Jeżeli uznać, że za porozumieniem ACTA stoi idea globalnego ujednolicenia zasad ochrony praw własności intelektualnej, to trudno takiej idei odmówić słuszności. W dobie globalnej gospodarki, w dobie globalnej sieci zróżnicowanie systemów prawnych w obszarze ochrony własności intelektualnej faktycznie bowiem staje się problem, uniemożliwiającym de facto skuteczne przeciwdziałanie nadużyciom.
Problem w tym, jak te prawa mają być uregulowane. I tu tkwi istota problemu.
W wywiadzie dla Krytyki Politycznej Jarosław Lipszyc z Fundacji “Nowoczesna Polska” słusznie zauważa:
ACTA uniemożliwi nam w przyszłości swobodne kształtowanie porządku prawnego dotyczącego własności intelektualnej i praw autorskich. To jest dla mnie klucz do zrozumienia tego, co się dzieje. Istotą ACTA – i dążeń rządu – jest zabetonowanie obecnego systemu tak, że jego zmiana w kierunku innym niż zaplanowany w ACTA będzie w przyszłości niemożliwa. To będzie świetna wymówka, żeby nie rozważać żadnych postulatów reform: nie możemy, bo jesteśmy stroną ACTA. Jedyne, co możemy zmienić, to zwiększyć restrykcje, ściganie, kontrolę, zrezygnować z pośrednictwa sądów.
Obecny system ochrony praw własności intelektualnej jest niewydolny. Widać to wyraźnie. Powstawał w dobie analogowej i nie uwzględnia zmian, jakie się dokonały wraz z upowszechnieniem się technologii cyfrowych i informacyjnych. Potrzebna jest debata o tym, jak chronić własność intelektualną, a jednocześnie chronić prawa konsumentów tej własności. Potrzebne jest szukanie złotego środka. Trudno jednak o taką debatę, gdy z jednej strony mamy wrzaski “jesteście złodziejami, okradacie nas, artystów” (choć często uzasadnione), a z drugiej strony – “należy nam się za darmo, wolność uber alles” i “Komorowski, matole, skąd będziesz ściągał pornole”.
Bułka czy nie bułka?
Kiedy rozmawiamy o problemie piractwa komputerowego ze środowisk artystów słychać głosy w stylu: “Tak, jak nie wolno kraść bułki ze sklepu, tak nie wolno kraść utworu, piekarzowi należy się wynagrodzenie za pracę przy produkcji bułki, tak i nam należy się wynagrodzenie za produkcję sztuki”. To mniej więcej powtarza Zbigniew Hołdys.
Kiedy jednak zaczynamy mówić o podatkach i kosztach uzyskania przychodu, o ubezpieczeniach społecznych, kiedy zaczynamy mówić o wartości dostępu powszechnego do dóbr kultury, to artyści odpowiadają: “O, nie, nie, sztuka to nie jest bułka, to sprawa szczególna, wymagające innego podejścia, artystę trzeba chronić”. Pamiętam spotkanie artystów z premierem Donaldem Tuskiem w programie “Śniadanie mistrzów”, tak właśnie mówił tam ten sam Zbigniew Hołdys.
No, panowie i panie artyści, to wy się zdecydujcie: bułka czy nie bułka? Albo traktujemy kulturę jako dobro rynkowe, dajemy ochronę prawną jak produktowi na półce sklepowej, ale wtedy macie też normalne rynkowe zobowiązania podatkowe, ubezpieczeniowe i inne albo traktujemy kulturę jak dobro wymagające szczególnej ochrony pod względem ekonomicznym, ale wtedy staje się ono dobrem publicznym, bo tę ochronę finansuje się ze środków publicznych. Nie ma wówczas powodu, by podatnik, który na artystę już zapłacić, płacił dodatkowo za dostęp do dzieła wytworzonego za te pieniądze.
Każde z rozwiązań ma swoje wady i zalety, ale nie można zjeść ciastka i mieć ciastko. Ja osobiście skłaniam się do podejścia rynkowego.
Sampling sztuki
Bardzo częstym argumentem, który słyszę ze strony “otwartościowców” jest to, że osoby, które najaktywniej korzystają z udostępnionych w sieci, również nielegalnie, dóbr kultury, np. poprzez ściąganie muzyki, oglądanie nielegalnie udostępnionych teledysków czy koncertów, to są te osoby, które równocześnie najaktywniej kupują dobra kultury. I jestem skłonny w to uwierzyć.
Przesłucham płytę, czy kilka piosenek w internecie, jeśli mi się spodoba, to ją kupię, zapłacę, artysta zarobi. A może kupię też bilet na koncert albo koszulkę. I znów artysta zarobi. Zapewne tak to często działa. Ale nie zawsze – sporo ludzi ściąga i nie kupuje. Czyli artysta traci. Ale o nich na razie zapomnijmy – oni i tak by nie zapłacili.
W marketingu bardzo często stosuje się taki instrument jak sampling, czyli obdarowywanie potencjalnego klienta darmowymi próbkami produktu w nadziei, że zechce on potem ten produkt kupić. Idziemy do hipermarketu, a tam miła hostessa częstuje nas jogurtem, kupujemy gazetę, a do niej dołączone jest małe opakowanie szamponu. W perfumerii mogę popsikać się perfumami z testera i sprawdzić, czy mi odpowiadają. Tyle że to jest decyzja producenta, czy z tego narzędzia zechce skorzystać. Jeśli wejdę do tego hipermarketu, otworzę sobie stojący na półce jogurt i spróbuję, czy mi smakuje, zostanę uznany za złodzieja. Artysta ma prawo udostępnić próbkę swojej twórczości za darmo w nadziei, że zachwycony klient kupi potem właściwe dzieło. Ma prawo, ale nie ma obowiązku. Jeśli klient sam sobie bierze, to jest tak samo złodziejem, jak ten, który otwiera i zjada jogurt w markecie, nie płacąc za niego.
Trzeba jednak zaznaczyć ponownie – takie podejście ma sens wtedy, gdy traktujemy kulturę jako produkt rynkowy, a nie dobro publiczne. Jeśli już zapłaciłem za jogurt, to mogę go sobie jeść.
Swoboda kształtowania cen
Bardzo często słyszę argument, że płyty czy książki są za drogie. Tanie nie są, oczywiście. Ale czy za drogie?
Jeśli chcę kupić jeansy, mogę kupić markowe od Armani Jeans za 1.200 zł, mogę kupić markowe, ale z niższej półki, np. od Levisa za 350 zł, mogę też pójść do H&M i kupić za 100 zł albo udać się do sklepu z używaną odzieżą i zapłacić 20 zł. W zależności od tego, ile jestem skłonny i jestem w stanie wydać, podejmuję decyzję o zakupie. Nie idę jednak do salonu Armaniego i nie domagam się wydania jeansów za 20 złotych. Nie biorę ich też za darmo, bo mi się należą. Jeśli uznaję, że coś jest za drogie, nie kupuję lub szukam tego w tańszym sklepie.
Jeśli jednak artyści chcą być traktowani jak osoby tworzące dobro narodowe, publiczne i chcą szczególnych regulacji podatkowych, w zakresie ubezpieczeń społecznych, czy wręcz – dotowania ich ze środków publicznych, czyli z kieszeni podatników, to wybierają model cenowy pt. “szwedzki stół”, czyli “płacisz raz i jesz, ile chcesz”. Nie mają wówczas moralnego prawa domagać się, by płacić im dodatkowo.
Każdy wybór ma swoje konsekwencje.
Swoboda dystrybucji
Bardzo często słyszę głosy, że dystrybucja muzyki poprzez płyty CD dostępne w sklepach jest niesatysfakcjonująca, bo klient chce kupić jedną piosenkę przez internet.
Warto jednak pamiętać, że dziełem może być cała płyta, a nie pojedyncza piosenka (np. album “The Snow Goose” grupy Camel, czy “Misplaced childhood” Marillion – polecam!). Czasem kupuję całą gazetę, choć tak naprawdę interesuje mnie w niej jeden tekst. Od decyzji wydawcy zależy, czy umożliwi mi zakup jednego tekstu online. Jeśli nie umożliwi, mogę dojść do wniosku, że szkoda mi pieniędzy na całe wydanie. To jego wybór. Jeśli uznam, że jestem skłonny zapłacić za całą gazetę, choć poza tym jednym artykułem nic mnie w niej nie ciekawi, to z kolei mój wybór.
Artysta, jak każdy inny producent dóbr, ma prawo wybrać sposób dystrybucji swojego towaru. My, klienci, możemy tego wyboru nie zaakceptować i nie kupić. Jeśli artysta będzie się upierał przy nieodpowiedniej cenie czy nieodpowiednim kanale dystrybucji, to po prostu straci klientów, a my wybierzemy innego dostawcę dóbr. Brutalne prawo rynku.
Ale znów: jeżeli ów artysta wcześniej wziął od nas pieniądze, bo korzystał ze środków publicznych w dowolnej postaci, to wtedy ma się dostosować do nas, bo, biorąc pieniądze z naszych podatków, już wcześniej zawarł z nami de facto umowę.
Swoboda tworzenia produktu kulturowego
Artyści bardzo często powtarzają, że trzeba wspierać kulturę niszową, że to, co się sprzedaje to papka, itd. Pewnie faktycznie to, co się sprzedaje, to papka. Ale ja jako klient, który płaci, czy to w sklepie przy modelu rynkowym, czy to w podatkach przy modelu ochronnym, mam prawo wybierać, za co chcę płacić. Jeśli lubię papkę, to płacę za papkę. Jeden lubi wykwintną restaurację, drugi bar McDonald’s. Właściciel wykwintnej i drogiej restauracji specjalizującej się w daniach z owadów latających nie może jednak mieć pretensji do klientów o to, że wybierają coś innego. Takie ich prawo. Mógł zostać franszyzobiorcą McDonald’s, wolał realizować swoje kulinarne fantazje, dokonał wyboru, ponosi konsekwencje. Proste.
Oczywiście, bardzo bym sobie życzył, by większość ludzi słuchała metalu gotyckiego i uwielbiała pasjami muzykę Nanemah (tak, tak, dla tych dociekliwych demaskatorów, to mój projekt muzyczny). Ale większość, skubana, woli jakoś Lady Gagę i Dodę. (To ci ambitniejsi). A niektórzy nawet wolą Bayer Full. I nie ma powodu, żebym się o to obrażał. Mogę zacząć grać disco polo, jeśli chcę zarabiać dobre pieniądze. A mogę tych pieniędzy nie zarabiać, ale za to realizować swoje artystyczne pomysły. Mój wybór.
A jeśli twórca ma być dofinansowywany ze środków publicznych, to – prawdę mówiąc – tym bardziej ma tworzyć to, co ludziom się podoba. Ja wiem, że Sztuka Wielka to taka, której nikt nie chce. Ale skoro nie chce, to niech za to nie płaci. I tak, wiem, to oznacza, że wiele wybitnych dzieł nie powstanie. Ale jeśli nie powstaną, to znaczy, że artystom zabraknie samozaparcia i motywacji. Czyli nie warto w nich inwestować.
Trudno mi bowiem z drugiej strony wyobrazić sobie komisję, która będzie decydowała, co jest, a co nie jest Wielką Sztuką, bo trudno tu o obiektywne kryteria oceny. A takie powinny obowiązywać przy podejmowaniu decyzji na temat środków publicznych.
Otwarte zasoby
Mam świadomość, że nie da się zapewne doprowadzić do sytuacji czystej – albo wariant ochronny albo rynkowy i konieczne jest rozwiązanie mieszane. Absolutnie niezbędnym, bo wynikającym po prostu ze zdrowego rozsądku, jest moim zdaniem uznanie, że – jak to powiedział kiedyś premier Donald Tusk – “to, co zostało wytworzone za publiczne pieniądze, powinno być publicznie dostępne”. Jeżeli przyjmujemy, że mogą być jakiekolwiek formy dofinansowywania artystów, czy to poprzez dotacje instytucji publicznych czy poprzez przywileje prawne, to wszystkie dzieła artystów, którzy z tych środków korzystają, powinny z mocy prawa należeć do domeny publicznej.
Dozwolony użytek
To, o czym koniecznie należy pamiętać, to obszar tzw. dozwolonego użytku. Większość ludzi nie zna zapisów Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wydawcy gier, programów, filmów, płyt i muzyki bezwzględnie to wykorzystują, ograniczając nam możliwość legalnego korzystania z zakupionych przez nas dóbr. I tu, uważam, potrzebna jest aktywizacja konsumentów, ich edukowanie, by świadomie korzystali z przysługujących im praw, a w przypadku ich naruszania – dochodzili swoich racji w sądach.
Jeśli wydawca gry wmawia nam, że nie wolno nam wykonać kopii, jeśli wydawca płyty twierdzi, że nie wolno nam przegrać zakupionej muzyki na ipoda, a wydawca książki, że nie możemy jej pożyczyć koledze, to należy pozwać ich, bo wprowadzają nas błąd i poprzez jego wyzyskanie próbuje doprowadzić nas do niekorzystnego rozporządzania naszym mieniem. I tu rozwiązaniem byłyby zapewne pozwy zbiorowe.
Skoro państwo chce egzekwować prawa posiadaczy własności intelektualnej, to mamy prawo wymagać, by chroniło również prawa nas, konsumentów.
I dlatego na koniec zamieszczam stosowny rozdział z Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W całości:
Oddział 3
Dozwolony użytek chronionych utworów
Art. 23. 1. Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Przepis ten nie upoważnia do budowania według cudzego utworu architektonicznego i architektoniczno-urbanistycznego.
2. Zakres własnego użytku osobistego obejmuje krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.
Art. 24. 1. Wolno rozpowszechniać za pomocą anteny zbiorowej oraz sieci kablowej utwory nadawane przez inną organizację radiową lub telewizyjną drogą satelitarną albo naziemną, jeżeli następuje to w ramach równoczesnego, integralnego i nieodpłatnego rozpowszechniania programów radiowych lub telewizyjnych i przeznaczone jest do oznaczonego grona odbiorców znajdujących się w jednym budynku lub w domach jednorodzinnych obejmujących do 50 gospodarstw domowych.
2. Posiadacze urządzeń służących do odbioru dźwięku lub dźwięku i obrazu mogą za ich pomocą odbierać nadawane utwory, choćby urządzenia te były umieszczone w miejscu ogólnie dostępnym, jeżeli nie łączy się z tym osiąganie korzyści majątkowych.
3. Z zastrzeżeniem przepisu ust. 1, operatorom sieci kablowych wolno rozpowszechniać utwory nadawane przez inne organizacje radiowe lub telewizyjne dostępne na danym obszarze, jeżeli rozpowszechnianie w sieciach kablowych ma charakter równoczesny i integralny z nadaniem pierwotnym. Uprawnionym do utworów przysługuje prawo do wynagrodzenia.
Art. 25. 1. Wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji:
1) już rozpowszechnione:
a) sprawozdania o aktualnych wydarzeniach,
b) aktualne artykuły na tematy polityczne, gospodarcze lub religijne, chyba że zostało wyraźnie zastrzeżone, że ich dalsze rozpowszechnianie jest zabronione,
c) aktualne wypowiedzi i fotografie reporterskie,
2) krótkie wyciągi ze sprawozdań i artykułów, o których mowa w pkt 1 lit. a) i b),
3) przeglądy publikacji i utworów rozpowszechnionych,
4) mowy wygłoszone na publicznych zebraniach i rozprawach; nie upoważnia to jednak do publikacji zbiorów mów jednej osoby,
5) krótkie streszczenia rozpowszechnionych utworów.
2. Za korzystanie z utworów, o których mowa w ust. 1 pkt 1 lit. b) i c), twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia.
3. Rozpowszechnianie utworów na podstawie ust. 1 jest dozwolone zarówno w oryginale, jak i w tłumaczeniu.
Art. 26. Wolno w sprawozdaniach o aktualnych wydarzeniach przytaczać fragmenty utworów udostępnianych podczas tych wydarzeń, jednakże w granicach uzasadnionych celem informacji.
Art. 27. Instytucje naukowe i oświatowe mogą, w celach dydaktycznych lub prowadzenia własnych badań, korzystać z opublikowanych utworów w oryginale i w tłumaczeniu oraz sporządzać w tym celu egzemplarze fragmentów opublikowanego utworu.
Art. 28. Biblioteki, archiwa i szkoły mogą:
1) udostępniać nieodpłatnie, w zakresie swoich zadań statutowych, egzemplarze utworów opublikowanych,
2) sporządzać lub zlecać sporządzenie pojedynczych egzemplarzy utworów opublikowanych, niedostępnych w handlu – w celu uzupełniania, ochrony swoich zbiorów i nieodpłatnego ich udostępniania.
Art. 29. 1. Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.
2. Wolno w celach dydaktycznych i naukowych zamieszczać rozpowszechnione drobne utwory lub fragmenty większych utworów w podręcznikach i wypisach.
3. W przypadkach, o których mowa w ust. 2, twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia.
Art. 30. 1. Ośrodki informacji lub dokumentacji naukowo-technicznej mogą sporządzać i rozpowszechniać własne opracowania dokumentacyjne oraz pojedyncze egzemplarze, nie większych niż jeden arkusz wydawniczy, fragmentów opublikowanych utworów.
2. Twórca albo właściwa organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi jest uprawniona do pobierania od ośrodków, o których mowa w ust. 1, wynagrodzenia za odpłatne udostępnianie egzemplarzy fragmentów utworów.
Art. 31. Wolno nieodpłatnie wykonywać publicznie opublikowane utwory literackie, muzyczne i słowno-muzyczne, jeżeli nie łączy się z tym osiąganie korzyści majątkowych. Dotyczy to w szczególności okazjonalnego wykonywania na żywo, związanego ze sprawowaniem kultu religijnego, uroczystościami państwowymi, szkolnymi, obchodami i imprezami powszechnie dostępnymi, z wyłączeniem jednak imprez reklamowych, promocyjnych i wyborczych.
Art. 32. 1. Właściciel egzemplarza utworu plastycznego może go wystawiać publicznie, jeżeli nie łączy się z tym osiąganie korzyści majątkowych.
2. W razie podjęcia decyzji o zniszczeniu oryginalnego egzemplarza utworu plastycznego znajdującego się w miejscu publicznie dostępnym, właściciel jest obowiązany złożyć twórcy utworu lub jego bliskim ofertę sprzedaży, jeżeli porozumienie się z nim, celem złożenia oferty, jest możliwe. Górną granicę ceny określa wartość materiałów. Jeżeli sprzedaż nie jest możliwa, właściciel jest obowiązany umożliwić twórcy sporządzenie kopii bądź – zależnie od rodzaju utworu – stosownej dokumentacji.
Art. 33. Wolno rozpowszechniać:
1) utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku,
2) utwory wystawione w publicznie dostępnych zbiorach, takich jak muzea, galerie, sale wystawowe, lecz tylko w katalogach i w wydawnictwach publikowanych dla promocji tych utworów, a także w sprawozdaniach o aktualnych wydarzeniach w prasie i telewizji, jednakże w granicach uzasadnionych celem informacji,
3) w encyklopediach i atlasach – opublikowane utwory plastyczne i fotograficzne, o ile nawiązanie porozumienia z twórcą celem uzyskania jego zezwolenia napotyka trudne do przezwyciężenia przeszkody. Twórcy przysługuje wówczas prawo do wynagrodzenia.
Art. 34. Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia twórcy i źródła. Twórcy nie przysługuje prawo do wynagrodzenia, chyba że ustawa stanowi inaczej.
Art. 35. Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy.
Share on Facebook