Archive for October, 2008

Nie mam talentu, ale dziecko ma

Namiętnie oglądam ostatnio program “Mam Talent” nadawany przez telewizję TVN. Lubię ten program. To  cudowne, że wokół nas żyje tylu pozytywnie zakręconych ludzi, którzy mają jakieś swoje pasje. Dwóch facetów spotyka się regularnie i zamiast pić piwo obaj trenują gimnastykę. Ktoś inny trenuje żonglerkę bezdotykową. Można długo tak wymieniać. Niezależnie od różnych, jak to ładnie określono, kosmitów, którzy się w tym programie pojawiają, to po prostu niesamowite jest oglądać, ile pasji tkwi w ludziach i jak zaskakującymi rzeczami potrafią się zajmować.

W ramach dygresji mogę tylko stwierdzić, że miło zobaczyć w pewnych momentach ciepło, bez wydurniania się, uśmiechniętego Kubę Wojewódzkiego. Ale ja nie o tym chciałem…

Obejrzałem wszystkie odcinki programu i w każdym z nich pojawiały się dzieci. I tu, muszę przyznać, włączała mi się lampka kontrolna. Z jednej strony oczywiście niektóre te występy były nawet fajne, zachwycające i wzruszające. Zapewne wszystkie te dzieci były zachwycone możliwością występu przed kamerami.

A mimo to brzęczał mi jakiś sygnał ostrzegawczy. Miałem takie poczucie, że w pewnym sensie tym dzieciakom dzieje się krzywda. Oglądałem dziewczynkę, skądinąd pięknie śpiewającą piosenkę Niemena, którą mamusia przebrała za “biedną sierotkę po PRLu”. Chłopca, który ładnie tańczył, ale był tak zmanierowany i zarozumiały, że nie dało się na niego patrzeć. Śpiewającego, naprawdę ładnie, patriotyczne pieści chłopca przebranego w za duży mundur ułański. I tak dalej.

Oglądając te dzieci miałem nieodparte wrażenie, że rodzice zaspokajają swoje własne, niespełnione ambicje. W ogóle, oglądając przeróżne programy z udziałem dzieci taką czuję w sobie obawę – że rodzice zarabiają na dzieciach, posługując się nimi, leczą własne kompleksy i realizują swoje niespełnione marzenia. Krótko mówiąc – wykorzystują dzieci. Obserwuję rodziców, którzy wypychają swoje pociechy na castingi do filmów i reklam, do programów i seriali telewizyjnych, wpisują do banków twarzy, wykorzystują do występów (vide Arka Noego) itp. To pchanie dziecka w karierę medialno-showbiznesową, w pracę, bo to przecież jest ciężka praca, to zwykłe zarabianie na dziecku i wykorzystywanie go do pracy.

Człowiek, którego niezwykle cenię, czyli Marek Piekarczyk (dla tych, którzy już nie pamiętają – wokalista zespołu TSA), nazwał to kiedyś – przepraszam za kolokwializm – “sroł-biznesową pedofilią”. Opowiadał, że np. w USA, jeśli dziecko występuje w filmie, czy reklamie, to dostaje za to pieniądze. Trafiają one do funduszu powierniczego, który nimi zarządza. Jeśli rodzic chce coś za nie kupić, to musi udowodnić, że wyda je na coś, co będzie służyło dziecku. Może kupić telewizor, ale do pokoju dziecka. Może wydać je na edukację dziecka. Ale nie wolno rodzicowi zarabiać na swoim dziecku. U nas panuje wolna amerykanka. Może należałoby pomyśleć o wprowadzeniu takiego właśnie prawa?

Rząd zmienia prawo

Rząd w ramach ofensywy legislacyjnej zmienia polskie prawo również pod kątem skuteczniejszej walki z przestępczością seksualną wobec dzieci. Zmiany idą w dobrym kierunku. Cieszą mnie one podwójnie. Po pierwsze, dlatego że będziemy mieli lepsze prawo, po drugie zaś – bo to pierwszy rząd, który słucha innych. M.in. ja sam zgłaszałem pewne uwagi do pierwotnych wersji projektów.

Większość mediów zainteresowała się przede wszystkim przepisami, które dotyczą tzw. kastracji farmakologicznej. Pisałem już, że nie jest to żadna kastracja. Również w projekcie ustawy mowa o terapii farmakologicznej. Co ważne, w uchwalonej ostatecznie przez rząd wersji projektu mowa o stosowaniu łącznie terapii farmakologicznej i psychoterapii.

Niezwykle ważną zmianą jest jednak projekt wpisania do kodeksu karnego nowego przestępstwa, jakim będzie już sama próba nawiązania kontaktu z dzieckiem przez internet w celach seksualnych. Dzięki temu wreszcie policjanci będą mogli stosować prowokację policyjną w takich sprawach.

Dalszy ciąg historii pewnej prowokacji

W komputerze mężczyzny zatrzymanego w wyniku prowokacji dziennikarza Wiadomości znaleziono pornografię dziecięcą i prokuratura postawiła mężczyźnie zarzut posiadania treści pornograficznych z udziałem małoletniego poniżej lat 15 (art. 202 par. 4a KK) oraz prezentowania małoletniemu poniżej lat 15 treści pornograficznych (Art. 202 par. 2 KK).

Zarzut pierwszy rozumiem, zarzutu drugiego nie. Skoro po drugiej stronie kabla nie było małoletniego tylko jak najbardziej pełnoletni dziennikarz, to trudno tu mówić o tym, by nastąpiło zaprezentowanie pornografii dziecku. No, chyba że każdego dziennikarza będziemy traktować jak dorosłe dziecko, ale tej sytuacji raczej ustawodawca nie przewidział.

Ktoś powie, że się czepiam. No, może trochę. Ja oczywiście chciałbym, abyśmy wyłapali i ukarali wszystkich ludzi, którzy popełniają przestępstwa. Chciałbym, aby nikt nie prezentował dzieciom pornografii i aby nikt nie składał im propozycji seksualnych. Chciałbym, by policjanci mogli skutecznie walczyć z przestępcami.

Ale z drugiej strony nie chcę, by organa ścigania ulegały presji mediów, bo to nie jest ich rola. Od ścigania przestępców są policjanci i prokuratorzy, nie dziennikarze. Prześledźmy jeszcze raz dokładnie tę historię.

Dziennikarz udawał na czacie dziecko, wdając się w trwający przez dłuższy czas kontakt z 29-letnim mężczyzną. Ten nakłaniał domniemane dziecko do spotkania w celu seksualnym oraz wysyłał mu zdjęcia pornograficzne. Propozycję składał jednak osobie dorosłej, nie dziecku, do molestowania dziecka nie doszło, nie doszlo tez do prezentowania pornografii dziecku. Mimo to policjanci zdecydowali się na dokonanie zatrzymania. Mało tego, obowiązującą w Polsce zasadą jest, iż prowokację policyjną (czy nawet stosowaną przez inne służby, np. CBA) można podjąć tylko wtedy, gdy posiada się potwierdzoną informację. W tym przypadku tak nie było.

Jednym z powodów, dla których od dawna przestrzegam ludzi, by nie próbowali podejmować tego rodzaju działań (a chętnych nie brakuje) jest to, że można łatwo z myśliwego stać się zwierzyną łowną. I w tym wypadku prokuratura powinna z urzędu sprawdzić, czy działania dziennikarza nie stanowiły przestępstwa.

Art. 18. § 2. Odpowiada za podżeganie, kto chcąc, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, nakłania ją do tego.

A dalej czytamy:

Art. 24. Odpowiada jak za podżeganie, kto w celu skierowania przeciwko innej osobie postępowania karnego nakłania ją do popełnienia czynu zabronionego; w tym wypadku nie stosuje się art. 22 i 23.

Nie znam dokładnych zapisów rozmów dziennikarza z zatrzymanym mężczyzną, oczekuję jednak od prokuratury, że dokona ona z urzędu czynności sprawdzających pod kątem ewentualnego podżegania do przestępstwa.

Wierzę, że dziennikarz Wiadomości nie miał złych intencji. Zapewne liczył na to, że uda mu się przygotować świetny materiał, co w końcu jest jego pracą. Być może wierzył też, że jego działania są społecznie uzasadnione i pożyteczne. Po publikacji mojego poprzedniego wpisu Pan Redaktor zadzwonił do mnie niezwykle wzburzony i przekonywał mnie, że tak właśnie jest. Nie mam powodu, by mu nie wierzyć, choć przekonanie dziennikarza a rzeczywistość to nie zawsze to samo.

Na marginesie – nie słyszałem o obyczaju, by dziennikarz dzwonił do kogoś, by w obraźliwej formie atakować go za krytykę swojego materiału, ale w końcu obyczaje się zmieniają. Na przyszłość polecam system komentarzy na blogu. Obiecuję Panu Redaktorowi, że jego rzetelne, krytyczne uwagi na pewno zostaną tu opublikowane.

Buy T-MobilePhones and Save. | Thanks to Highest CD Rates, Credit Card Offers and UK Loan