Archiwum dla ◊ October, 2008 ◊

Nie mam talentu, ale dziecko ma
Tuesday, October 14th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

Namiętnie oglądam ostatnio program “Mam Talent” nadawany przez telewizję TVN. Lubię ten program. To  cudowne, że wokół nas żyje tylu pozytywnie zakręconych ludzi, którzy mają jakieś swoje pasje. Dwóch facetów spotyka się regularnie i zamiast pić piwo obaj trenują gimnastykę. Ktoś inny trenuje żonglerkę bezdotykową. Można długo tak wymieniać. Niezależnie od różnych, jak to ładnie określono, kosmitów, którzy się w tym programie pojawiają, to po prostu niesamowite jest oglądać, ile pasji tkwi w ludziach i jak zaskakującymi rzeczami potrafią się zajmować.

W ramach dygresji mogę tylko stwierdzić, że miło zobaczyć w pewnych momentach ciepło, bez wydurniania się, uśmiechniętego Kubę Wojewódzkiego. Ale ja nie o tym chciałem…

Obejrzałem wszystkie odcinki programu i w każdym z nich pojawiały się dzieci. I tu, muszę przyznać, włączała mi się lampka kontrolna. Z jednej strony oczywiście niektóre te występy były nawet fajne, zachwycające i wzruszające. Zapewne wszystkie te dzieci były zachwycone możliwością występu przed kamerami.

A mimo to brzęczał mi jakiś sygnał ostrzegawczy. Miałem takie poczucie, że w pewnym sensie tym dzieciakom dzieje się krzywda. Oglądałem dziewczynkę, skądinąd pięknie śpiewającą piosenkę Niemena, którą mamusia przebrała za “biedną sierotkę po PRLu”. Chłopca, który ładnie tańczył, ale był tak zmanierowany i zarozumiały, że nie dało się na niego patrzeć. Śpiewającego, naprawdę ładnie, patriotyczne pieści chłopca przebranego w za duży mundur ułański. I tak dalej.

Oglądając te dzieci miałem nieodparte wrażenie, że rodzice zaspokajają swoje własne, niespełnione ambicje. W ogóle, oglądając przeróżne programy z udziałem dzieci taką czuję w sobie obawę – że rodzice zarabiają na dzieciach, posługując się nimi, leczą własne kompleksy i realizują swoje niespełnione marzenia. Krótko mówiąc – wykorzystują dzieci. Obserwuję rodziców, którzy wypychają swoje pociechy na castingi do filmów i reklam, do programów i seriali telewizyjnych, wpisują do banków twarzy, wykorzystują do występów (vide Arka Noego) itp. To pchanie dziecka w karierę medialno-showbiznesową, w pracę, bo to przecież jest ciężka praca, to zwykłe zarabianie na dziecku i wykorzystywanie go do pracy.

Człowiek, którego niezwykle cenię, czyli Marek Piekarczyk (dla tych, którzy już nie pamiętają – wokalista zespołu TSA), nazwał to kiedyś – przepraszam za kolokwializm – “sroł-biznesową pedofilią”. Opowiadał, że np. w USA, jeśli dziecko występuje w filmie, czy reklamie, to dostaje za to pieniądze. Trafiają one do funduszu powierniczego, który nimi zarządza. Jeśli rodzic chce coś za nie kupić, to musi udowodnić, że wyda je na coś, co będzie służyło dziecku. Może kupić telewizor, ale do pokoju dziecka. Może wydać je na edukację dziecka. Ale nie wolno rodzicowi zarabiać na swoim dziecku. U nas panuje wolna amerykanka. Może należałoby pomyśleć o wprowadzeniu takiego właśnie prawa?

Rząd zmienia prawo
Tuesday, October 07th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

Rząd w ramach ofensywy legislacyjnej zmienia polskie prawo również pod kątem skuteczniejszej walki z przestępczością seksualną wobec dzieci. Zmiany idą w dobrym kierunku. Cieszą mnie one podwójnie. Po pierwsze, dlatego że będziemy mieli lepsze prawo, po drugie zaś – bo to pierwszy rząd, który słucha innych. M.in. ja sam zgłaszałem pewne uwagi do pierwotnych wersji projektów.

Większość mediów zainteresowała się przede wszystkim przepisami, które dotyczą tzw. kastracji farmakologicznej. Pisałem już, że nie jest to żadna kastracja. Również w projekcie ustawy mowa o terapii farmakologicznej. Co ważne, w uchwalonej ostatecznie przez rząd wersji projektu mowa o stosowaniu łącznie terapii farmakologicznej i psychoterapii.

Niezwykle ważną zmianą jest jednak projekt wpisania do kodeksu karnego nowego przestępstwa, jakim będzie już sama próba nawiązania kontaktu z dzieckiem przez internet w celach seksualnych. Dzięki temu wreszcie policjanci będą mogli stosować prowokację policyjną w takich sprawach.

Dalszy ciąg historii pewnej prowokacji
Monday, October 06th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

W komputerze mężczyzny zatrzymanego w wyniku prowokacji dziennikarza Wiadomości znaleziono pornografię dziecięcą i prokuratura postawiła mężczyźnie zarzut posiadania treści pornograficznych z udziałem małoletniego poniżej lat 15 (art. 202 par. 4a KK) oraz prezentowania małoletniemu poniżej lat 15 treści pornograficznych (Art. 202 par. 2 KK).

Zarzut pierwszy rozumiem, zarzutu drugiego nie. Skoro po drugiej stronie kabla nie było małoletniego tylko jak najbardziej pełnoletni dziennikarz, to trudno tu mówić o tym, by nastąpiło zaprezentowanie pornografii dziecku. No, chyba że każdego dziennikarza będziemy traktować jak dorosłe dziecko, ale tej sytuacji raczej ustawodawca nie przewidział.

Ktoś powie, że się czepiam. No, może trochę. Ja oczywiście chciałbym, abyśmy wyłapali i ukarali wszystkich ludzi, którzy popełniają przestępstwa. Chciałbym, aby nikt nie prezentował dzieciom pornografii i aby nikt nie składał im propozycji seksualnych. Chciałbym, by policjanci mogli skutecznie walczyć z przestępcami.

Ale z drugiej strony nie chcę, by organa ścigania ulegały presji mediów, bo to nie jest ich rola. Od ścigania przestępców są policjanci i prokuratorzy, nie dziennikarze. Prześledźmy jeszcze raz dokładnie tę historię.

Dziennikarz udawał na czacie dziecko, wdając się w trwający przez dłuższy czas kontakt z 29-letnim mężczyzną. Ten nakłaniał domniemane dziecko do spotkania w celu seksualnym oraz wysyłał mu zdjęcia pornograficzne. Propozycję składał jednak osobie dorosłej, nie dziecku, do molestowania dziecka nie doszło, nie doszlo tez do prezentowania pornografii dziecku. Mimo to policjanci zdecydowali się na dokonanie zatrzymania. Mało tego, obowiązującą w Polsce zasadą jest, iż prowokację policyjną (czy nawet stosowaną przez inne służby, np. CBA) można podjąć tylko wtedy, gdy posiada się potwierdzoną informację. W tym przypadku tak nie było.

Jednym z powodów, dla których od dawna przestrzegam ludzi, by nie próbowali podejmować tego rodzaju działań (a chętnych nie brakuje) jest to, że można łatwo z myśliwego stać się zwierzyną łowną. I w tym wypadku prokuratura powinna z urzędu sprawdzić, czy działania dziennikarza nie stanowiły przestępstwa.

Art. 18. § 2. Odpowiada za podżeganie, kto chcąc, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, nakłania ją do tego.

A dalej czytamy:

Art. 24. Odpowiada jak za podżeganie, kto w celu skierowania przeciwko innej osobie postępowania karnego nakłania ją do popełnienia czynu zabronionego; w tym wypadku nie stosuje się art. 22 i 23.

Nie znam dokładnych zapisów rozmów dziennikarza z zatrzymanym mężczyzną, oczekuję jednak od prokuratury, że dokona ona z urzędu czynności sprawdzających pod kątem ewentualnego podżegania do przestępstwa.

Wierzę, że dziennikarz Wiadomości nie miał złych intencji. Zapewne liczył na to, że uda mu się przygotować świetny materiał, co w końcu jest jego pracą. Być może wierzył też, że jego działania są społecznie uzasadnione i pożyteczne. Po publikacji mojego poprzedniego wpisu Pan Redaktor zadzwonił do mnie niezwykle wzburzony i przekonywał mnie, że tak właśnie jest. Nie mam powodu, by mu nie wierzyć, choć przekonanie dziennikarza a rzeczywistość to nie zawsze to samo.

Na marginesie – nie słyszałem o obyczaju, by dziennikarz dzwonił do kogoś, by w obraźliwej formie atakować go za krytykę swojego materiału, ale w końcu obyczaje się zmieniają. Na przyszłość polecam system komentarzy na blogu. Obiecuję Panu Redaktorowi, że jego rzetelne, krytyczne uwagi na pewno zostaną tu opublikowane.

Kolejny odkrywczy dziennikarz
Saturday, October 04th, 2008 | Autor: Jakub Śpiewak

Po raz kolejny media przygotowały prowokację, mającą na celu udowodnienie tezy “pedofile łowią dzieci w internecie”. Tym razem wykazał się dziennikarz “Wiadomości” nadawanych przez TVP1. Od jakichś 6 lat co jakiś czas dziennikarz, któremu brak pomysłów na dobry temat, wpada na odkrywczy pomysł (bo przecież każdy – jak mniemam – jest przekonany, że odkrywa przed nami terra incognita), by zalogować się na czat i udawać tam dziecko. Oczywiście każda taka dziennikarska akcja ma niemal identyczny scenariusz:

  1. Z braku lepszych pomysłów na materiał (a zarobić trzeba) dziennikarz wpada na genialny pomysł, po czym loguje się na czat jako Ania14, Kasia13, Martusia12 lub z podobnie brzmiącym nickiem.
  2. Natychmiast po wejściu udający dziecko dziennikarz zostaje zasypany propozycjami o charakterze ewidentnie seksualnym.
  3. Dziennikarz wybiera spośród proponujących jednego “pechowca”, z którym kontynuuje rozmowę i w jej efekcie umawia się na spotkanie.
  4. Podekscytowany dziennikarz dzwoni na policję i informuje o tym, że straszny zboczeniec umówił się z nim jako dzieckiem w efekcie super-profesjonalnej prowokacji dziennikarskiej.
  5. Policjanci, najpewniej obawiając się medialnej krytyki w przypadku odmowy współpracy z czwartą władzą, jadą z dziennikarzem na miejsce spotkania, zakuwają delikwenta w kajdanki (ku uciesze filmującego to kamerzysty lub robiącego zdjęcia fotororeportera) i odwożą na komisariat.
  6. Redakcja, w której zatrudniony jest wybitny dziennikarz śledczy, publikuje sensacyjny artykuł, audycję radiową lub news w telewizyjnym serwisie internetowym.
  7. Prokurator każe policjantom popukać się w czoło, odmawia wszczęcia postępowania ze względu na brak znamion przestępstwa i nakazuje natychmiast wypuścić owego “groźnego zboczeńca”.
  8. (opcjonalnie) Media donoszą o niekompetencji organów ścigania, które wypuściły na wolność “stanowiącego zagrożenie dla dzieci pedofila schwytanego dzięki bohaterskiej prowokacji dziennikarskiej”.
  9. (opcjonalnie) Redakcja zwraca się do mnie jako do szefa Fundacji Kidprotect.pl, oczekując ode mnie, że potępię w czambuł niekompetentnego prokuratora przed kamerą i jest wyraźnie rozczarowana, gdy mówię, że prokurator zrobił to, co do niego należało.
  10. (opcjonalnie) Gdy już redaktorzy zrozumieją, że “dura lex sed lex”, zwracają się do mnie jako do szefa Fundacji Kidprotect.pl, oczekując, że wypowiem się do kamery na temat złych polityków, którzy nie robią nic by zmienić prawo.

Tak, to prawda, dzieci są narażone w internecie na kontakt z osobami, które mają wobec nich złe intencje. Tyle że to już od dawna wiemy.

Nie, to nieprawda, że złapana w ten sposób osoba to na pewno pedofil. Większość sprawców molestowania seksualnego dzieci nie ma zaburzenia popędu seksualnego, jakim jest pedofilia. To ludzie zdemoralizowani, ale nie chorzy, a pedofil to osoba chora. Wrzucanie wszystkich do jednego worka jest po prostu niemądre.

Nie, prokurator nie popełnił błędu. Dobrem chronionym przez art. 200 Kodeksu karnego jest dobro dziecka (małoletniego). Jeśli dobro to nie zostało naruszone, a nie zostało, skoro w całej historii nie było dziecka, tylko podszywający się pod nie dziennikarz, to nie popełniono żadnego przestępstwa. Art. 200 par. 1 KK mówi o obcowaniu płciowym i innych czynnościach seksualnych, a nie o rozmowie na czacie, czy spotkaniu w kawiarni. Skoro nie było przestępstwa, to jest – jak mawiał Jarosław Kaczyński – oczywistą oczywistością, że prokurator nie mógł wszcząć postępowania karnego.

Nie, policjanci nie zrobili dobrze, biorąc udział w całej tej maskaradzie. Dlaczego? Bo nie powinni zatrzymywać kogoś, wiedząc, że nie popełnił czynu przestępczego, nawet jeśli uważają (a słusznie), iż to, co zrobił było naganne. Jeśli nie wiedzieli, że w tym przypadku nie ma mowy o przestępstwie, to znaczyłoby, że nie znają prawa. Ale na ogół świetnie wiedzą, tylko boją się nagonki medialnej pod hasłem “zła policja nie chce współpracować z dziennikarzami i zwalczać pedofilów”. Policja nie jest od tego, by ulegać dziennikarskiej potrzebie sensacji.

Tak, to prawda, policjantom póki co nie wolno stosować prowokacji w takich sprawach. Ustawa o policji w art. 19 wymienia przestępstwa, przy których wolno posługiwać się prowokacją. Znalazł się tam co prawda art. 200 KK (ten, który mówi o molestowaniu dzieci), ale sam zapis z kodeksu karnego uniemożliwia skuteczne korzystanie z tego narzędzia policyjnego. W ustawie o policji nie ma jednak zapisu umożliwiającego stosowanie prowokacji w sprawach związanych z pornografią dziecięcą. Zbigniew Ziobro, jako minister sprawiedliwości, zapomniał go dopisać do nowelizacji ustawy o policji.

Nie, nie jest prawdą, że politycy nic nie robią. Przez ostatnie lata politycy przyzwyczaili nas do tego, że dużo mówią, a mało robią, szczególnie w sprawie walki z przestępczością seksualną wobec dzieci. Tyle że akurat rządząca obecnie ekipa w tej sprawie pracuje aktywnie i mądrze, jak żadna z poprzednich. Nie należę do fan clubu Donalda Tuska, politykom jako takim nie ufam na wszelki wypadek, ale zwykła sprawiedliwość nakazuje mi stanąć tu w obronie obecnego rządu, bo wiem, jakie prace obecnie są prowadzone, wiem, jakie zmiany w prawie są przygotowywane i są to zmiany idące w dobrym kierunku. Jedną z przygotowywanych zmian jest wprowadzenie zapisu penalizującego przygotowanie do przestępstwa z art. 200, zapis ten umożliwi policjantom korzystanie z prowokacji.

Tak, to niedobrze, że dziennikarze uganiają się za tanią sensacją. W tej sprawie potrzeba rozumu, a nie sensacji; w tej sprawie brakuje mądrych artykułów, mądrych programów, mądrej presji ze strony mediów na polityków, a presja taka jest potrzebna. Szczególnie od publicznej, utrzymywanej również z moich pieniędzy, telewizji oczekiwałbym pogłębionej refleksji, spokoju, mądrości… Dobrze, dobrze… Wiem, że to naiwne oczekiwanie.