Szron na gałęziach głów,
które choć piąć się do nieba
pragną, tkwią korzeniami.
Po liściach nie zostało nawet
wspomnienie. Stoją nieruchomo,
choć dalej chciałyby się rozwinąć.
Niebo nie patrzy już na nich.
Zbyt boli. Kora popękana
straszy zaschniętą żywicą łez.
Szron osiądzie na mojej gałęzi.
Nie dziś, to może jutro.
A kiedy zejdzie, to nie będzie wiosna.


Posted in
Tags: 





