Na temat

nie wszyscy jeszcze wiedzą, więc spieszę z informacjami: 8 maja (czyli w rocznicę zakończenia wojny, kurczę, ale sobie wybrałem termin) rozpocząłem blogowanie w założonym przez Tomasza Lisa, a kierowanym przez Tomasza Machałę portalu NaTemat.pl, dołączając do całkiem zacnego grona blogujących tam osób. Mój blog w portalu ma adres jakubspiewak.natemat.pl. Pierwszy wpis poświęciłem Januszowi Korczakowi, a właściwie nam, dorosłym, pytając, czy po 70 latach od śmierci Starego Doktora dorośliśmy do jego myśli wychowawczej.

Będę tam pisał o tym, o czym pisałem i tu. Nie oznacza to jednak wcale, że przestanę pisać tutaj. O, nie, nie. Tu też będzie się działo.

Uruchomienie własnej firmy, czyli IACOBI, wcześniej Gadaninki w Radio dla Ciebie, teraz rozpoczęcie współpracy z NaTemat.pl – sporo fajnych zmian u mnie. A planuję trochę nowych rzeczy. Wszak wiadomo – ja inaczej nie umiem. :)

Sprytni Polacy

cwaniactwo narodowe

Dopiero co wszedł w życie zakaz reklamowania się przez apteki. Sprytni Polacy znaleźli na to sposób: apteki zakładają stowarzyszenia i fundacje, które wydają gazetki reklamowe. Dopiero co prawo uszczelniło zasady odliczania VAT przy zakupie samochodu, uniemożliwiając naciągane rejestrowanie samochodów jako niby-ciężarowe. Sprytni Polacy znaleźli na to sposób: montują w autach sejf i udają, że to bankowóz. Dopiero co wszedł w życie zakaz funkcjonowania tzw. przewozów osób, czyli lipnych taksówek. Sprytni Polacy znaleźli na to sposób: przewoźnicy uzyskują zaświadczenie o ukończeniu 8-godzinnego kursu psychologicznego i jeżdżą jako ochrona osób.

“Wszedł w życie przepis. Sprytni Polacy znaleźli sposób.” Tak jest za każdym niemal razem. Ja wiem, ja rozumiem: zabory, okupacje, obce państwo, okrutny najeźdźca, obce prawo, opór, walka, niepodległość, patriotyzm. Od 1989 roku mamy jednak swoje demokratyczne, niepodległe państwo. Ono może nam się podobać bardziej lub mniej, czy nawet w ogóle nie podobać. Ale jest. A my cały czas uznajemy w nim obcego. Mamy niemal we krwi złodziejstwo, krętactwo i kombinowanie. Ale oczywiście ciągle czegoś od tego państwa chcemy. Kantujemy to państwo na potęgę, ale żądamy, żądamy, żądamy. Bo się nam należy jak psu miska. Kiedy Polak okraść państwo, czyli inne Polaki, to być spryt i to być dobrze, a kiedy państwo, czyli inne Polaki, okraść Polaka, to być granda i skandal.

Od dawna twierdzę, i nie ja jeden w końcu, że nic tak nie demoralizuje prawnie jak martwe prawo. Problem w tym, że w tym kraju, odnoszę wrażenie, każde prawo z definicji jest martwe już na starcie, bo i tak sprytni Polacy znajdą sposób, żeby je obejść, żeby kombinować, coś skręcić na boku. A przecież państwo i państwowe regulacje wymyślono jako formę umowy społecznej, która w swej istocie ma chronić tych, którzy tę umowę zawierają, czyli obywateli. Tyle że ci obywatele najwyraźniej nie chcą być chronieni. (No, tak naprawdę to pewnie chcą, ale tak, żeby im było wolno więcej.)

Może w takim razie trzeba przemyśleć rozwiązanie drastyczne z pozoru? Likwidujmy wszystkie regulacje, jakie tylko się da. Aż do granicy absurdu, czy nawet poza nią.

Nie poprzestańmy na deregulacjach ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina. Dlaczego 200 zawodów? Wszystkie.  Nie chcesz płacić składek na ZUS? OK, nie płać, ale państwo nie tylko nie zagwarantuje Ci żadnej emerytury, ale w ogóle wypnie się na Ciebie na starość, nawet zasiłków nie będzie, bo to też w końcu ZUS wypłaca. Nie chcesz płacić podatków? Proszę bardzo, ale nie będziesz korzystać za darmo z niczego, co stanowi własność publiczną. Zechcesz przejechać przez miasto, zapłacisz za eksploatację ulicy, korzystanie z sygnalizacji świetlnej. Chyba że w ramach deregulacji zlikwidujemy sygnalizację świetlną. Sprytni Polacy jej przecież nie lubią. Ale możesz jechać za darmo, jeśli masz przy sobie aktualne zaświadczenie z urzędu skarbowego, że płacisz podatki i poddajesz się dobrowolnie kontroli.

Wolność często boli. Zwłaszcza ta, która staje się anarchią, czyli tak przez Polaków ukochana. Niech więc boli. Może trzeba poczuć ten ból, żeby zrozumieć, że regulacje są potrzebne i nauczyć się szacunku do nich?

Śpiewak gra Śpiewaka – Do ojca

Wziąłem od mojej Mamy wybór wierszy mojego Dziadka, Jana Śpiewaka. Zupełnie niemal zapomniany poeta. Przyznam szczerze, że wielu Jego wierszy po prostu nie rozumiem. Czytam i nic. Tym razem otworzyłem tomik, zupełnie losowo wybierając stronę. I trafiłem na wiersz, przy którym coś ścisnęło mnie w gardle. Tak mocno. Tak mnie obuchem uderzyło. Oto mój Dziadek pisze “Do Ojca”. Do Ojca, którego stracił. Jak ja. I już wiedziałem, że to jest mój wiersz, mój. Nagrałem go niemal jednym tchem. Na raz. Nuty same przychodziły, dźwięki same się grały, słowa same czytały. I wiedziałem też, jak chcę ten wiersz graficznie zilustrować – trzema zdjęciami. Dziadek, Ojciec, Syn. Jan Śpiewak – mój Dziadek. Jan Śpiewak – mój Tata. Jakub Śpiewak – ja. Mamo to jest prezent dla Ciebie. Od początku miał być dla Ciebie.

Jan Śpiewak – Do ojca

Nic o tobie nie potrafiłem napisać,
Wstydzę się tego, zapewne moja w tym wina.
Moja wina, że nie poniosłem twego imienia,
Długo chodziłem po świecie z twoim ostatnim uściskiem.
Gdyby było inaczej, nie musiałbym latami zbierać twych rysów,
A potem składać cząstka po cząstce, aby je ogrzać oddechem.
Chciałbym, mój ojcze, usłyszeć ostatnie twe myśli,
Chciałbym ucałować ostatnie twe ślady, które już rozwiał wiatr.
Czarna krew chlusnęła mi z gardła, gdy przyszła śmiertelna wieść.
Dzień się pochylił nade mną, noc się schyliła nade mną,
Zapominałem siebie. Przybiegałem we śnie do was.
Wybuchały pociski, salwy trzaskały, ciężkie buty biły o bruk,
A was już nie było, była góra kamienna, której imienia nie znam.
Nie mogłem o tobie pisać, słowa cichły na ustach.
Czułem cię blisko przy sobie, lecz ciebie już nie widziałem.
Nieraz pytałem siebie, co byś o mnie powiedział,
Ty, który byłeś łagodny, ty, który śmierć swą wybrałeś.
Uczyłbyś mnie szumu listowia czy słów nienawiści,
Żartów soczystych i śmiesznych czy zemsty wobec mordercy?
Tkliwość zapewne byś znalazł w oczach wnuka małego,
Cierpliwie tłumacząc prawa natury i ścisłą wiedzę przyrody.
Chciałbym twój uśmiech utrwalić, lecz jestem bezradny.
Gdybym miał talent malarza, malowałbym Twój portret żyjący.
Nie mam żadnych zdolności, pędzel jest silniejszy ode mnie.
A ja bym kolor oświetlił, zioła sam bym wywarzył,
Rozdarł kamienie i piaski, krzaki i korę, żywicę,
Ptak by użyczył mi pióra, strumień przejrzystej urody.
Wszystko daremnie. Strumień przepływa, piasek jest sypki i kruchy,
Kamień znieruchomiały i niemy. Mój ojcze, ojcze jedyny.

Do kitu, czyli jak policja z policją

W Belgii i w Polsce znów zrobiło się głośno o problemie molestowania seksualnego dzieci. Najpierw w Belgii, a potem w Polsce.

Oto bowiem najpierw media poinformowały, że pewien belgijski pielęgniarz przez 30 lat krzywdził dzieci, a w swoim komputerze miał miliony zdjęć o charakterze pornograficznym z udziałem dzieci. Zaraz potem zaś okazało się, że wśród skrzywdzonych przez niego dzieci są również dzieci z Polski. Wtedy zrobiło się głośno w kraju nad Wisłą, a polska policja ogłosiła urbi et orbi, że zwróci się do belgijskich kolegów o informacje.

Tak sobie pomyślałem, że ta sprawa skupia jak w soczewce różne tematy i pokazuje, gdzie tkwi tak naprawdę problem.

Po pierwsze, trochę mnie niepokoi, że człowiek w ewidentny sposób zaburzony może przez 30 lat pracować jako pielęgniarz w szpitalu psychiatrycznym. Nie ma tam nadzoru nad pracownikami? Superwizji? Kontroli? Badań? W moim odczuciu to właśnie szpital jako pierwszy powinien wychwycić symptomy tego, że – jak mawia ksiądz Natanek – “coś złego się dzieje”.

Po drugie, to belgijska policja nie przekazuje informacji do innych krajów, że ma sprawę, w której pokrzywdzone są dzieci pochodzące z tych państw? To nie działają takie instytucje jak Interpol i Europol, które, co wielokrotnie z ust ich przedstawicieli na własne uszy słyszałem, zapewniały, że walka z krzywdzeniem seksualnym dzieci jest ich priorytetem? Dlaczego polska policja musi zwracać się specjalnie z prośbą do belgijskiej, i to po medialnym ujawnieniu informacji?

Ta historia pokazuje, że to, co kuleje najmocniej w walce z przestępczością seksualną na szkodę dzieci, to właśnie współpraca międzypaństwowa. Mamy instytucje takiej jak Interpol i Europol, mamy deklaracje ścisłej współpracy, a, gdy przychodzi co do czego, okazuje się, że brakuje najprostszego przepływu informacji. Żeby było jasne – uważam, że tu zawiniła raczej policja belgijska niż polska.

Inna sprawa, że nie jestem jakoś przekonany co do tego, że nasza policja, gdyby takie informacje z Belgii uzyskała, potrafiłaby je wykorzystać. Informacje te spłynęłyby do Komendy Głównej Policji, a ta, jak się nieraz przekonałem, nie jest w stanie znaleźć własnego pępka.

Dlatego od dawna postuluję, a Rzecznik Praw Dziecka wsparł temu postulat w 2010 roku poprzez swoje wystąpienie generalne do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, by utworzyć w ramach struktur policji, a jeszcze lepiej wydzieloną ze struktur policji, jednostkę zajmującą się przestępczością seksualną wobec dzieci. Cały czas dopytuję też, co z ratyfikacją podpisanej przez Polskę Konwencji Rady Europy z Lanzarote. I wreszcie – domagam się usprawnienia współpracy międzypaństwowej, przynajmniej w ramach Unii Europejskiej.

Ścigać gwałt z urzędu czy na wniosek

Jarosław Gowin - fot. PAP / Adam CiereszkoPosłowie Platformy Obywatelskiej napisali list do szefa resortu sprawiedliwości Jarosława Gowina. Domagają się wprowadzenia w prawie karnym zasady, iż przestępstwo zgwałcenia jest ścigane z urzędu. Dziś bowiem potrzebny jest złożony przez ofiarę wniosek o ściganie.

Autorzy listu podkreślają, że wnioskowy tryb ścigania sprawców gwałtu zwiększa ryzyko ich bezkarności oraz „podwójnie wiktymizuje ofiary, obarczając je odpowiedzialnością i poczuciem winy także za losy sprawców, którzy najczęściej są osobami znajomymi lub bliskimi”, przypominają też, iż ofiarami gwałtów często są kobiety, osoby w wieku 15-18 lat, a także dorosłe osoby ubezwłasnowolnione.

„W imieniu małoletnich i osób ubezwłasnowolnionych wniosek o ściganie sprawców muszą złożyć ich opiekunowie, którzy często sami będąc sprawcami przemocy, z oczywistych względów nie złożą wniosku w imieniu ofiar. Powstaje więc patowa sytuacja, w wyniku której nie ma możliwości sądowego rozwiązania sprawy, nawet jeśli są jej świadkowie i znani są sprawcy”

Parę osób pytało mnie o opinię na temat tego wystąpienia parlamentarzystów PO, wdałem się też w dyskusję o tym z Kataryną na Twitterze. Postanowiłem więc napisać tekst o tym ściganiu wnioskowym lub z urzędu.

Prawo dzisiaj

Zacznijmy od tego, co na temat samego zgwałcenia mówi Kodeks karny:

Art. 197.
§ 1.Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego,
podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.
§ 2.Jeżeli sprawca, w sposób określony w § 1, doprowadza inną osobę do poddania się innej czynności seksualnej albo wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
§ 3. Jeżeli sprawca dopuszcza się zgwałcenia:
1) wspólnie z inną osobą,
2) wobec małoletniego poniżej lat 15,
3) wobec wstępnego, zstępnego, przysposobionego, przysposabiającego, brata lub siostry,
podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.
§ 4.Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1-3 działa ze szczególnym okrucieństwem, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5.

Warto też w kontekście argumentacji parlamentarzystów PO zainteresować się kilkoma innymi przepisami:

Art. 198.
Kto, wykorzystując bezradność innej osoby lub wynikający z upośledzenia umysłowego lub choroby psychicznej brak zdolności tej osoby do rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem, doprowadza ją do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności,
podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Nie można oczywiście zapomnieć o przepisie dotyczącym dzieci:

Art. 200.
§ 1.Kto obcuje płciowo z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszcza się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej lub doprowadza ją do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania,
podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.
§ 2.Tej samej karze podlega, kto w celu zaspokojenia seksualnego prezentuje małoletniemu poniżej lat 15 wykonanie czynności seksualnej.

Kolejny przepis, na który chcę zwrócić uwagę, dotyczy kazirodztwa:

Art. 201.
Kto dopuszcza się obcowania płciowego w stosunku do wstępnego, zstępnego, przysposobionego, przysposabiającego, brata lub siostry,
podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Nie da się nie przytoczyć przepisu, który reguluje właśnie tryb ścigania:

Art. 205.
Ściganie przestępstw określonych w art. 197 lub 199 § 1, jak również w art. 198, jeżeli określony w tym przepisie stan ofiary nie jest wynikiem trwałych zaburzeń psychicznych, następuje na wniosek pokrzywdzonego.

I na koniec, dla porządku, jeszcze przepis mówiący o tzw. zbiegu przestępstw:

Art. 11.
§ 1.Ten sam czyn może stanowić tylko jedno przestępstwo.
§ 2.Jeżeli czyn wyczerpuje znamiona określone w dwóch albo więcej przepisach ustawy karnej, sąd skazuje za jedno przestępstwo na podstawie wszystkich zbiegających się przepisów.
§ 3.W wypadku określonym w § 2 sąd wymierza karę na podstawie przepisu przewidującego karę najsurowszą, co nie stoi na przeszkodzie orzeczeniu innych środków przewidzianych w ustawie na podstawie wszystkich zbiegających się przepisów.

Trochę analizy

Faktycznie, jak wynika z art. 205 KK, ściganie zgwałcenia na podstawie Art. 197 KK wymaga tego, by osoba pokrzywdzona złożyła wniosek o ściganie. Jeśli jednak chodzi o osoby upośledzone umysłowo, chore psychicznie lub z innego powodu niezdolne do rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem, to jest to mamy tu do czynienia z kwalifikacją z Art. 198 KK, a tu czyn nie jest ścigany wnioskowo. Warto o tym przypomnieć, bo o takich osobach pisali autorzy listu.

Parlamentarzyści zwrócili również na problem przemocy seksualnej wobec dzieci, czyli małoletnich, jak określa się je w prawie. Tu sprawa jest bardziej skomplikowana. Jeśli zgwałcone dziecko w momencie zdarzenia nie ma ukończonych 15 lat, to mamy do czynienia z przestępstwem z Art. 200 KK, które jest ścigane z urzędu i żaden wniosek nie jest potrzebny. Jeżeli dziecko ma ukończone 15 lat (ale nie ukończyło 18 roku życia), a sprawcą, o czym autorzy listu również piszą, jest członek rodziny, to mamy z kolei do czynienia z kazirodztwem, czyli przestępstwem z Art. 201 KK, które również ścigane jest z urzędu. Problem może pojawić się w sytuacji, gdy dziecko ma ukończone 15 lat, a sprawca nie jest członkiem rodziny, zaś prawni opiekunowie nie chcą złożyć wniosku o ściganie.

Warto jednak przypomnieć przepis Kodeksu postępowania karnego:

Art. 60. § 1.W sprawach o przestępstwa ścigane z oskarżenia prywatnego prokurator wszczyna postępowanie albo wstępuje do postępowania już wszczętego, jeżeli wymaga tego interes społeczny.

Wyjaśniam kwestie związane z przypadkiem zgwałcenia osoby małoletniej czy też niezdolnej do samodzielnego pokierowania swoim postępowaniem, by wskazać, iż te argumenty w liście parlamentarzystów PO są nieco naciągane. Uważam jednak, iż mimo to, przynajmniej w odniesieniu do dzieci, warto przyjąć model ścigania z urzędu. W takim przypadku Art. 205 KK mógłby brzmieć

Ściganie przestępstw określonych w art. 197 lub 199 § 1, jak również w art. 198, jeżeli określony w tym przepisie stan ofiary nie jest wynikiem trwałych zaburzeń psychicznych lub pokrzywdzony nie jest małoletnim, następuje na wniosek pokrzywdzonego.

Główny problem dotyczy sytuacji, gdy dorosła osoba stanie się ofiarą zgwałcenia. Tu powstaje dylemat, czy należy pozostawić tej osobie prawo do podjęcia samodzielnie decyzji, czy chce złożyć wniosek o ściganie, czy też uznać, iż interes społeczny wymaga, by prawo takie odebrać i ustalić, iż zgwałcenie jest ścigane z urzędu. Nie jest to wcale kwestia prosta do rozstrzygnięcia z etycznego punktu widzenia.

Wnioskowy charakter przestępstwa zgwałcenia ma swoją genezę w przekonaniu, iż ofiara ma prawo nie chcieć ścigania, nie być gotowa na dolegliwość postępowania przygotowawczego i karnego i ma prawo podjąć decyzję, iż nie chce ponosić konsekwencji ścigania, koncentrując się np. na wyjściu z traumy związanej z gwałtem. Kolejnym argumentem, nie mniej istotnym, jest to, że gwałt jest czynem ingerującym mocno w podmiotowość i godność ofiary. Prawo do złożenia wniosku lub zrezygnowania z niego jest więc de facto okazją dla ofiary do odzyskania zarówno obiektywnej kontroli, jak i subiektywnego poczucia kontroli nad własnym życiem.

Jedna z autorek listu, Pani Poseł Magdalena Kochan z Platformy Obywatelskiej, powiedziała:

Obecnie w Polsce gwałt jest jedynym w kategorii ciężkich przestępstw, które nie jest ścigane z urzędu. To bardzo komplikuje życie ofiar, tym bardziej, że ta zbrodnia jest wyjątkowo dotkliwa. Ofiary często czują wstyd, to powoduje, że sprawcy tego rodzaju zbrodni nie są ścigani. (…) To nie ofiara gwałtu powinna się wstydzić i czuć zhańbiona, tylko sprawca przemocy powinien być ścigany i podlegać ostracyzmowi obywatelskiego.

Tu przypomnę, iż zdaniem autorów listu, wnioskowy tryb ścigania

podwójnie wiktymizuje ofiary, obarczając je odpowiedzialnością i poczuciem winy także za losy sprawców, którzy najczęściej są osobami znajomymi lub bliskimi.

Pani Poseł słusznie zwraca uwagę na to, że ofiary gwałtu często spotykają się z ostracyzmem społecznym, z obwinianiem, ze skandalicznymi postawami i zachowaniami. Dodam do tego to, że same procedury postępowania przygotowawczego karnego są bardzo dolegliwe dla ofiar, a często ich zły wpływ wzmacniany jest pozbawionym empatii, nacechowanym stereotypami i seksizmem zachowaniami przedstawicieli organów ścigania i instytucji pomocowych, na co słusznie zwraca w swoim raporcie Fundacja Feminoteka. Tyle że akurat te problemy należy rozwiązywać raczej poprzez zmiany przepisów kodeksu postępowania karnego, procedur policyjnych i prokuratorskich, a przede wszystkim poprzez edukację, zarówno tzw. profesjonalistów, jak i opinii publicznej.

Moim zdaniem warto jednak zwrócić uwagę na inny aspekt sprawy. Przestępcy seksualni bardzo często nie ograniczają się do jednego czynu i jednej ofiary. W efekcie, przy zachowaniu zasady ścigania wnioskowego, jeśli przy pierwszym gwałcie ofiara nie złoży wniosku o ściganie, to nie ma postępowania przygotowawczego i karnego, procesu, skazania, czyli sprawca może działać dalej i krzywdzić inne kobiety. Państwo zaś jest zobowiązane do podejmowania działań dla zapewnienia wszystkim obywatelom bezpieczeństwa i zapobiegania przestępczości, stąd rozumiem, że nie może, kolokwialnie mówiąc, “odpuścić” w takiej sprawie.

Dlatego osobiście skłaniam się do wykreślenia Art. 205 Kodeksu karnego i uznania, że przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności są ścigane z urzędu.

Zastanowiłbym się natomiast nad tym, czy nie zapisać prawa ofiary do odmowy składania zeznań, szanując w ten sposób to, że może ona nie być psychicznie na to gotowa. Nie blokowałoby to jednak organom ścigania możliwości zabezpieczenia innych dowodów, np. z zeznań świadków, zapisu monitoringu, itp.

Na koniec jedna uwaga. Zastanawiam się, dlaczego parlamentarzyści partii rządzącej muszą pisać list do ministra, w dodatku wywodzącego się z tego samego ugrupowania, list otwarty i w ten sposób domagać się zmiany prawa. Wydaje mi się, że mogliby po prostu z ministrem się spotkać albo – co bardziej logiczne – przygotować poselski projekt ustawy.

Powered by WordPress | Designed by: All Premium Themes Online. | Thanks to Top Bank Free Premium WordPress Themes, wordpress themes 2012 and Premium Themes