Archiwum dla ◊ April, 2009 ◊

Wszyscy niewinni, a dziecko zginęło
Wednesday, April 29th, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

Na stronie fundacji można znaleźć news (przedrukowany za Wyborcza.pl) o śmierci 9-letniej Weroniki, zgwałconej i uduszonej przez 15-latka w domu dziecka pod Lesznem. Wszyscy w tej sprawie uważają się za niewinnych, a przede wszystkim sędziowie. Oto do domu dziecka trafił chłopak, którego miejsce było w poprawczaku, nikt przy tym nie poinformował dyrektorki o tym, jakie sprawia on kłopoty. Gdy ta zorientowała się, błagała sąd rodzinny o pomoc, o skierowanie chłopaka tam, gdzie jego miejsce, wskazując, iż 15-latek stanowi zagrożenie dla życia innych dzieci, ale sędzia nie widział powodu, by go przenosić. 

Dyrektorka domu dziecka może tu faktycznie czuć się niewinna. Gdy w domu dziecka, którym kierowała, działy się złe rzeczy, reagowała. Próbowała przenieść chłopaka, by nie stanowił zagrożenia. Była jednak związana decyzjami, czy też raczej brakiem decyzji sądu, które musiała realizować.

Sędziowie w tym kraju po pierwsze czują się bezkarni. Nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje błędne decyzje lub za niefrasobliwość i brak decyzji. Nie da się sędziego odwołać. Sędziowie tez nie uczą się, nie szkolą, często nie znają nawet prawa. Oczywiście, są chlubne wyjątki, ale – to są niestety tylko wyjątki. 

Konieczne są zmiany prawne, które sprawią, iż sędziowie będą ponosili konsekwencje za to, co robią lub za swoje zaniedbania. Nie może być tak, że sędzia wypuszcza na wolność człowieka oskarżanego o przemoc i gwałty, a ten zabija świadków, po czym sędzia radośnie informuje, iż nie popełnił żadnego błędu. To po prostu kuriozum prawne. Niezawisłośc nie może oznaczać bezkarności. 

Sędziowie w sprawie 9-letniej Weroniki bronią się, tłumacząc, że i tak nie byłoy miejsc w odpowiedniej dla owego 15-latka placówce. Tyle że to nie jest tłumaczenie. Dlaczego? Bo nawet nie szukali tych miejsc.

Inna sprawa, że tych placówek i miejsc w nich faktycznie jest za mało i to jest problem po stronie rządu. Kolejne rządy dużo gadają, a mało robią. Politycy lubią opowiadać o tym, jak to oni troszczą się o dzieci, tyle na takich opowieściach się kończy. Konieczna jest reforma domów dziecka, by państwowe duże domy zastąpić rodzinnymi domami dziecka i rodzinami zastępczymi, wspierać te małe placówki, pomagać im. Niezbędne są inwestycje w system resocjalizacji nieletnich, zwłaszcza że statystyki policyjne i sądowe jasno wskazują na wzrost przestępczości i demoralizacji.

Problem w tym, że teraz porozczulamy się nad Weroniką i jej tragedią. A potem wszystko wróci do przerażającej normy. Aż do następnej dramatycznej historii.

Franciszkański underground
Wednesday, April 29th, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

franciszkanieJuż dawno temu wybrałem się do Kazimierza nad Wisłą. Uwielbiam to miasteczko, bo ma swój niepowtarzalny urok. (No, i wiadomo, “miasto nad wisłą”, “odgłos paszczą”).

Spacerując po tym przepięknym mieście wszedłem do kościoła ojców franciszkanów, żeby go zwiedzić. Znalazłem w nim ulotkę, która mnie od razu zachwyciła. Stwierdziłem, że koniecznie muszę zamieścić ją na moim blogu. Ciągle o tym zapominałem, jak to ja. No, ale w końcu zebrałem się w sobie, zeskanowałem i oto jest. Przyznacie, że reklama fajna? Mi bardzo się spodobało, że zakonnicy reklamują się w tak kreatywny sposób, pokazując, że i o powołaniu zakonnym można mówić zabawnie, błyskotliwie i fajnie.

Liga Polskich RodzinSzef łódzkiego oddziału Ligi Polskich Rodzin (linku nie podaję, po cholerę mam nabijać im page rank, a nazwiska osobnika nie pamiętam, bo jakoś mi szkoda pamięci na głupoty) złożył był w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z imprezą naturystyczną, która odbyła się w połowie miesiąca w łódzkim aquaparku.

W czasie tej imprezy, która odbywała się w nocy w wynajętym basenie, bawiło się kilkuset naturystów. Wśród nich były również rodziny z dziećmi. Moim zdaniem dzieci nie powinny uczestniczyć w tego rodzaju imprezach. Nie sądzę, by miało to przynosić jakieś negatywne konsekwencje dla rozwoju psychospołecznego dzieci. Uważam natomiast, że w spotkaniach naturystów powinni uczestniczyć dorośli ludzie, którzy świadomie wyrażą taką chęć. Nie zabrałbym swoich dzieci na takie spotkanie. Sam zresztą też bym w nim nie uczestniczył, jako że naturyzm do mnie nie przemawia.

Póki co naturyzm jako taki jest jednak całkowicie zgodny z polskim prawem. Zdjęcia naturystyczne nie stanowią pornografii dziecięcej, a pluskanie się bez majtek w basenie nie jest ani obcowaniem płciowym, ani inną czynnością seksualną, a takie czyny w stosunku do osoby poniżej 15 roku życia są penalizowane. O ile więc w prokuraturze nie trafi się jakiś radiomaryjny szaleniec, to po prostu zawiadomienie złożone przez LPR spotka się z odmową wszczęcia postępowania z powodu braku znamion czynu zabronionego.

W tym LPRowskim zawiadomieniu zastanowiła mnie pewna niekonsekwencja prawicowych aktywistów. W debacie na temat zakazu stosowania kar cielesnych wobec dzieci prawicowi przeciwnicy używają regularnie takiego oto argumentu: “rodzina to wartość, państwo nie powinno ingerować w rodzinę, rodzice mają prawo decydować o tym, jak wychowują swoje dzieci”. Dlaczego zatem mogą decydować o tym, że będą je bić, czy gnoić, jak Bronisław Wildstein (pisałem o tym w notce “Wildsteina wychowanie przez gnojenie“), a nie mogą decydować o tym, że będą wychowywać dzieci poprzez naturalny stosunek do ciała i nagości?

Skoro już jesteśmy przy stosunku do ciała i nagości: O ile mi wiadomo, imprezy naturystów nie są żadnymi orgiami, naturyści traktują ludzkie ciało jako piękny twór. Takie myślenie wydaje mi się nawet bardzo chrześcijańskie. Skoro bowiem człowiek został stworzony przez B.ga, na Jego podobieństwo, to  jego ciało powinno być uznawane za piękne. To rzeczony działacz LPR dokonuje chyba jakiejś projekcji swoich seksualnych skojarzeń, przypisując swoje “grzeszne” myśli innym. Byłoby jednak dobrze, gdyby ktoś mu uświadomił, że nie wszyscy mają tyle kompleksów, chorych myśli i sprośnych skojarzeń, co on.

Robert Biedroń

Ku mojemu zdziwieniu w tej sprawie wypowiedział się również Robert Biedroń, odwołany niedawno w atmosferze niejasności finansowych szef Kampanii Przeciw Homofobii i aktywista Sojuszu Lewicy Demokratycznej, który w całej imprezie dopatrzył się – a jakże! – dyskryminacji homoseksualistów.

“Homoseksualna para, która nie została wpuszczona na imprezę na miejskim basenie, ma podstawy prawne, by domagać się zadośćuczynienia od organizatorów tej imprezy. Przypominam, że w Polsce dyskryminacja jest zabroniona przez konstytucję”

Odpowiedziała mu, skądinąd roztropnie, Pełnomocnik Rządu Ds. Równego Traktowania, Elżbieta Radziszewska:

“Każdy ma prawo wpuszczać na zamknięte imprezy tylko wybranych gości.Nawet, jeśli na prywatnej imprezie zagra gwiazda estrady, to i tak jej organizator może wywiesić tabliczkę na drzwiach zakazującą poszczególnym osobom wstępu do lokalu. Nawet jesli zaprosi się zespół The Beatles.”

Obowiązek wpuszczania osób homoseksualnych na każdą imprezę nie jest dekretowaniem tolerancji, ale próbą dekretowania akceptacji. Na swoją prywatną imprezę zapraszam tych, których akceptuję. Tymczasem słowo tolerancja pochodzi od łacińskiego tolerare, czyli wytrzymywać, znosić, przecierpieć. Dlaczego miałbym przecierpieć obecność kogoś, kogo nie lubię, na mojej prywatnej imprezie, za którą zapłaciłem. Tolerancja i akceptacja to nie jest to samo. Prawo homoseksualistów do tolerancji jest dla mnie czymś oczywistym, natomiast akceptacja to coś, co nikomu, bez względu na orientację seksualna, nie jest z natury przynależne. Jednego akceptuję, drugiego nie. Moje prawo. 

Obserwuję działania aktywistów homoseksualnych pokroju Roberta Biedronia i tak sobie myślę, że większość homoseksualistów zapewne powtarza sobie w duchu znane powiedzenie “Chroń nas, B.że, od przyjaciół, z wrogami poradzimy sobie sami”.

Rossmann na poziomie teletubisiów
Friday, April 24th, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

Sieć Rossmann ufa Ewie Sowińskiej

Jak donoszą media, w sklepach sieci Rossmann sprzedawcy legitymują młodo wyglądających klientów kupujących prezerwatywy i odmawiają sprzedaży tychże osobom, które nie ukończyły 18 lat. Jak tłumaczy Roman Lewandowski, rzecznik sieci, taki proceder to nadinterpretacja zaleceń sieci przez pojedyńczych sprzedawców, a samo zalecenie jest efektem pisma, jakie dwa lata temu przysłała ówczesna Rzecznik Praw Dziecka, czyli Ewa Sowińska. Domagała się ona zakazu sprzedaży prezerwatyw osobom małoletnim (czyli poniżej 18 roku życia), pisząc m.in.:

“W opinii rzecznika sprzedaż małoletnim produktów, które przeznaczone są do czynności, które dla osób w tym wieku uznawane są za niemoralne, może przyczynić się do zaburzenia prawidłowego rozwoju dzieci”

Szefostwo Rossmanna wykazało się głupotą, słuchając ówczesnej niedorzecznik. Każdy przytomny człowiek w tym kraju miał wszak świadomośc, że nie da się jej traktować poważnie. Podejrzewam osobiście, że szefowie sieci obawiali się rozgłosu, spodziewali, że Sowińska może rozpętać przeciwko nim negatywną kampanię w mediach. Swoją drogą, czy jakiekolwiek, oprócz Radia Maryja, TV Trwam i Naszego Dziennika, media w tym kraju mogły posłuchać Sowińskiej?

Sowińska, jaka była, każdy widział. Nie znam żadnego prawnego zapisu, który mógłby choćby dawać cień powodu dla odmowy sprzedania 17-latkowi, czy 16-latce prezerwatyw. Więcej – jest przepis, który przewiduje karę grzywny dla sprzedawcy, który bez powodu odmawia sprzedaży legalnego produktu. Sugerując, że sprzedaż prezerwatyw osobom poniżej lat 18 łamie prawo (btw – odwołanie do Konwencji Praw Dziecka to dopiero kuriozum) w moim przekonaniu tworzy sytuację, w której urzednik państwowy świadomie wprowadza w błąd przedsiębiorcę co do obowiązującego stanu prawnego i jego wykładni.

Muszę powiedzieć, że ucieszyła mnie postawa Kacpra, opisanego przez media, chłopaka, któremu odmówiono w Rossmannie sprzedazy prezerwatyw. Młody człowiek najpierw zażądał rozmowy z kierowniczką, a po uzyskaniu od niej informacji o pismie Ewy Sowińskiej, wysłał pytanie do Rzecznika Praw Dziecka. Obecny rzecznik, Marek Michalak, odpisał młodemu człowiekowi tak:

“W Polsce nie ma przepisu, który zabraniałby nabywania prezerwatyw przez osoby niepełnoletnie. Nie ma również obowiązku okazywania dowodu tożsamości podczas kupna prezerwatyw”.

Dlaczego cieszy mnie postawa Kacpra? Po pierwsze, wie, do czego służą prezerwatywy, że należy z nich korzystać i realizuje tę wiedzę w praktyce. Po drugie, zachowuje się jak obywatel. Nie pozwala robić z siebie idioty, tylko korzysta mądrze z przysługujących mu praw.

Znany seksuolog, profesor Zbigniew Izdebski, wypowiedział się w tej sprawie tak:

“To kuriozum! Jeśli oczekujemy od młodych ludzi odpowiedzialności, musimy dać im możliwość, by byli odpowiedzialni. Nie wyobrażam sobie, żeby we Francji lub w Niemczech w sklepach Rossmanna ktokolwiek pomyślał o legitymowaniu przy zakupie prezerwatyw.”

Co fakt, to fakt. Jakoś tez nie umiem sobie wyobrazić takiej sytuacji. 

I na koniec pytania całkowicie retoryczne: kiedy sprawa edukacji seksualnej przestanie być przedmiotem politycznych i ideologicznych gier? Kiedy wreszcie polscy uczniowie będą mogli liczyć na rzetelną, mądrą, odpowiedzialną edukację seksualną?

Fizyczne kastrowanie rzecznika
Saturday, April 18th, 2009 | Autor: Jakub Śpiewak

Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz KochanowskiDawno nie pisałem o moim ulubieńcu, czyli Rzeczniku Praw Obywatelskich, zwanym Januszem Kochanowskim. Czasem, gdy o nim myślę, nachodzi mnie taka reflekcja, że ten bardziej znany Kochanowski, czyli Jan, musi się w grobie przewracać, gdy widzi z góry, kto nosi jego nazwisko. No, ale nasz dzielny niedorzecznik, zwany przez prosty lud rosenthalem (od marki filiżanek, które lubi wręczać lekarzom), nie daje o sobie zapomnieć.

Jak donosi publiczna TVP.Info, rzecznik postanowił wypowiedzieć się na temat walki z pedofilią:

“Można nawet rozważać, czy na życzenie zainteresowanego pedofila nie można by stosować kastracji fizycznej. Jeśli chodzi o kastrację farmakologiczną, nie wiedzę żadnego problemu. W istocie nie chodzi przecież o fizyczne okaleczenie, lecz zastosowanie środków farmakologicznych, które mają ograniczyć chorobliwy popęd dewiantów seksualnych. To jest nie tyle kara, ile leczenie i zapobieganie powrotowi do przestępstwa.”

Oczywiście nie ma czegoś takiego jak kastracja farmakologiczna. Jest terapia farmakologiczna, która polega na podawaniu środków obniżających popęd seksualny przede wszystkim poprzez obniżenie poziomu testosteronu w organizmie. Nie jest to kastracja, gdyż proces ten jest całkowicie odwracalny. Środki farmakologiczne, działają, dopóki pacjent je przyjmuje, jeśli je odstawi, poziom hormonu, a – co za tym idzie – poziom popędu seksualnego, wracają do poprzedniego poziomu. Terapia farmakologiczna jest środkiem pobocznym, który ma wspierać terapię właściwą, czyli seksuologiczną i psychologiczną. Niedorzecznik o tym nie wie. No, bo i po cóż miałby wiedzieć? 

Ważniejsza jest jednak pierwsza część wypowiedzi Kochanowskiego, bo takich bredni już dawno nie słyszałem. Ja mogę nawet zrozumieć, że życie seksualne pan rzecznik zakończył już dawno, ale chyba nie ma takiej demencji, by nic nie pamiętać? Otóż aktywność seksualna człowieka nie ogranicza się wcale do posługiwania się penisem, a zgwałcić można na różne sposoby. Wycięcie jąder da efekt antykoncepcyjny, ale wcale nie obniży popędu seksualnego. Pomysł fizycznego kastrowania, jak rozumiem, najlepiej tępą żyletką, jest oczywiście nośny publicznie, tyle że całkowicie bezsensowny.

Pan Kochanowski po pierwsze jest nieukiem, a po drugie głupcem. Nieukiem – bo nie wie, o czym mówi, a głupcem – bo wypowiada się na tematy, o których nie ma bladego pojęcia. Jest też głupcem, bo nie zapewnił sobie jako rzecznik zaplecza w postaci ekspertów, którzy mogliby mu podpowiedzieć, co i jak mówić, żeby nie robić z siebie błazna.

Pisałem już tutaj, że mieliśmy do tej pory szczęście do Rzeczników Praw Obywatelskich. Statystycznie rzecz ujmując, w końcu musieliśmy mieć pecha i trafiliśmy na indywiduum, które kompromituje swój urząd. Po całkowitej kompromitacji urzędu Rzecznika Praw Dziecka przez Ewę Sowińską mieliśmy szczęście, że na to stanowisko powołano Marka Michalaka, który odbudowuje autorytet RPD. Zastanawiam się, skąd my weźmiemy takiego geniusza, który naprawi to, co do końca swej kadencji zdąży popsuć Kochanowski?