Archiwum dla ◊ November, 2008 ◊
Zacznę od przedstawienia pana naszego domu, czyli Benia. Czwartej nocy naszego mieszkania w nowym miejscu usłyszałem płakanie za drzwiami. Wyjrzałem na klatkę schodową i znalazłem kociego malucha. No, i tak już został.
A dzisiaj dołączył do nas Czesio. Wygrzebaliśmy ogłoszenie w internecie, że są do oddania małe koty i ten od razu nas zachwycił. Na razie jeszcze są z Beniem na etapie obwąchiwania się i wzajemnego zadziwienia.
Raz na jakiś czas fajnie zjeść coś galicyjskiego. Wędzona makrela, 400g białego sera, 250g śmietany 18%, sól, pieprz i kminek. Prawda, że proste? Wystarczyło tylko wymieszać widelcem w misce, a ze świeżym chlebkiem smakowało wyśmienicie
Dawno nic nie pisałem, ale obiecuję to nadrobić. Na początek moje wariacje na temat cukini i mięsa. Dlaczego wariacje? A bo danie szykowane było “na wariata”. Do końca nie wiedziałem, ile osób będzie na obiedzie, jako że moja córka zmieniała koncepcję. (Swoją drogą, szkoda, że mój młodociany imiennik nie dotarł, bo jako ojciec cieszyłem się już na możliwość zrzucenia amanta ze schodów, nawet jeśli córka zapiera się, że imiennik adoratorem nie jest).
No, ale do rzeczy, czyli do cukini i mięsa. Mięso było najprostsze, czyli pierś z kurczaka. Pokrojona w kostkę przeleżała sobie przec noc w lodówce, marynując się w oliwie ziołowej, tej z włoską mieszanką, bo drugą stłukł i rozlał mój kot. Wieczorem pokroiłem cukinię, która poleżała ok. 30 minut rozłożona na blacie i posolona, a noc spędziła w misce w lodówce. Wtedy też pokroiłem w kostkę zieloną paprykę oraz w drobniutką kosteczkę ostrą czerwoną papryczkę.
Rano obsmażyłem cukinię na głębokim oleju. By nie była tłusta, z patelni zdejmowałem plasterki na papierowe ręczniki. Gdy skończyłem z cukinią, rzuciłem na patelnię papryki, a w czasie, gdy one się obsmażały, pokroiłem w kostkę kawałek kiełbasy wędzonej w kominie, po czym dorzuciłem ją do papryki. Zrzuciłem to do miski i na patelnię rzuciłem, razem z oliwą, pierś kurczaka. W trakcie obsmażania doprawiłem pieprzem i solą ziołową.
Gdy i mięso było gotowe, wrzuciłem wszystko do płaskiego garnka, wlewając sok, który pozostał z cukini. Dusiłem to wszystko pod przykryciem, dopóki nie uznałem, że mięso jest już idealnie miękkie. Wszystko podałem z kaszą kuskus (zalewając kuskus, oprócz szczypty soli daję zawsze odrobinę sosu sojowego).
I to by było na tyle :)




















