektakl polskiego teatru z Wilna, który wystawił “Zabawę” Sławomira Mrożka. Potem młodzi ludzie spotkali się z Mikołajem Grabowskim. Młodzi ludzie, a było ich w Karolinie aż 1.000, rozmawiali z Grabowskim o teatrze, o pasji, o drodze do aktorstwa, o wyrażaniu siebie. To była niezwykle ciekawa rozmowa. Później zaś nastąpiło PaTowskie misterium, czyli koncert Jarosława Chojnackiego zakończony odśpiewaniem hymnu akcji. Potem jeszcze rozmowy filozoficzne i wracaliśmy.

Opowiadam o wizycie na Przystanku PaT, ponieważ kontakt z tymi młodymi ludźmi był dla mnie niesamowitym ładunkiem pozytywnej energii. Moim zdaniem to niesamowite, że oto 1.000 dzieciaków z całej Polski w jednym miejscu wystawia przygotowane przez siebie spektakle, pracuje do 3 w nocy na warsztatach wokalnych, tanecznych, bębniarskich, aktorskich i innych, a przede wszystkim -- że tak fajnie wchodzą w taką wspólną energię. Kiedy Chojnacki śpiewał hymn, te dzieciaki, choć przecież na co dzień słuchają innej muzyki, hiphopu, techno, metalu, itd., rzuciły się pod scenę, by wspólnie śpiewać i tańczyć, a ich entuzjazm i energia udzieliły się nam, dorosłym.

Sukces PaT pokazuje jak wiele fajnych rzeczy, również profilaktycznych, można zrobić z dzieciakami, jeśli zaproponuje im się coś ciekawego, ma się charyzmę (a Grzegorz Jach ma jej nieprzebrane pokłady) i jest się wobec nich szczerym, nikogo nie udaje. Nie trzeba być luzakiem jak Jurek Owsiak, można stawiać wymagania, można ciężko z nimi pracować. Ci młodzi ludzie tego chcą i potrzebują. Oczywiście, pewnie nie wszyscy. Śmiem jednak twierdzić, że większość można taką mieszanką kupić. Tylko musi nam, dorosłym, się chcieć. Musimy podejść do dzieciaków z szacunkiem i uczciwością, czyli z tym, czego nam w kontaktach z nimi na ogół brakuje.

Historia pewnego rolnika

Jest rok 1975. Piękna niemiecka część Tyrolu. W okolicy największe gospodarstwo prowadzi Kurt Heinz. Jego plony zdobywają nagrody na wystawach rolnych. Wszyscy chwalą jego gospodarność, talent. Niejeden chciałby pracować u Kurta, bo dba on o pracowników. Heinz, choć dobry gospodarz, lubi sobie wypić. Często zaprasza swoich kolegów. Piją wtedy, dopraszając pracownice, które namawiają do udziału w seksualnych orgiach.

W okolicy mieszka Halina Miller, emigrantka z Polski, która ma córkę, 13-letnią Zosię. Zosia jest wyrośnięta jak na swój wiek i podoba się chłopakom. Halina zastanawia się, co zrobić, by jej córka miała zapewnioną dobrą przyszłość. Wpada na pomysł, że powinna przedstawić Zosię Heinzowi. Może ten zapewni jej jakąś pracę?

Kurt zaprasza 13-letnią Zosię na jedną ze swych licznym imprez. Podaje jej piwo, wino i Jagermeistera. Zosia szybko się upija. Lądują w wannie i biorą wspólną kąpiel. Kurt pyta, czy Zosia ma już okres, ale ta nie wie. Na wszelki wypadek, by nie zaszła w ciąże, Kurt, korzystając z tego, że Zosia jest pijana, gwałci ją analnie.

Sprawa wychodzi na jaw. Kurt zostaje aresztowany i staje przed sądem. Udaje mu się jednak uciec. Wyjeżdża z Niemiec i błąka się po świecie, a gdzie się zatrzyma, tam oczarowuje wszystkich swoim rolniczym talentem. Unika jednak miejsc, w których mógłby wpaść w ręce niemieckich policjantów. W jednym z wywiadów, przeprowadzonym przez niemiecką korespondentkę mówi: “Zupełnie nie rozumiem, dlaczego miałbym być karany za upodobanie do młodych dziewczyn”.

Mija 30 lat. Zosia jest już ponad 40-letnią Zofią. Najchętniej zapomniałaby o Heinzu i jego imprezie. Po ujawnieniu sprawy cała wieś wytykała ją palcami. Niespodziewanie Heinz, którego czujność osłabła przyjeżdża do Albanii, która ma podpisaną z Niemcami umowę o ekstradycji. Zostaje zatrzymany na granicy i aresztowany.

I teraz pytanie. Jak sądzicie, czy sławni aktorzy, przywódcy wielu krajów domagają się jego uwolnienia? Czy Kurt zostanie wydany do Niemiec, by stanął tam przed sądem?

Powierzcie dzieci Polańskiemu

Miałem dziś napisać pogodną notkę urodzinową. Trochę o rodzinie, przemijaniu, o prezentach. Miało być wesoło i miło. Ale nie będzie. Nie może być.

Dziś władze Szwajcarskie ogłosiły, że Roman Polański nie zostanie wydany amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Przypomnijmy więc w dużym skrócie:

30 lat temu znany już wówczas reżyser w trakcie urządzanego przez siebie przyjęcia podał narkotyki 13letniej dziewczynie, a następnie uprawiał z nią seks analny. Seks z nieletnią wedle amerykańskiego prawa uznawany był za gwałt i pod takim zarzutem Polański stanął przed sądem. Gdy sędzia odrzucił ugodę, Polański, nie czekając na wyrok, uciekł z USA i przez 30 lat unikał jak ognia nie tylko terytorium amerykańskiego, ale też państw, co do których podejrzewał, że mogłyby wydać go Amerykanom. W końcu został zatrzymany w Szwajcarii, spędził trochę czasu w areszcie, a potem w areszcie domowym, oczekując na dzisiejszą decyzję.

Polański nigdy nie kwestionował faktu, że podał narkotyki i uprawiał seks z 13-latką, czyli – w rozumieniu amerykańskiego prawa – że jest winny gwałtu. Nigdy nie odpowiedział prawnie za swoje czyny, bo przed wyrokiem uciekł. Nigdy nie poniósł też tak naprawdę kary moralnej za to – więcej – wciąż był fetowany i honorowany. Jakaż to kara go spotkała? Nie mógł pojechać do Hollywood i odebrać Oskara? No, biedactwo. Inni pedofile chętnie poddaliby się podobnej karze i zamienili z nim.

Każdy inny, kto popełniłby takie przestępstwo trafiłby do więzienia. Każdy inny, kto podał narkotyki i zgwałcił analnie 13latkę, spotkałby się z potępieniem publicznym. Polański jednak ma całe rzesze obrońców. Artystom wolno więcej? Bogatym wolno więcej?

Niech ci, którzy użalają się nad Polańskim, nie mają śmiałości domagać się kar dla biskupów i księży. W czym niby bowiem reżyser-gwałciciel jest lepszy od biskupa-gwałciciela? Niech ci, którzy użalają się nad Polańskim, nie mają śmiałości dopominać się zaostrzania kar za pedofilię. No, bo w czym pedofil-ślusarz jest gorszy od pedofila-reżysera? Niech ci, którzy użalają się nad Polańskim, zastanowią się, czy powierzyliby jego opiece własne dziecko. I wreszcie – niech ci, którzy użalają się nad Polańskim wiedzą, że, jeśli – nie daj B.g – coś stanie się ich dzieciom – mogą przyjść do mnie po pomoc. Bo ja zakładałem fundację Kidprotect, a oni właśnie tworzą ruch Pedoprotect.

Buy T-MobilePhones and Save. | Thanks to Highest CD Rates, Credit Card Offers and UK Loan